Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2072 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Środa, 10 stycznia 2018

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1112) Zapraszam na serwis bieżących informacji i komentarzy z kraju i ze świata.

 

* Przed godz. 20:00 na warszawskim Lotnisku Chopina awaryjnie lądował samolot Bombardier Q-400 Polskich Linii Lotniczych lot nr LO3924 z Krakowa do Warszawy. Podczas lądowania nie wysunęło się podwozie. Wg wstępnych informacji nie ma ofiar. Trwa akcja ratunkowa.

 

 *W rozmowach KRLD i Korei Południowej zarysował się przełom.Strony omówiły nie tylko kwestie zapewnienia bezpieczeństwa na Igrzyskach Olimpijskich w lutym, lecz również problem połączenia rozdzielonych rodzin, a nawet możliwości wznowienia dialogu między wojskowymi. Chociaż USA słownie popierają proces pokojowy, w rzeczywistości raczej niewiele się nim interesują. Sportowcy z Korei Północnej i Południowej na otwarciu Zimowej Olimpiady w Pjongczangu mogą przejść w jednej kolumnie. W każdym razie z taką inicjatywą wystąpili przedstawiciele Seulu, którzy wczoraj rano przybyli na rozmowy z delegacją Pjongjangu do miejscowości Panmundżon  podzielonej między dwoma państwami. Przy stole negocjacyjnym zasiadło dziesięć osób — po pięć od każdej strony. Na czele południowokoreańskiej delegacji stanął minister zjednoczenia Cho Myoung-Gyon, północnokoreańskiej delegacji przewodniczył szef Komitetu ds. Pokojowego Zjednoczenia Ri Son-gwon. Pierwszym rezultatem było potwierdzenie przez Pjongjang, że na Igrzyska Olimpijskie przyjedzie „wysoka rangą delegacja", w jej skład oprócz sportowców wejdą urzędnicy państwowi, widzowie, dziennikarze i artyści, którzy wystąpią w ramach programu kulturalnego. Seul zaproponował włączenie do porządku obrad kwestii połączenia członków rozdzielonych koreańskich rodzin podczas obchodów Nowego Roku według kalendarza księżycowego 18 lutego, wznowienia rozmów między wojskowymi na temat zapobiegnięcia wzajemnym incydentom i zawieszenia wszelkich działań stwarzających napięcia w stosunkach między dwoma państwami, a także kwestii wznowienia rozmów na temat denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego. Pjongjang na ostatni punkt nie zareagował, jednocześnie zgadzając się na omawianie pozostałych tematów. Wstępnie wypowiedział się jedynie w kwestii Olimpiady, informując, jaka reprezentacyjna delegacja KRLD zostanie wysłana do Pjongczangu. Drogę do tego spotkania otworzył przywódca KRLD Kim Dzong Un, który w orędziu noworocznym poinformował o gotowości kraju do wysłania swoich sportowców na Olimpiadę do Korei Południowej. Południowokoreański prezydent Moon Jae-in natychmiast zlecił rządowi przygotowania do rozmów. W ubiegłą niedzielę, dwa dni przed spotkaniem w Panmundżom i dzień przed swymi  35. urodzinami, w orędziu do narodu Kim Dzong Un nakazał stworzenie wszystkich niezbędnych warunków do poprawy stosunków z Republiką Korei.Północ i Południe nie mogą być związane przeszłością. Trzeba poprawić stosunki między Północą a Południem i dokonać przełomu w pojednaniu — czytamy w komunikacie Koreańskiej Centralnej Agencji Prasowej KCNA. Gwałtowny zwrot Pjongjangu w kierunku pokojowego uregulowania z południowym sąsiadem stał się reakcją na zmianę polityki Seulu, która nastąpiła w maju ubiegłego roku, gdy wybory prezydenckie w Korei Południowej wygrał kandydat z ramienia Partii Demokratycznej Toburo Moon Jae-in — twierdzi dyrektor generalny Rosyjskiej Rady Spraw Międzynarodowych Andriej Kortunow. Moon od razu nazwał swoim priorytetem poprawę stosunków z KRLD i konsekwentnie realizuje ogłoszony przez niego kurs. Ostatnim argumentem dla Kim Dzong Una stało się odwołanie w czasie przeprowadzenia Olimpiady wspólnych ćwiczeń amerykańsko-południowokoreańskich u wybrzeży KRLD — uważa profesor Instytutu Państw Wschodnich Anatolij Koszkin. Seul wykazał upór i swoim oświadczeniem zmusił Waszyngton do takiego kroku. Właściwie mówiąc, zawieszenie tych prowokacyjnych ćwiczeń było i pozostaje głównym żądaniem KRLD, które Korea Południowa wypełniła — podkreśla naukowiec. Jednocześnie zarysowujące się złagodzenie napięć na Półwyspie Koreańskim nie odpowiada długofalowym planom USA — podkreśla. Amerykańska administracja ma dwie sprzeczne tendencje. Podczas gdy sekretarz stanu Rex Tillerson wielokrotnie wyrażał chęć porozumienia się z Kim Dzong Unem prezydent Trump wielokrotnie pokazywał przywiązanie do polityki siły, w tym oświadczając niedawno, że ma „większy jądrowy przycisk" niż Kim. Jeśli proces negocjacyjny zakończy się sukcesem, doktrynie powstrzymywania zbrojnego KRLD, której przestrzega Donald Trump, zostanie zadany poważny cios. Jeśli dialog doprowadzi do wznowienia wspólnych koreańskich projektów gospodarczych, efekt sankcji międzynarodowych prawdopodobnie znacznie się zmniejszy. Może być mowa rownież o wznowieniu połączeń kolejowych na całym półwyspie oraz budowie ropo- i gazociągu a także wznowieniu projektu obszaru przemysłowego Kaesŏng, którego realizację Korea Południowa zawiesiła w 2016 roku z powodu testów jądrowych KRLD.

 

*Syryjskie wojska rządowe przywróciły kontrolę nad bazą lotniczą Abu-Duhur w prowincji Idlib, poinformował RIA Novosti rozmówca z miejsca zdarzenia.Według niego, oddziały syryjskich sił weszły na terytorium bazy lotniczej po tym, jak zajęły fortyfikacje na wschodniej stronie lotniska.  Baza Abu-Duhur mieście się w 40 km od miasta Idlib. Terroryści zajęli ją we wrześniu 2015 roku. Baza była kontrolowana przez bojowników z różnych ugrupowań, włącznie z Dżabhat an-Nusra. 

 

*MSZ Turcji wezwało ambasadorów Rosji i Iranu, aby zaprotestować w związku z napływającymi informacjami o naruszeniu przez syryjską armię granicy strefy deeskalacji w Idlibie – podała gazeta „Daily Sabah”, powołując się na ministerstwo.Z informacji gazety wynika, że Turcja będzie się domagać od dyplomatów, aby wymogli na władzach syryjskich   zaprzestanie naruszania granicy. Szef tureckiego MSZ Mevlüt Çavuşoğlu powiedział wcześniej, że wojska rządowe pod pretekstem walki z terroryzmem atakują umiarkowaną opozycję w prowincji Idlib. Aktualnie w Turcji funkcjonują cztery strefy deeskalacji: jedna w Idlibie i części prowincji Hama, druga – na północ od Homs, trzecia – w rejonie Wschodniej Guty na przedmieściach Damaszku i czwarta – w prowincji Dara na syryjsko-jordańskiej granicy.

 

* Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan powiedział, że nie wyklucza wznowienia operacji „Tarcza Eufratu" w Syrii. Jak poinformowała agencja Anatolia, swoimi planami turecki lider podzielił się w czasie wystąpienia w Ankarze, na posiedzeniu Partii Sprawiedliwości i Rozwoju. „Jeśli taka będzie wola Allaha, wznowimy operację „Tarcza Eufratu" w Afrinie i Manbidżu" — powiedział Erdogan. Pod koniec sierpnia prorządowa gazeta Sabah poinformowała, że Ankara prowadzi przygotowania do rozpoczęcia drugiego etapu operacji „Tarcza Eufratu". Jego celem miało być „udaremnienie planów USA", które pod pretekstem walki z „Hayat Tahrir al-Sham" usiłują przekazać prowincję Idlib Partii Pracujących Kurdystanu uznawanej w Turcji za organizację terrorystyczną. Pierwsza faza operacji „Tarcza Eufratu" trwała od końca sierpnia 2016 roku do marca 2017 roku i była prowadzona przez siły syryjskiej opozycji, zwłaszcza Wolnej Armii, przy wsparciu tureckich sił powietrznych i pojazdów opancerzonych. W wyniku operacji pod kontrolę opozycji przekazano utworzoną de facto strefę bezpieczeństwa w nadgranicznym regionie między miejscowościami Aazaz i Dżarabulus.

