Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2072 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Piątek, 22 grudnia 2017

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1103) Zapraszam na serwis bieżących informacji i komentarzy z kraju i ze świata.

 

 

Szef brytyjskiej dyplomacji Boris Johnson

 

Szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow

 

*Szef brytyjskiej dyplomacji Boris Johnson i rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow starli się na słowa w czasie konferencji prasowej po rozmowach w Moskwie.Ławrow zauważył, że Rosja jest oskarżana o ingerowanie w procesy polityczne w różnych krajach, choć dowodów na to nikt nie przedstawia. Rosyjski szef dyplomacji odpowiedział brytyjskiemu dziennikarzowi, który oświadczył, że „nikt na świecie nie wierzy" Moskwie, kiedy ta odrzuca oskarżenia. „Pod pojęciem świata ma Pan z pewnością na myśli wspólnotę zachodnią. Ale nawet na Zachodzie znajdzie się niemało działaczy politycznych, którzy posiadają zdrowy rozsądek i nie mają klapek na oczach. Na przykład mój sąsiad Boris Johnson oświadczył niedawno, że nie posiada dowodów na to, że Rosja mieszała się do referendum ws. wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej" — oświadczył rosyjski minister. Szef brytyjskiej dyplomacji, uważnie słuchający Ławrowa za pośrednictwem tłumacza, momentalnie odpowiedział: „Nie udała się (ingerencja), sądzę, że to właściwe słowo". Rosyjski minister zauważył, że gdyby brytyjski minister mu nie zaprzeczył, jego reputacja wśród krajowych mediów zostałaby wystawiona na szwank. Wówczas Johnson powiedział, że też martwi się o reputację Ławrowa.  „Myślę, że jest rzeczą bardzo ważną, aby przyznał  Pan Minister rosyjskie próby ingerencji w nasze referendum i wybory. Jakimikolwiek by one były, nie odniosły zamierzonego skutku" — ciągnął brytyjski premier i dodał, że w przeciwnym razie „wszystko wyglądałoby zgoła inaczej". Ławrow powtórzył, że tego typu oskarżenia wymagają dowodów. „Bez przywoływania faktów mówienie przychodzi z trudem. Myślę, że wymyśleliście to sobie wszystko w waszej zachodniej spółce i niestety teraz jesteście spętani tym tematem, ciężko zejść z wysokiej góry, na którą się wspięliście" — powiedział Ławrow. Johnson przyjechał do Moskwy na jeden dzień ale rozmowy się nie kleją i atmosfera jest ciężka. Jest to pierwsza od pięciu lat wizyta szefa brytyjskiego MSZ do Rosji.

 

 

*Minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Boris Johnson powiedział, że jest „zdeklarowanym rusofilem" i jest realnie zainteresowany poprawą stosunków z Rosją. „Jestem rusofilem, i to rusofilem zdeklarowanym. Chcę przez to powiedzieć, że mam przodków w Ameryce, Niemczech i tu, w Moskwie. Jestem przekonany, że jestem pierwszym ministrem spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii, który ma na imię Boris. Moim zdaniem Borysów na tym stanowisko jeszcze długo nie będzie — powiedział szef brytyjskiej dyplomacji na konferencji prasowej z szefem rosyjskiego MSZ Siergiejem Ławrowem. „Dążę do polepszenia stosunków między naszymi narodami. Relacje poprawią się, ale, bez wątpienia, nie pomniejsza to trudności, które są obecne w naszych stosunkach. Musimy razem pracować nad rozwiązaniem" — dodał Johnson.

 

*Główny żołnierz Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych ostrzegł przed „ostrą bójką" z Rosją.Generał Robert Neller, dowódca piechoty morskiej USA, ostrzegł przed nadchodzącą wojną — informuje Business Insider. W czasie przemówienia do żołnierzy piechoty amerykańskich Sił Zbrojnych pełniących służbę w Norwegii Neller poprosił swoich podwładnych, by byli gotowi do „ostrej bójki" z Rosją, Chinami, Koreą Północną i Iranem. Generał oświadczył też, że z tego względu obecność USA w regionie może zostać zwiększona. „Mam nadzieję, że jestem w błędzie, ale nadchodzi wojna" — powiedział Neller. Według słów amerykańskiego generała nowym priorytetem w strategii amerykańskiego bezpieczeństwa narodowego powinny zostać zamiast Bliskiego Wschodu Rosja i rejon Oceanu Spokojnego. USA rozmieściły pododdział swojej armii w Norwegii w styczniu 2017 roku w celu wyćwiczenia strategii prowadzenia wojny w niskich temperaturach.