 

*Izrael blokuje palestyńskie wioski w rejonie poszukiwań zabójców rabina.Izraelskie siły bezpieczeństwa zablokowały palestyńskie wioski i zwiększają swoją obecność w północnej części Zachodniego Brzegu, kontynuując poszukiwania zabójcy zastrzelonego wczoraj rabina, podała wojskowa służba prasowa. Władze państwa  żydowskiego uznały za kolejny palestyński atak terrorystyczny napad na Izraelczyka, ojca sześciorga dzieci Razjela Szewacha, którego samochód trafił pod ostrzał w pobliżu dużego miasta Nablus. „Służby bezpieczeństwa we współpracy z siłami specjalnymi przeczesują teren w poszukiwaniu napastników. Wjazd i wyjazd do wiosek wokół Nablus będzie możliwy dopiero po odpowiedniej kontroli. Śledztwo trwa” — poinformowała wojskowa służba prasowa. „Na podstawie oceny sytuacji operacyjnej podjęto decyzję o wysłaniu dodatkowych sił do regionu. Siły Obronne Izraela będą nadal działać w celu zapewnienia bezpieczeństwa ludności cywilnej” — zapewniło wojsko. Według lokalnej telewizji napastnik wystrzelił w stronę samochodu Szewacha około dwudziestu kul i uciekł samochodem z miejsca zdarzenia. Izraelczyk sam zdołał wezwać karetkę, ale zmarł w szpitalu od obrażeń, które odniósł. Kondolencje rodzinie rodaka złożył premier Izraela Benjamin Netanjahu, który obiecał znaleźć i ukarać mordercę 35-letniego rabina. „Siły bezpieczeństwa zrobią wszystko, co niezbędne, aby dotrzeć do zabójcy, a państwo  Izrael  osądzi go z całą surowością prawa” — czytamy w oświadczeniu głowy rządu.

 

* Prezydent Rosji Władimir Putin nie planuje udziału w Światowym Forum Ekonomiczny w Davos , które odbędzie się w dniach 23-26 stycznia.  „Nie planuje" — odpowiedział rzecznik prasowy przywódcy państwa Dmitrij Pieskow na pytanie rosyjskich mediów, czy Putin weźmie udział w forum. We wtorek gazeta The New York Times napisała, że w tym roku Światowe Forum Ekonomiczne w Davos ma odwiedzić prezydent USA Donald Trump. Wcześniej poinformowano, że na czele rosyjskiej delegacji rządowej na forum w Davos stanie wicepremier Arkadij Dworkowicz, w jego obradach wezmą udział ministrowie federalni, przedstawiciele organów władzy i biznesu. Putin uczestniczył w Forum w Davos w 2009 roku, gdy pełnił urząd premiera Rosji. 

 

*Nowa minister spraw zagranicznych Austrii Karin Kneissl w wywiadzie dla Kurier oświadczyła, że sankcje Zachodu nie miały istotnego wpływu na rosyjską gospodarkę.„Sankcje przeciwko Rosji, nałożone w lipcu 2014 roku, koncentrowały się głównie na przemyśle naftowym i gazowym w głębinowym wiertniczym regionie Arktyki — powiedziała Kneissl. — Według mnie okazały się nieskuteczne, ponieważ jesienią 2014 roku cena ropy spadła o ponad 70%”. „Osłabienie rosyjskiego przemysłu naftowego, zamierzone głównie przez USA, nie osiągnęło celu” — dodała. Na pytanie reportera, czy ograniczenia ekonomiczne wobec Rosji są sprawiedliwe, odpowiedziała: „Sprawiedliwość nie jest kategorią polityki”. Przypomniała również, że podobne środki zadziałały tylko jeden raz w historii, kiedy z powodu segregacji rasowej nałożono restrykcje wobec RPA. W podsumowaniu Kneissl została zapytana, jak ogólnie ocenia obecne antyrosyjskie sankcje. „Sankcje nie wypaliły” — podsumowała minister. Unia Europejska nałożyła sankcje gospodarcze przeciwko Rosji latem 2014 roku w związku z konfliktem na Ukrainie, a następnie rozszerzyła je. Przywódcy państw członkowskich UE w marcu 2015 roku powiązali ich działanie z pełnym wypełnieniem porozumień z Mińska. W grudniu Rada UE postanowiła przedłużyć ograniczenia gospodarcze wobec Rosji do 31 lipca 2018 roku.

 

*Zachód zastanawia się nad możliwością uznania Krymu - oznajmił wicepremier republiki.Umiarkowane siły na Zachodzie omawiają scenariusz usunięcia krymskiego tematu z agendy politycznej i uznanie Krymu za cześć Rosji — oznajmił wicepremier krymskiego rządu, stały przedstawiciel republiki przy prezydencie Rosji Georgij Muradow.  „Bardziej umiarkowane środowiska już omawiają scenariusz usunięcia krymskiego tematu z agendy politycznej i uznanie Krymu za rosyjski, jeśli w pewnym momencie Kijów się na to zdecyduje. Myślę, że rownież powinniśmy popracować nad tym wariantem” — powiedział Muradow w wywiadzie dla RIA Novosti. Według niego najważniejsze to nie marnować czasu i nie dopuścić do całkowitego „przeprogramowania" świadomości społecznej na Ukrainie, uświadomić Ukraińcom, że Krym i Donbas wskazują drogę do odbudowy wspólnoty historycznej miedzy dwoma państwami i jedności, które otwierają perspektywę wspólnego rozwoju. Jednocześnie Muradow podkreślił, że Krym nie potrzebuje specjalnego „uznania międzynarodowego", gdyż nie jest niezależnym państwem. „Chodzi o co innego: czy nasi oponenci są gotowi do podjęcia aktywnych działań przeciwko suwerenności i integralności terytorialnej Rosji, w której skład wszedł Krym. Oczywiście, nikt nie formułuje pytania w ten sposób, oprócz ukraińskich nacjonalistów. Według mnie nasi oponenci rozpatrują krymski temat w innej płaszczyźnie" —  podkreślił wicepremier. Miedzy innymi, sądząc po dokumentach i wypowiedziach zachodnich polityków, Rosji jest narzucona „długa gra" według tak zwanego bałtyckiego scenariusza uzupełnionego gospodarczym (sankcyjnym) i wojskowo-politycznym duszeniem państwa. „Uważam, że jest to scenariusz konsekwentnej walki przeciwko naszemu państwu sposobami niewojskowymi, według scenariusza rozpadu Związku Radzieckiego" — podkreślił Muradow. Stały przedstawiciel podkreślił, że przeciwników Rosji straszy jej tarcza jądrowa i potęga wojskowa a także uświadamianie sobie przez naród rosyjski zagrożenia, jego pasjonarny charakter, wola i zdecydowanie do obrony własnej przyszłości i tworzonej w ciągu stuleci wielonarodowej cywilizacji. „Dlatego Zachód coraz bardziej sobie uświadamia, że agresja przeciwko naszemu państwu doprowadzi go do globalnego konfliktu i samobójstwa" — dodał Muradow.

 

*Amerykańskie struktury państwowe nie tylko przejawiają ożywione zainteresowanie rozpoczętą w Rosji kampanią wyborczą, ale również wystawiają pierwsze oceny. I rekomendacje. Co szczególnie komicznie wygląda na tle rozpaczliwych poszukiwań śladów „rosyjskiej ingerencji" w amerykańskie wybory.Rosyjska ambasada w Stanach Zjednoczonych uważa za niedopuszczalne i nieuzasadnione oświadczenia Waszyngtonu ws. nadchodzących wyborów prezydenckich w Rosji. A rzeczniczka prasowa rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa nazwała reakcję Departamentu Stanu na pracę Centralnej Komisji Wyborczej ingerencją zarówno w proces wyborczy, jak i sprawy wewnętrzne kraju. Strona amerykańska ponownie zademonstrowała zadziwiającą paradoksalność i podwójne standardy. Wcześniej rzecznik prasowy Departamentu Stanu USA Clay Noel wyraził zaniepokojenie w związku z zastosowaniem przez Moskwę rygorystycznych kroków w stosunku do „niezależnych głosów" politycznych — jak się wyraził. Europejska Służba Działań Zewnętrznych uznała też, że decyzja ws. niedopuszczenia kandydatury słynnego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego z powodu jego karalności, podjęta w oparciu o rosyjskie prawo, czyni wątpliwą demokratyczność wyborów w Federacji Rosyjskiej. Co oczywiste, podobne wypowiedzi Departamentu Stanu nie mogą wpłynąć na sytuację wewnątrzpolityczną w Rosji, która jest stabilna i przewidywalna. I chociaż starania nie będą przynosić zamierzonego efektu, to Stany Zjednoczone z nich nie zrezygnują. Nie ulega wątpliwości, że niejednokrotnie będą padać słowa krytyki pod adresem rosyjskiej władzy i kampanii wyborczej. I właśnie to jest próba ingerencji w sprawy wewnętrzne suwerennego kraju. Bo tak naprawdę co może obchodzić inne państwo, kto będzie walczyć o fotel prezydencki w Rosji? Przecież nie są to wybory szefa jakiejś organizacji międzynarodowej. Ale to teoria. A w praktyce Waszyngton w swoich „najlepszych" tradycjach będzie wykorzystywać zbliżające się wybory w celach politycznych i stawiać na tych, którzy krytycznie oceniają Kreml i Władimira Putina. Na tym tle szczególnie karykaturalnie wygląda trwające w dalszym ciągu w Stanach Zjednoczonych „polowanie na czarownice", czyli nagonka na Donalda Trumpa oraz na niektórych innych polityków i urzędników wysokiej rangi. Oprócz tego w czasie kampanii wyborczej w USA rosyjscy przedstawiciele nie udzielali żadnych oficjalnych komentarzy o krytycznym czy dyskredytującym charakterze na temat kandydatów czy procesu walki politycznej. Na antenie radia Sputnik dyrektor Instytutu Planowania Strategicznego, doktor politologii, profesor Aleksander Gusiew wyraził opinię, że pomimo wszelkich starań Stanom Zjednoczonym nie uda się wpłynąć na proces wyborczy w Rosji.Stany Zjednoczone cały czas mówiły o «ingerencji Rosji » w wybory, rusofobia w dalszym ciągu kwitnie. Teraz chodzi o tych kandydatów, którym odmówiono rejestracji. Jednak jest to nasza sprawa wewnętrzna, związana z ustawodawstwem Federacji Rosyjskiej — dopuszczać kogoś do wyborów czy nie. Dlatego wydaje mi się, że komentarze na ten temat, tym bardziej ze strony USA, które, mówiąc otwarcie, i tak już mają pełno «szkieletów w szafie», są po prostu nie na miejscu.Wybory prezydenckie w Rosji odbędą się w ściśle wyznaczonym terminie, zgodnie z rosyjskim prawem. Wszelkie próby ingerencji, czy to ze strony Rady Europy, Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, czy jakiegokolwiek innego kraju — nie mają dla nas większego znaczenia, ponieważ wybory na prezydenta odbywają się zgodnie z prawem naszego kraju. Ani Stanom Zjednoczonym, ani ich satelitom w Europie nie uda się na nie w żaden sposób wpłynąć, nawet jeśli będą się bardzo starać" — powiedział Aleksander Gusiew.

 

*Amerykańskie władze zamierzają osłabić ograniczenia na wykorzystywanie broni jądrowej i opracować nową jądrową głowicę bojową z ładunkiem o małej mocy.Pisze o tym The Guardian, powołując się na byłego starszego dyrektora Rady Bezpieczeństwa Narodowego ds. kontroli nad zbrojeniami i nieproliferacji Jona Wolfsthala. Według niego Pentagon przygotował nowy przegląd polityki jądrowej, zgodnie z którym amerykańskie zmodyfikowane pociski balistyczne bazowania podwodnego Trident D5 będą wyposażone w takie głowice bojowe. Podkreślił, że działania USA mają na celu powstrzymywanie Rosji przed użyciem głowic jądrowych taktycznego przeznaczenia w przypadku konfliktu w Europie Wschodniej. Jak podkreślił Wolfsthal, nowa polityka jądrowa USA jest bardziej wojownicza w porównaniu do kursu administracji poprzedniego prezydenta Baracka Obamy. Powiedział także, że do przygotowanego przeglądu wprowadzono znaczne poprawki, w rezultacie z finałowej wersji usunięto „wiele potwornych rzeczy". „Ludzie, którzy to napisali, powiedzieli mi, że ich celem było wysłanie konkretnego powstrzymującego komunikatu Rosjanom, północnym Koreańczykom i Chińczykom. Użyty w nim dobry, powściągliwy, lecz silny język wyraźnie daje do zrozumienia, że każda próba użycia przez Rosję lub KRLD broni jądrowej doprowadzi do masowych konsekwencji dla nich" — dodał. Wolfsthal stwierdził, że Pentagon w nowym przeglądzie rozszerzył listę przypadków, w których USA przeprowadzą atak jądrowy na przeciwnika. Między innymi należy do nich odpowiedź na atak niejądrowy powodujący wiele ofiar lub atak na krytycznie ważne obiekty infrastruktury cywilnej oraz kontroli nad bronią atomową.  

 

*Psychiatra nie zbada prezydenta USA Donalda Trumpa w czasie tradycyjnych corocznych analiz lekarskich - oświadczył zastępca rzecznika Białego Domu Hogan Gidley.Na pytanie, czy w programie badań lekarskich uwzględniono psychiatrę, Gidley odpowiedział: „Nie". Oponenci Trumpa regularnie mówią, że zdrowie psychiczne prezydenta jest niestabilne, dlatego nie może on pełnić obowiązków szefa państwa. Od czasu do czasu powołują się na opinię psychiatrów, choć regulamin Amerykańskiego Stowarzyszenia Psychiatrycznego zakazuje specjalistom wydawania sądów na temat działaczy państwowych, jeśli nie badali pacjenta osobiście. Sądy na temat zdrowia psychicznego Trumpa powróciły ze wzmożoną siłą po serii wpisów na Twitterze. Pośród wyskoków Trumpa znalazła się publiczna utarczka z północnokoreańskim liderem Kim Dzong Unem, któremu amerykański lider zagroził „ogniem i wściekłością". W reakcji na oświadczenie Kim Dzong Una, że na jego biurku znajduje się „przycisk nuklearny", Trump odpowiedział, że prezydent USA ma na biurku taki sam przycisk, z tym że „znacznie większy" niż przycisk lidera KRLD.  W odpowiedzi na zarzuty niezrównoważenia psychicznego Trump powiedział, że wręcz przeciwnie — jest „bardzo stabilnym geniuszem". Trump wywołał też krytykę i parodystyczne reakcje licznymi pomyłkami we wpisach na Twitterze. W niedzielę na przykład napisał, że jego prezydentura odbywa się „za obopólną zgodą" (słowo „consensuel" jest zwykle stosowane w kontekście „seks za obopólną zgodą"). Trump miał przy tym na myśli słowo „konsekwentny" (consequential). W rezultacie Trump poprawił swój wpis i usunął poprzednią wersję.

 

*Aktywistka Femen wyśmiała potyczki słowne między amerykańskim prezydentem Donaldem Trumpem a północnokoreańskim przywódcą Kim Dzong Unem, w których ten pierwszy stwierdził, że jego „guzik atomowy jest większy, silniejszy i bardziej skuteczny”.Femenka urządziła w piątek pikietę przed ambasadą USA w Kijowie. Rozebrana feministka miała napisane na ciele „Pan Wielki Guzik", a w ręku walizkę z napisem „nuklearny football".  Dość. Trzeba skończyć z porównywaniem, czyj członek jest większy. Trzeba coś zrobić. Chcemy pozdrowić Donalda Trumpa i jego patriarchalny system oraz powiedzieć mu, że mamy go w garści" — powiedziała aktywistka po zakończeniu akcji. W poszukiwaniu gigantycznego czerwonego przycisku, o którym mówił Donald Trump, Femen rozebrało amerykańskiego prezydenta przed wejściem do ambasady Stanów Zjednoczonych — głosi oświadczenie ukraińskiego ruchu, które cytuje  Strana.ua.   