 

*Damaszek żąda wyprowadzenia tureckich i amerykańskich wojsk z Syrii, jest zaniepokojony stanowiskiem Ankary w kontaktach z Rosją i Iranem - oświadczył przewodniczący delegacji rządu syryjskiego na rozmowy w Astanie Baszar Dżaafari.„Nasze stanowisko odnośnie obecności amerykańskich i tureckich wojskowych  w Syrii jest takie, że uważamy ją za akt agresji. I żądamy, aby te wojska opuściły terytorium Syrii. To nasze pryncypialne stanowisko" — powiedział Dżaafari dziennikarzom. "Jak wiadomo, nasza delegacja nie prowadzi żadnego dialogu z Turkami ze znanych państwu przyczyn. Główny powód jest taki, że Turcja wspiera terroryzm na naszej ziemi. Uważamy ponadto, że Turcja otwiera terrorystom granice. Dlatego my nie prowadzimy z nimi żadnego dialogu, ale jasno przedstawiamy naszą pozycję Rosji i Iranowi. I oni całkowicie rozumieją naszą pozycję" — dodał Dżaafari. Konflikt zbrojny w Syrii trwa od marca 2011 roku. Według danych ONZ konflikt pochłonął w sumie ponad 220 tysięcy ofiar. Rozmowy w sprawie uregulowania toczą się w Astanie i Genewie. Rosja prowadziła operację przeciwko „Państwu Islamskiemu" od września 2015 roku na prośbę władz w Damaszku. Ataki na terrorystów w Syrii i Iraku przeprowadza też od 2014 roku koalicja na czele z USA, ale ich operacja nie uzyskała zezwolenia Damaszku. 11 grudnia prezydent Rosji Władimir Putin odwiedził rosyjską bazę lotniczą w syryjskim Hmeimim, gdzie wydał rozkaz przystąpienia do wycofywania rosyjskiego kontyngentu z Syrii. W czasie przemówienia do wojskowych Putin powiedział, że świetnie wywiązali się z zadania, Syria zachowała się jako suwerenne, niezależne państwo, w kraju utworzono warunki do politycznego uregulowania pod egidą ONZ. Putin spotkał się również z liderem Syrii Assadem.

 

*Oya Akgönenç Muğisuddin, była deputowana tureckiego parlamentu, doradca przewodniczącego pozaparlamentarnej partii Saadet (Partia Szczęścia) do spraw międzynarodowych skomentował wczorajsze głosowanie w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ.W wywiadzie dla Sputnika Oya Akgönenç Muğisuddin, pytana o to czy Trump spełni swoje groźby wobec krajów, które zagłosują przeciwko jego inicjatywie, powiedziała: „USA otwarcie grożą innym państwom siłą finansową, bo są wściekłe z powodu zaistniałej sytuacji. Postawiły głosującym krajom ultimatum: albo bezwarunkowo poprzecie naszą decyzję, albo zostaną nałożone na was sankcje". Mówiąc o tym, że Stany Zjednoczone szukają powodu, aby przestać pomagać innym krajom, Muğisuddin podkreśliła: „Oczywiście decyzja w sprawie udzielenia pomocy temu lub innemu państwu w trybie jednostronnym całkowicie zależy od wybory USA. Należy jednak zauważyć, że takie zachowanie amerykańskiej administracji odnośnie głosowania w sprawie  Jerozolimy wskazuje na to, że Trump, który kładzie nacisk na hasło „Ameryka przede wszystkim", wykorzystał to głosowanie jako pretekst do zawieszenia pomocy innym krajom. Szukał go już od jakiegoś czasu. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że groźby i naciski ze strony USA będą kontynuowane, kraje, które zagłosowały przeciwko decyzji Stanów Zjednoczonych, po zjednoczeniu się wokół żądania przestrzegania zasady rządów prawa, znalazły się na zwycięskiej pozycji w tej kwestii".    