 

*Biały Dom, po dojściu Donalda Trumpa do władzy, rozważał możliwość wycofania części amerykańskich żołnierzy z Europy Wschodniej, poinformowała we wtorek gazeta Daily Beast, powołując się na źródła. Na początku rządów Trumpa wysoko postawiony przedstawiciel Rady Bezpieczeństwa Narodowego Białego Domu zaproponował wycofanie części amerykańskich wojsk z Europy Wschodniej jako inicjatywę nowych stosunków z (prezydentem Rosji) Władimirem Putinem — czytamy w materiale.Napisano, że​​tym urzędnikiem był zastępca pomocnika Trumpa ds. planowania strategicznego Kevin Harrington, który ogłosił swoją inicjatywę w lutym 2017 roku (Trump został prezydentem  w styczniu). Jak poinformowano, źródło Daily Beast słyszało o tym bezpośrednio od Harringtona, który rzekomo zaproponował „wycofanie części amerykańskich wojsk od rosyjskich granic w ramach strategicznej propozycji rewizji amerykańskich interesów w kontekście nowych relacji z Rosją”.  „Były kolega Harringtona powiedział, że ten prosił o wycofanie lub przeniesienie amerykańskich wojsk z krajów bałtyckich… Według niego rozpatrywał to jako gest pod adresem Kremla”, aby zrozumieć, czy możliwe jest poprawienie stosunków z Rosją, czytamy w materiale. Napisano w nim, że ten „były kolega uważał ten pomysł za niebezpieczny i naiwny”. Zaznaczono również, że Biały Dom nie udzielił jeszcze odpowiedzi na prośbę o komentarz w tej sprawie.

 

*Dziesiątki rosyjskich biznesmenów nabyły maltańskie obywatelstwo.W ciągu ostatnich trzech lat ponad 730 osób z typowymi dla Rosjan imionami i nazwiskami nabyło obywatelstwo Malty, poinformowała oficjalna gazeta rządu. Na liście znajduje się kilkadziesiąt nazwisk, które pokrywają się z nazwiskami rosyjskich biznesmenów i ich rodzin. Wśród nich jest założyciel i współwłaściciel „Yandex” Arkadij Wołoż, właściciel spółki inwestycyjnej O1 Group Boris Minc, współwłaściciel holdingu ICT Holding Aleksander Nesis i inni. Arkadij Wołoż, Boris Minc i Aleksander Nesis znaleźli się na liście stu najbogatszych biznesmenów Rosji w 2017 roku według Forbesa. Figurujący na liście zamożni  Rosjanie  i członkowie ich rodzin nabyli maltańskie obywatelstwo w ramach programu „Obywatelstwo w zamian za inwestycje”, przyjętego przez rząd w 2013 roku. Zgodnie z jego warunkami wnioskodawca musi dokonać darowizny, kupić nieruchomości i maltańskie obligacje. Minimalna kwota w celu uzyskania obywatelstwa wynosi 880 tysięcy euro bez uwzględnienia prowizji i opłat.

 

*Na współczesnej arenie politycznej bardzo popularne jest hasło „Naprzód do przeszłości".Pisze o tym Süddeutsche Zeitung. W tym niespokojnym czasie wielu szuka w głębi stuleci utracone poczucie bezpieczeństwa i w rezultacie ulega wpływom populistów. W Anglii premier Theresa May ze swoim Brexitem i „globalną Brytanią" najwyraźniej dąży do odrodzenia Imperium Brytyjskiego. Nowy gospodarz Białego Domu Donald Trump cofnął USA do okresu z przełomu XIX i XX wieków, gdy o życiu politycznym, gospodarczym i społecznym kraju decydował wyraźny indywidualizm. Główny cel rosyjskiego prezydenta Władimira Putina polega na zebraniu ziem rosyjskich, czyli na odrodzeniu radzieckiego imperium — pisze gazeta. Z kolei „turecki autokrata" Recep Tayyip Erdogan  marzy o odrodzeniu  imperium osmańskiego. Zmiany konstytucyjne w Polsce wskazują na to, że państwo pod wpływem przewodniczącego partii rządzącej Jarosława Kaczyńskiego kroczy w kierunku autokracji nacjonalistyczno-konserwatywnej. Premier Węgier Viktor Orban także próbuję cofnąć swoje państwo do przeszłości — podkreśla autor artykułu. Nawet zachodnioeuropejskie demokracje, na przykład we Francji, Włoszech, Holandii i Niemczech nie mają całkowitego immunitetu przed hasłami nacjonalistyczno-populistycznymi. Na przykład w Austrii do władzy doszła partia prawicowa — pisze Süddeutsche Zeitung. Żyjemy w czasach zmiany epoki politycznej, gospodarczej i społecznej — twierdzi autor. Globalizacja, rozwój technologii cyfrowych i niszczenie środowiska wzbudzają niepokój ludzi i całych narodów. Myślą, że znajdą ukojenie w swojej „przeszłości nacjonalistycznej". „Tańczą tak, jak grają trybuni ludowi", którzy dają im fałszywe poczucie bezpieczeństwa zamiast by we współpracy z przywódcami innych państw rozwiązywać problemy naszego świata. Obecna sytuacja może doprowadzić do niszczycielskiej wojny — ostrzega autor.

 

*Rzecznik prasowy prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow, mówiąc o prawdopodobnej reakcji na nadanie nazwiska Niemcowa placowi niedaleko ambasady Rosji w Waszyngtonie, oznajmił, że jest to prerogatywa miejskich władz. Miejskie władze będą decydować, czy konieczna jest symetryczna odpowiedź na nadanie placowi niedaleko ambasady Rosji w Waszyngtonie nazwiska Borisa Niemcowa — oznajmił rzecznik prasowy prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow.  „Prawdopodobnie zostawiłbym to bez komentarza. Podkreślę tylko, że jest to oczywiście prerogatywa miejskich władz w świetle tego, że stan stosunków dwustronnych między naszymi państwami łagodnie mówiąc nadal pozostawia wiele do życzenia" — powiedział Pieskow, odpowiadając na pytanie o możliwość symetrycznej odpowiedzi strony rosyjskiej. Rada miejska Waszyngtonu wczoraj jednogłośnie przegłosowała projekt ustawy o zmianie nazwy placu przed ambasadą Rosji na plac Borysa Niemcowa. Podczas posiedzenia członkowie rady podkreślili, że ten krok „jest symbolicznym uznaniem pamięci o Borysie Niemcowie”. Dodali także, że „to symbolizuje przywiązanie miasta do demokracji”. Rada miejska wyraziła także nadzieję, że tabliczka z nazwą placu Borysa Niemcowa pojawi się przed rocznicą jego śmierci (do 28 lutego). Niemcow został zabity w centrum Moskwy w nocy z 27 na 28 lutego 2015 roku. 

 

*Lider rosyjskiej partii LDPR Władimir Żyrinowski związał pojawienie się w USA placu Niemcowa z chęcią „dokuczenia Rosji".Żyrinowski, komentując pojawienie się przed ambasadą Rosji w Waszyngtonie placu Borysa Niemcowa, stwierdził, że nadając ulicom nazwy, trzeba obiektywnie oceniać człowieka. Uznał także, że zmiana nazwy placu w USA jest próbą „dokuczenia" Rosji.  „Trzeba dawać obiektywne oceny. Oczywiście każde miasto może postanowić nadać ulicy, placowi nazwisko dowolnej osoby, lecz musi być obiektywna charakterystyka. Czy w waszyngtońskiej radzie miejskiej wszyscy to wiedzą?" — powiedział Żyrinowski dziennikarzom.  Wczoraj rada miejska Waszyngtonu jednogłośnie przegłosowała zatwierdzenie projektu ustawy o zmianie nazwy placu przed ambasadą Rosji na plac Borysa Niemcowa.  Podczas posiedzenia członkowie rady zauważyli, że „jest to symboliczne uznanie pamięci Borysa Niemcowa". Podkreślili także, że ten krok „symbolizuje przywiązanie miasta do demokracji". Rada miejska także wyraziła nadzieję, że tablica z nazwą placu Borysa Niemcowa pojawi się przed rocznicą jego śmierci (28 lutego). Niemcow został zabity w centrum Moskwy w nocy z 27 na 28 lutego 2015 roku. 

 

*W Polsce dokonano dużych przetasowań w gabinecie ministrów. W centrum uwagi rosyjskich mediów znajduje się przede wszystkim dymisja ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza oraz ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego.W wywiadzie dla radia Sputnik swoją opinią w tej sprawie podzielił się docent Katedry Historii Słowian Południowych i Zachodnich Wydziału Historycznego Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego im. Łomonosowa Jurij Borisionok.Rekonstrukcja rządu jest dość duża. Swoje stanowiska stracili najbardziej krytykowani polscy ministrowie. Wśród nich jest minister obrony narodowej Antoni Macierewicz, którego zastąpił były szef resortu spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak. Zdymisjonowany został również minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski — jego miejsce zajął Jacek Czaputowicz, który w odróżnieniu od ekstrawaganckiego i energicznego Waszczykowskiego posiada duże zaplecze prac teoretycznych na temat tego, jak należy prowadzić stosunki dyplomatyczne.„Myślę, że nieprzewidywalnego mnistra wymieniono  na bardziej spokojnego człowieka. Swoje stanowisko stracił skandaliczny polski minister Jan Szyszko. Oprócz tego z urzędem pożegnał się najbardziej utytułowany minister, przedstawiciel rodu książęcego Konstanty Radziwiłł, który stał na czele Ministerstwa Zdrowia. Tak więc najbardziej krytykowani polscy ministrowie znaleźli się za burtą oficjalnej polityki" — powiedział Jurij Borisionok. Ekspert podzielił się również swoją prognozą odnośnie tego, jak rekonstrukcja polskiego rządu może wpłynąć na stosunki Warszawy i Unii Europejskiej, które w ostatnim czasie przeżywają trudny okres. „Można oczekiwać, że nowy gabinet ministrów będzie w pewien sposób próbować rozwiązać te problemy, które polski rząd w starym składzie zostawił po sobie, zwłaszcza w stosunkach z Unią Europejską. I takich waśni, które miały często miejsce między władzami Polski i strukturami unijnymi, będzie mniej. Pojawi się więcej szans, aby jakoś pokonać rozbieżności" — uważa Jurij Borisionok. Ogłoszone we wtorek zmiany w polskim rządzie nie wpłyną na politykę władz w Warszawie wobec Rosji. Taka ocena padła na łamach większości  rosyjskich mediów. Wiążą one rekonstrukcję polskiego rządu przede wszystkim z relacjami pomiędzy Polską i Unią Europejską. Dziennik "Kommiersant" ocenił w komentarzu, że na czele polskiego MSZ oraz MON pojawią się "politycy umiarkowani". "Z polskiego rządu usuwani są radykałowie" — głosi tytuł publikacji. Nowe nominacje mogłyby pomóc Warszawie i premierowi Mateuszowi Morawieckiemu nawiązać dialog z partnerami w UE, który znalazł się w impasie, pozostając przy tym jednak w nurcie rządzącej partii Prawo i Sprawiedliwość" — pisze "Kommiersant". Zdaniem dziennika od zmian w polskim rządzie "nie należy oczekiwać zasadniczych zmian programu politycznego, w tym wobec Moskwy". Nie należy także spodziewać się "istotnego ocieplenia" w stosunkach Polski z Unią Europejską. Ekspert z wydziału stosunków międzynarodowych Uniwersytetu Państwowego w Petersburgu Igor Grecki w komentarzu dla agencji RIA-Novosti ocenił, że celem zmian w polskim rządzie jest przede wszystkim nawiązanie konstruktywnych stosunków z UE. Wymiana ministrów nie przyniesie zaś — zdaniem eksperta — zmian w relacjach z Rosją.Ktokolwiek zostałby mianowany, kurs polityki zagranicznej wobec Rosji pozostanie bez zmian. Polska pozycjonuje się jako kraj członkowski Unii Europejskiej i w tej kwestii stara się podążać za tą polityką, jaką wobec Rosji prowadzi UE. Polska popiera wprowadzenie sankcji (wobec Moskwy), prowadzi lobbing za zaostrzeniem kursu wobec Rosji, ponieważ w obecnym momencie nasze relacje są bardzo napięte i znajdują się w najniższym punkcie od rozpadu ZSRR — powiedział Grecki.

 

* Rosyjscy analitycy opracowali listę stanowisk, które mogą stracić pracownicy w 2018 roku. Ocenę tego, kto jest zagrożony bezrobociem, sporządził portal SuperJob.ru. Zdaniem ekspertów pracę mogą stracić operatorzy call center, księgowi klasy podstawowej, specjaliści ds. ubezpieczeń, operatorzy wprowadzenia informacji, moderatorzy witryn i prawnicy o niskich kwalifikacjach. Przyczyną redukcji etatów może być ciągła automatyzacja rutynowej pracy. Eksperci uważają również, że może to doprowadzić do migracji sektorowej, kiedy pracownicy przechodzą od jednego startupu do drugiego. Problemów z zatrudnieniem nie będą mieli pracownicy sfery handlu detalicznego i gastronomii, kurierzy i kierowcy.

 

*Państwowa Służba Graniczna Ukrainy skierowała dodatkowe rezerwy na wschodnią i północną granice.Jak poinformowała służba prasowa resortu, w celu wywiązania się z wyznaczonych zadań zaangażowano ponad 200 żołnierzy  Akademii Narodowej Państwowej Służby Granicznej Ukrainy im. Bohdana Chmielnickiego, Głównego Ośrodka Szkoleniowego Składu Osobowego im. gen. mjr. Igora Momota i innych rezerw resortu. „W ramach patroli granicznych kontraktowi oficerowie i szeregowi, stanowiący dodatkowe siły, będą ochraniać granice państwowe, zapobiegać wszelkim próbom ich przekroczenia przez nielegalnych imigrantów oraz przemytu, naruszeniom administracyjnym i innym niezgodnym z prawem działaniom na rubieżach Ukrainy” – głosi komunikat. Państwowa Służba Graniczna Ukrainy poinformowała też, że „nasilenie działań, mających zapobiegać bezprawnym czynom”, potrwa do końca stycznia 2018 roku.

 

*Amerykański niszczyciel Carney DDG-64 przybył do portu w Odessie - poinformował portal Dumskaja.„Dzisiaj rano w nowym terminalu kontenerowym odeskiego portu przycumował amerykański niszczyciel Carney DDG-64, stając się pierwszym okrętem NATO, który odwiedził Odessę w nowym roku" — czytamy w komunikacie.  Portal, powołując się na dowództwo VI Floty Stanów Zjednoczonych podaje, że celem wizyty jest „operacja zapewnienia bezpieczeństwa na morzu oraz wzmocnienie wszechstronnej gotowości i potencjału wojenno-morskiego sojuszników i partnerów NATO". Okręt pozostanie w odeskim porcie do 11 stycznia. Według danych portalu w lipcu 2017 roku ten niszczyciel uczestniczył w ćwiczeniach międzynarodowych See Breeze 2017, podczas których na jego pokład wszedł prezydent Ukrainy Poroszenko. Wcześniej przewodniczący Ogólnorosyjskiego Ruchu Wsparcia Floty, doktor politologii, kapitan I rangi Michaił Nienaszew powiedział w wywiadzie dla agencji RIA Novosti, że wpłynięcie amerykańskiego niszczyciela wyposażonego w system obrony przeciwrakietowej Aegis na Morze Czarne nie jest przyjaznym krokiem wobec Rosji.

 

*Ukraińska armia umacnia swoje pozycje w Donbasie – powiedział we wtorek pełniący obowiązki szefa zarządu Milicji Ludowej proklamowanej w trybie jednostronnym Ługańskiej Republiki Ludowej Michaił Filiponenko.Odnotowaliśmy umocnienie przednich pozycji 109 batalionu 10 Samodzielnej Brygady Górsko-Szturmowej Sił Zbrojnych Ukrainy przez zwiększenie składu osobowego i uzbrojenia w pobliżu miejscowości Katerinowka – powiedział Filiponenko. Jak podkreślił, ukraińska armia wykorzystuje rozejm w czasie świąt, aby wzmocnić swoje siły i środki wzdłuż linii podziału. Według Milicji Ludowej na pozycje ukraińskiej armii w pobliżu miejscowości  Nowooleksandriwka i Trojićke, położonych niedaleko linii podziału, dowożone są środki materialne. Ponadto ukraińscy żołnierze używają w celach wywiadowczych w Donbasie dronów.

 

*Ukraina szykuje się do uruchomienia na terytorium elektrowni atomowej w Czarnobylu swojej pierwszej elektrowni słonecznej, informuje AFP. "Ta elektrownia słoneczna może zaspokoić potrzeby miejscowości średniego rozmiaru lub około 2000 mieszkań" – powiedział szef ukraińsko-niemieckiej firmy Solar Chernobyl Jewgienij Wariagin. Według niego elektrownia ma zacząć działać już za kilka tygodni.  Oczekuje się, że nowa elektrownia o sile 1 megawatu będzie znajdować się w odległości 100 metrów od nowego sarkofagu pokrywającego reaktor elektrowni atomowej w Czernobylu, który w 1986 roku uległ awarii. 

 

*Ambasador Rosji przy ONZ Wasilij Nebenzja powiedział, czym powinna się zająć międzynarodowa koalicja w Syrii. Członkowie międzynarodowej koalicji walczącej z ugrupowaniem terrorystycznym Państwo Islamskie powinni zająć się odbudową syryjskiej Rakki po tym, jak została wyzwolona — powiedział Nebenzja po zakończeniu zwołanych z inicjatywy Rosji zamkniętych konsultacji Rady Bezpieczeństwa ONZ, poświęconych sytuacji w mieście.Myślę, że ci, którzy walczyli tam z Państwem Islamskim, powinni także wziąć na siebie odpowiedzialność za odbudowę miasta. Jednak obecnie proces posuwa się bardzo wolno, o czym poinformowaliśmy — powiedział Nebenzja dziennikarzom.Dyplomata uważa, że przedstawiciel Biura Narodów Zjednoczonych ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej, który wystąpił z raportem Rady Bezpieczeństwa ONZ na temat sytuacji w mieście, nie zaprezentował „pełnej oceny sytuacji w Rakce". „Jednak my rozumiemy, jakie są tego przyczyny i wzywamy Biuro Narodów Zjednoczonych ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej do przeprowadzenie takiej oceny" — powiedział. Sytuacja w Rakce  jest straszna, a wszyscy udają, że nic się tam nie dzieje". Po tym, jak koalicja na czele z USA przeprowadziła operację wojskową przeciwko PI, „całe miasto jest zaminowane, pełne trupów". Istnieje ryzyko wybuchu epidemii, ponieważ „nie ma wody, prądu ani placówek medycznych" — zaznaczył dyplomata. Rakka przed wyzwoleniem z rąk dżihadystów była „centrum administracyjnym" kontrolowanych przez Państwo Islamskie syryjskich terytoriów.

 

*Tureckim społeczeństwem wstrząsnęły informacje opublikowane w gazecie Sabah, według których amerykańscy żołnierze służący w bazie lotniczej Incirlik kupowali dzieci od biednych tureckich rodzin w rejonie Adana, a następnie zabierali je do Ameryki, gdzie adoptowano je, nadawano inne imiona i nawracano na inną religię.Temat kupowania dzieci przez amerykańskich wojskowych od tureckich rodziców jest aktywnie omawiany po tym, jak w jednym z programów telewizyjnych wzięła udział Turczynka Sabiha Berberoğlu, która po wielu latach mogła spotkać się ze swoimi siostrami, które w zamian za pieniądze ich ojciec wydał amerykańskim żołnierzom. Oto co powiedziała  na antenie: „Miałam 13 lat, a mój brat Cumali 2 lata. Najpierw wzięli Hatice, a potem Seçil. Kiedyś do naszego domu przyszła zagraniczna rodzina. Przynieśli ze sobą torbę z jedzeniem, wewnątrz której był bulgur, bułeczki i masło. Tego samego dnia zabrali Hatice. Mama nigdy nie wtrącała się w to, co się działo, nie miała dość siły, aby oprzeć się ojcu, który sprzedał swoje dzieci. Był uzależniony od alkoholu i hazardu. Moja matka żyje, ojciec już umarł”. Po tym programie, który poruszył turecką opinię publiczną, ukazał się artykuł felietonisty Murata Karamana z prorządowej gazety Sabah, w którym przytoczono zeznania mieszkańców Adany, mówiących o licznych przypadkach kupowania przez amerykańskich wojskowych dzieci z tureckich rodzin. Mahmud Açar, który już od 40 lat mieszka w regionie Incirlik, opowiedział: „To prawda, że​​amerykańscy wojskowi kupowali tureckie dzieci. Dużo rodzin oddawało swoje dzieci Amerykanom. Moja znajoma oddała Amerykanom córkę i syna. Niedawno zmarła. Kupili dzieci od rodzin za pieniądze, jak towar w sklepie spożywczym”. Mahmut Açar opowiedział o tym, jak amerykańska wojskowa z  bazy Incirlik  pewnego razu przyszła do jego domu i zaproponowała jego żonie, aby oddała jej półtoraroczną córkę w zamian za przyzwoitą sumę pieniędzy. „Moja żona powiedziała mi, że ta kobieta chce zabrać moją córkę. Kiedy to usłyszałem, zrobiło mi się słabo. Jak człowiek może sprzedać własne dziecko? Nawet za cały świat, czy można oddać swoje dziecko? Tylko szaleniec może zrobić coś takiego”. Według 65-letniego Ali Aslana, który przez wiele lat pracował jako taksówkarz w pobliżu bazy w Incirlik, wiele słyszał o tym, że amerykańscy wojskowi kupowali dzieci od tureckich rodzin. „O ile mi wiadomo, zazwyczaj wybierali rodziny o niskich dochodach i kupowali od nich dzieci. Pracujący w bazie w Incirlik Turcy lub Amerykanie, którzy dobrze znali Incirlik, dowiadywali się, kto w regionie był w trudnej sytuacji finansowej, a następnie szli do nich i proponowali kupić ich dzieci” — powiedział. Inny lokalny mieszkaniec, który prosił, aby nie ujawniać jego nazwiska, opowiedział: „W latach 80. i 90. amerykańscy wojskowi wywieźli stąd do Stanów Zjednoczonych wiele tureckich dzieci. W tym czasie miała miejsce nawet taka historia: jedna uczennica zaszła w ciążę. Było już za późno na aborcję, więc kiedy dziecko się urodziło, sprzedała je amerykańskim wojskowym. Wiem, że niektóre rodziny widziały się i utrzymywały później kontakty ze swoimi dziećmi. Ale teraz, na ile mi wiadomo, nie ma już takich przypadków”.

 

*Federacja Rosyjska z zadowoleniem przyjmuje porozumienia osiągnięte podczas ostatniego spotkania przedstawicieli KRLD i Korei Południowej, informuje rosyjski MSZ.9 stycznia w strefie zdemilitaryzowanej w punkcie pertraktacji Panmundżom odbyło się pierwsze od dłuższego czasu spotkanie delegacji KRLD i Korei Południowej. Na podstawie jego wyników przyjęto wspólne oświadczenie, zgodnie z którym Seul i Pjongjang podjęły decyzję o przywróceniu dialogu na pełną skalę w różnych dziedzinach, w tym w wojskowej, a także zgodziły się  na przybycie  zespołu KRLD w lutym na Igrzyska Olimpijskie w południowokoreańskim Pjongczangu.  „Cieszymy się z porozumienia osiągniętego w trakcie negocjacji w Panmundżom 9 stycznia między KRLD a Republiką Korei, w tym w kwestii udziału północnokoreańskiej delegacji w Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w południowokoreańskim Pjongczangu. Mamy nadzieję, że ich realizacja posłuży deeskalacji napięcia na Półwyspie Koreańskim i zapewnieniu stabilności w tym regionie” — czytamy w oświadczeniu opublikowanym na stronie internetowej MSZ Rosji. Ministerstwo zaznaczyło, że Moskwa ma nadzieję, iż „wszystkie zainteresowane strony będą wspierać kroki Północy i Południa Korei w celu wznowienia dialogu”, gdyż jest to jedyny sposób, aby rozwiązać problemy półwyspu za pośrednictwem spokojnych, polityczno-dyplomatycznych środków.Właśnie to jest celem opracowanego przez Rosję wraz z Chinami planu działania dot. kompleksowego uregulowania na Półwyspie Koreańskim, który proponuje wzajemną rezygnację USA i KRLD z niebezpiecznych działań wojskowych, by stworzyć atmosferę do rozpoczęcia negocjacji z ostatecznym celem kształtowania w Azji Północno-Wschodniej zespołowego systemu pokoju i bezpieczeństwa. Wzywamy wszystkie zaangażowane państwa do podłączenia się do pracy na rzecz praktycznej realizacji wskazanego dokumentu — zaznacza rosyjski MSZ.

 

*Jeśli doszłoby do wybuchu konfliktu zbrojnego na Półwyspie Koreańskim, wydarzenia przypominałyby te, które rozgrywają się w słynnym serialu „Gra o tron" - powiedział dowódca amerykańskiej piechoty morskiej (US Marines), generał Robert Neller.Według niego w przypadku wybuchu wojny zginie „bardzo wielu ludzi". Amerykański generał zaapelował do swoich podwładnych, aby byli moralnie i fizycznie gotowi na wszystko — potencjalny konflikt na Półwyspie Koreańskim  nie będzie podobny do ostatnich współczesnych działań wojennych, które są prowadzone przede wszystkim w rejonach pustynnych. „Posiadamy określone możliwości, których nie mają Północni Koreańczycy" — dodał generał. Dowódca Marines wyraził także opinię, że jeśli dojdzie do konfliktu zbrojnego na Półwyspie Koreańskim, będzie to „epicka" wojna. Wcześniej  Rosja  i Chiny zaproponowały Korei Północnej ogłoszenie moratorium na próby jądrowe i starty rakietowe, a Korei Południowej i Stanom Zjednoczonym — zaprzestanie manewrów wojskowych w regionie w celu ustabilizowania sytuacji na półwyspie, jednak Waszyngton zignorował tę inicjatywę.

 

*Poprzez swoje testy nuklearne i rakietowe Korea Północna popchnęła już świat ku cienkiej krawędzi konfliktu. Już niebawem może dojść do prawdziwego konfliktu zbrojnego.Rabbi Levi Saadia Nachmani, który przepowiedział już dwie wojny, oświadczył, że efektem działań zbrojnych na Półwyspie Koreańskim będzie III wojna światowa  — pisze „Rossijskij dialog", powołując się na LIGAnews. Jak pisze DailyStar, na Półwysep Koreański może zawitać pokój, bo Seul i Pjongjang porozumiały się w sprawie przeprowadzenia oficjalnych rozmów. Ale posiadający zdolności paranormalne rabbi Levi Saadia Nachmani nie podziela tych nadziei. Zgodnie z jego przepowiedniami KRLD stanie się kluczem jądrowym do wojny, która wybuchnie w Korei Południowej Nie Syria, nie Persja, nie Babilon i nie Kaddafi, lecz Korea Północna — twierdzi mistyk. Nachmani podkreślił, że w języku hebrajskim słowo Szeol (piekło), które po hebrajsku brzmi tak samo jak Seul pojawia się 32. rozdziale Księgi Powtórzonego Prawa, gdzie mowa o ostatniej wojnie. „Zapłonął żar mego gniewu, co sięga do głębin Szeolu, pożera ziemię z plonami, podwaliny gór zapala" — czytamy w Biblii. Według słów Nachmaniego do trzeciej wojny światowej może dojść wskutek ataku Korei Północnej na Seul.3 stycznia w kontekście rosnącego napięcia między USA i KRLD Xi Jinping wezwał armię Chin, by szykowała się do wojny.

 

*Od początku 2018 roku majątek najbogatszej kobiety w Chinach Yang Huiyan powiększył się do 25,6 mld dolarów.Poinformowała o tym agencja Bloomberg. W ciągu czterech dni pracy giełd właścicielka kontrolnego pakietu akcji Country Garden Holdings wzbogaciła się o 2,1 mld dolarów.  W rankingu miliarderów Bloomberg Billionaires Index Yang Huiyan zajmuje 31 miejsce.  Również znalazła się w rankingu właścicieli najszybciej rosnących majątków w 2017 roku według wersji Forbes. Liderem zestawienia jest założyciel Amazon.com Jeff Bezos, który powiększył swoją fortunę o 4,71 mld dolarów naraz, w tym o 1,54 mld dolarów w ciągu ostatniego dnia. Na liście najbogatszych osób w Chinach Huiyan uważana także za najmłodszego milionera nadal zajmuje piąte miejsce, ustępując Wang Jianlingowi. Jednocześnie eksperci Forbes uważają, że Huiyan już go wyprzedziła — majątek najbogatszej kobiety w Chinach w czasie rzeczywistym szacują na 28,6 mld dolarów, a majątek Jianlinga — na 25,4 mld dolarów. Country Garden jest przedsiębiorstwem dewelopersko-budowlanym założonym w 1997 roku przez ojca przedsiębiorczyni Yanga Guoqianga. W 2007 roku przekazał córce 70% akcji firmy. Sam pozostał przewodniczącym i głównym dyrektorem wykonawczym Country Garden.

 

*Założyciel WikiLeaks Julian Assange otrzymał obywatelstwo Ekwadoru – informuje "El Universo", powołując się na swoje źródła.Na stronie internetowej gazety podano numer paszportu  Assange’a. Wcześniej na Twitterze Assange'a pojawiła się fotografia, na której jest on ubrany w kostium piłkarskiej reprezentacji narodowej Ekwadoru.    

 

*Gruzja jest oburzona „niesłychaną bezczelnością": prezydencka delegacja Osetii Południowej została przyjęta w Europie na szczeblu państwowym.Ale sama Europa nie przejmuje się w tej chwili Gruzją, martwi ją strona przyjmująca — Republika Serbska i jej prezydent Milorad Dodik, czytamy o tym w dzisiejszym wydaniu gazety „Wzgliad”. Uważa się, że Dodik prowadzi Republikę Serbską do wyjścia z Bośni. A więc do nowej krwawej wojny na Bałkanach. Projekt wspólnej deklaracji Republiki Serbskiej i Serbii w sprawie ochrony narodu serbskiego został już opracowany i jest gotowy do podpisania. Według sekretarza prezydenta Serbii Nikoli Selakowicza dokument powinien zapewnić zachowanie serbskiej tożsamości, języka i cyrylicy. Decyzję o utworzeniu takiej deklaracji Belgrad i Banja Luka podjęły już we wrześniu. Jak zaznaczył wówczas prezydent Serbii Aleksandar Vučić, jej głównym zadaniem jest promowanie i ochrona praw narodu serbskiego, w tym używanie języka serbskiego, studiowanie historii Serbii, zachowanie serbskiego dziedzictwa i geografii narodowej. Jednocześnie dokument powinien być w pełni zgodny z postanowieniami układu z Dayton, którego podpisanie kiedyś zakończyło bośniacką wojnę. Ale nie jest prawdą, że zakończyła się ostatecznie. I w związku z tym zjednoczenie Serbów wokół wspólnej idei narodowej mieni się zupełnie innymi barwami niż obrona cyrylicy. Teraz Milorad Dodik znajdzie się na celowniku krytyki zachodniego systemu propagandowego jako „wróg układu z Dayton” i „inicjator nowej wojny”. I nic po tym, że teraz na czele Bośni i Hercegowiny stoi Bakir Izetbegović — syn pierwszego sarajewskiego prezydenta Aliji Izetbegovića, który otwarcie groził serbskiej części swojego państwa tą samą nową wojną. Bakir twierdzi, że prowadzi bezpośrednie rozmowy z przywódcami Chorwacji i Serbii, i według niego „ich nie obchodzi jego nazwisko”. Ale w rzeczywistości jest to istotne. Nikt niczego nie zapomniał, a wojna niestety się nie skończyła. Według Izetbegovića teraz wojnę napędza wyłącznie Dodik, a nie działania Sarajewa ograniczające suwerenność Serbów.

 

*Kilka miliardów dolarów kosztował satelita kosmiczny Zuma, który został utracony podczas startu na przylądku Canaveral w USA w niedzielę – pisze "Wall Street Journal".Te dane gazeta otrzymała od  specjalistów w branży kosmicznej. Przeznaczenie tajnego satelity jest nieznane. Został wyprodukowany przez firmę Northrop Grumman na zamówienie amerykańskich władz. Przyczyną nieudanego startu, według wstępnej wersji, może być to, że aparat nie oddzielił się na czas od rakiety nośnej. Kierownictwo firmy SpaceX, do której należała rakieta nośna Falcon 9, poinformowało, że rakieta działała prawidłowo. 

 

*Zachód „wypuścił dżina z butelki”, przekazując technologie terrorystom w celu przeprowadzenia ataków na rosyjskie obiekty z użyciem dronów. Udział USA w tym procederze jest coraz bardziej oczywisty – powiedział w rozmowie z RIA Novosti wiceprzewodniczący Komisji ds. Obrony i Bezpieczeństwa Rady Federacji Franc Klincewicz. Oświadczenie przedstawiciela Pentagonu o łatwym dostępie do technologii wykorzystywanych do przeprowadzenia ataku z użyciem dronu na rosyjską bazę w Syrii obliczone jest na zwykłych ludzi, którzy mieli do czynienia z dronami jedynie na ekranach telewizorów. Dla specjalistów to oczywisty blef. Nie zdziwiłbym się, gdyby jutro ktoś z USA powiedział, że również bombę atomową  można kupić na wolnym rynku – powiedział senator.  Jak podkreślił, przeprowadzenie takiej operacji wymaga nie tylko odpowiednich technologii. – Jestem niemal przekonany, że starty dronów odbywały się pod okiem specjalnych instruktorów. Terroryści sami by sobie nie poradzili. Nadal twierdzę, że nie obyło się bez służb specjalnych USA. „Przypadkowo” amerykański samolot rozpoznawczy latał w tym rejonie przez ponad cztery godziny – powiedział Klincewicz. Jego zdaniem prawdopodobnie nie ma sensu oskarżanie USA o pogwałcenie norm moralnych w stosunkach międzypaństwowych. – To, jak mówią, miniony etap – powiedział polityk. Ma to o wiele poważniejsze znaczenie. Przekazując terrorystom nowoczesne technologie bezpośrednio lub pośrednio, USA wypuściły dżina z butelki. Technologie to nie pieniądze: jeśli je otrzymujesz, to z powrotem ich nikt nie oddaje – zaznaczył Klincewicz.Rosyjskie Ministerstwo Obrony, komentując wypowiedź rzecznika Pentagonu, że technologie, których użyli terroryści podczas ataku dronów 6 stycznia na rosyjskie obiekty wojskowe w Syrii, „są łatwo dostępne na otwartym rynku”, podkreśliło wcześniej, że w komunikacie rosyjskiego resortu celowo nie wspomniano ani o udziale konkretnego kraju, ani o samych  technologiach. Według rosyjskiego resortu obrony, aby zaprogramować kontrolery lotów do dronów i zrzutu amunicji w systemie GPS, trzeba mieć skończoną przyzwoitą szkołę inżynieryjną w kraju rozwiniętym. Ponadto nie każdy jest w stanie zdobyć dokładne współrzędne oparte na danych wywiadu kosmicznego. W trakcie ataku terrorystów nad basenem Morza Śródziemnego przez ponad cztery godziny na wysokości 7 tys. metrów latał między Tartusem a Hameimim amerykański morski samolot rozpoznawczy Boeing P-8 Poseidon, poinformował rosyjski resort obrony.

 

*Globalne ocieplenie inaczej wpłynie na różne kraje świata.Pisze o tym Der Standard, powołując się na wyniki badania Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Zgodnie z wynikami najnowszego badania MFW  dla 60% ludności Ziemi wzrost temperatury na planecie będzie oznaczał spowolnienie rozwoju gospodarczego. Poza tym ten wpływ będzie inny w różnych regionach świata. Przede wszystkim ocieplenie negatywnie odbije się na państwach rozwijających się Afryki, Ameryki Łacińskiej i niektórych części Azji Południowo-Wschodniej. Dla państw Europy Środkowej efektu ocieplenia nie będzie wcale lub będzie nieznaczny. "W krajach z bardzo zimnym klimatem, takich jak Kanada i Rosja, globalne ocieplenie może nawet przyspieszyć wzrost gospodarczy — podkreśla periodyk. W regionach takich państw jak USA i Chiny wpływ może być zarówno pozytywny, jak i negatywny. Wpływ skutków zmiany klimatu na gospodarkę może być różny. Oprócz rolnictwa w państwach z ciepłym klimatem wysokie temperatury wpływają także na sektor budowlany i przemysłowy" — podsumowuje Der Standard.

 

*100 znanych kobiet w liście otwartym opublikowanym przez gazetę Monde potępiło falę „nienawiści do mężczyzn”, która pojawiła się po publikacji materiałów na temat molestowania.„Gwałt jest przestępstwem, ale próbowanie kogoś uwieść, nawet czasami uporczywie lub bezmyślnie, nie jest — jak też nie jest eleganckim atak macho” — uważają piękne damy, autorki listu. Ich zdaniem po skandalu z amerykańskim producentem Harveyem Weinsteinem problem przemocy wobec kobiet wzbudził dużą uwagę. „To było konieczne. Jednak ta wolność słowa dziś prowadzi do tego, że jesteśmy zmuszeni mówić tak, jak trzeba, zmusza do milczenia tych, którzy się nie zgadzają. A ci, którzy odmawiają dostosowania się do tych wymagań, są uznawani za zdrajców, popleczników!” — czytamy w liście. Autorki odnajdują oznaki „purytanizmu” w powstających ruchach przeciwko nękaniu i zagrożenie dla „wolności seksualnej”. „Ruch #MeToo wywołał w mediach i sieciach społecznościowych falę publicznych donosów na osoby, które nie mając możliwości usprawiedliwienia się lub obrony, znalazły się na tym samym miejscu, co gwałciciele” — czytamy w liście. „Ta gorączka… nie pomaga kobietom stać się bardziej niezależnymi, wręcz przeciwnie, faktycznie służy interesom wrogów wolności seksualnej” — podsumowały autorki listu. W październiku 2017 roku w Stanach Zjednoczonych szereg aktorek, w tym Angelina Jolie i Gwyneth Paltrow, oskarżyły Weinsteina o molestowanie seksualne, po czym został on zwolniony z firmy, którą założył i został wykluczony z całego szeregu społeczności zawodowych.

 

* Jest nadzieja na odwilż miedzy Polską a strefa Kaliningradu. Zaraz po Nowym Rokuz Kaliningradu do Gdyni przejechał pierwszy testowy pociąg. Organizatorzy uważają, że projekt się udał, a pasażerowie nazywają go dobrą alternatywą transportu drogowego i mają nadzieję, że wejdzie on do rozkładu na stałe."Podróż w stronę Polski była absolutnie udana, bilety wykupione, jak najlepsze reakcje pasażerów. Dokonaliśmy wstępnych podsumowań, na razie od strony kolejowej: technologicznej, organizacyjnej. Projekt się udał" – powiedział RIA Novosti kierownik oddziału komunikacji korporacyjnych Kaliningradzkich Kolei Aleksander Perszyn.  Trójmiasto to ulubione miejsce wypoczynku Kaliningradczyków. Leży dość blisko – w odległości zaledwie 200 kilometrów – jednak dostępny jest jedynie samochodem, dlatego przejścia graniczne w dni wolne są oblężone. Testowy pociąg uruchomiony w wolne dni obsługiwało dwóch przewoźników – Kaliningradzka Podmiejska Kompania Pasażerska i polskie Przewozy Regionalne. Udział wzięły również polskie i rosyjskie organy kontroli.  "Na razie ocena jest taka: projekt się odbył, to wielki plus, projekt jest niezły. Z punktu widzenia transportu w okresie Mistrzostw Świata i my, i polscy partnerzy przekonaliśmy się, że taki projekt powinien być. Ale trzeba patrzeć szerzej, ponieważ jest stały ruch turystów do Polski, i ten projekt może zdobyć popularność niezależnie od mistrzostw piłkarskich. Perspektywy są" – podsumował przedstawiciel kolei. 

 

*Nauczycielom szkoły dla dziewcząt w angielskim mieście Altrincham zakazano nazywać uczennice "dziewczynkami", aby nie obrazić transgenderów, informuje "Daily Mail".W adresowanym do rodziców liście dyrektor Stephanie Jill napisała, że szkoła zareagowała na wyzwania, przed którymi stają uczniowie, kwestionujący swoją tożsamość genderową lub nie utożsamiający się z "dziewczynkami". Nauczycielom w procesie nauczania nakazano wykorzystywać słowo "uczniowie". Jednocześnie z nazwy szkoły słowo "dziewczęta" nie zniknie. Według "Daily Mail", niektórzy mieszkańcy negatywnie zareagowali to tę innowację. "Kiedy otworzyłem list nie byłem pewien, czy to nie żart. Wydało mi się to trochę nienormalne" – powiedział jeden z rodziców. "To głupie. Żyjemy w czasach, kiedy mamy szanować zdanie ludzi, którzy mają problemy z genderem lub seksualnością. I mamy to rozumieć. Ale dziewczyny powinno się nazywać dziewczynami" – uważa inny mieszkaniec miasta. "Przesłanie jest dobre, ale wobec dzieci, które mają problem z tożsamością genderową, trzeba odnosić się z szacunkiem nie zmieniając języka angielskiego, żeby się do nich dostosować" – powiedział przedstawiciel grupy inicjatywnej "Kampania na Rzecz Prawdziwej Edukacji" Chris McGovern.

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930