 

*Po raz pierwszy w historii Arabii Saudyjskiej kobieta objęła wysokie stanowisko - podały władze królestwa. Mianowanie jej wiceburmistrzem jest częścią planu króla Salmana "Vision 2030", przewidującego m.in. zwiększenie liczby kobiet na kierowniczych stanowiskach. Eman Al-Ghamdi objęła stanowisko wiceburmistrza Al-Chubaru. Położone na wschodzie królestwa nad Zatoką Perską miasto jest ośrodkiem handlowym i przemysłowym liczącym 177 tys. mieszkańców. Ministerstwo kultury i informacji królestwa podało w komunikacie, że powołanie Al-Ghamidi na stanowisko wiceburmistrza jest częścią planu króla Salmana "Vision 2030". Jest to obszerny plan reform gospodarczych i społecznych, który zakłada m.in. zwiększenie liczby kobiet na rynku pracy z obecnych 22 do 30 proc. Nominacja nastąpiła w 24 godziny po wydaniu przez króla dekretu, na mocy którego kobiety będą mogły prowadzić samochód. Ponadto Ahmed Al-Eissa, minister edukacji Arabii Saudyjskiej, poinformował, że studentki mogą już nosić przy sobie telefony komórkowe na terenie uczelnianych kampusów. Swoją decyzję przekazał już władzom uniwersytetów i szkół wyższych. Obecnie aż 36,1% saudyjskich kobiet decyduje się na podjęcie studiów - dla mężczyzn odsetek ten wynosi 24,7%. Praca w sektorze edukacji to dla wielu kobiet jedyna możliwa ścieżka kariery - wielu z nich udaje się zostać nawet profesorami. Norah bint Abdallah Al Faiz udało się nawet zostać wiceministrem edukacji - nigdy wcześniej żadna kobieta nie piastowała tak wysokiego stanowiska. Książe Mohammad chce, aby gospodarka Arabii Saudyjskiej była bardziej podobna do gospodarek państw zachodu - a przez to mniej zależna od kapryśnych cen ropy naftowej, głównego produktu eksportowego. Jednym z głównych celów tego programu jest aktywizacja zawodowa saudyjskich kobiet. Kilka lat temu Arabia wprowadziła parytety w swoim organie prawotwórczym Shura Council (min. 20% kobiet - w Europie jest zbliżony odsetek w wielu parlamentach) oraz dopuszczono kobiety do wyborów lokalnych. Zapewne jednak po przyznaniu Saudyjkom prawa jazdy zaktywizuje się Komitet Krzewienia Cnót i Zapobiegania Złu, ponieważ według analizy prof. Subhiego w 10 lat od przyznania kobietom prawa jazdy zanikną dziewice.

 

* Wybory w Katalonii wygrali zwolennicy secesji, ale najwięcej głosów uzyskała partia Obywatelska (Ciudadanos), która może liczyć na 37 mandatów. Secesjoniści uzyskają 74 mandaty. Frekwencja okazała się rekordowa - 81.94 proc. uprawnionych do głosowania. Po przeliczeniu głosów w czwartkowych przedterminowych wyborach do parlamentu Katalonii większość mandatów przypada partiom proniepodległościowym, opowiadającym się za odłączeniem regionu od Królestwa Hiszpanii. Po przeliczeniu  99,89 proc. głosów, o godzinie 1.35, w Katalonii podano, iż w wyborach udział wzięło 81.94 proc. czyli 4 360 843 uprawnionych do głosowania. Tym samym, ilość miejsc w parlamencie przypadająca na poszczególne partie już nie powinna ulec zmianie. Partia Obywatelska (Ciudadanos) przeciwna separatyzmowi może liczyć na 37 deputowanych, o trzy mandaty mniej niż proniepodległościowa partia Razem dla Katalonii (Junts per Catalunya). Łącznie partie proniepodległościowe mogą mieć 74 mandaty, w tym ugrupowanie byłego premiera regionalnego rządu Carlosa Puidgemonta ERC może liczyć na 32 deputowanych. Ugrupowania opowiadające się za dalszą przynależnością do Hiszpanii mogą liczyć na 53 mandaty: Ciudadanos - 37, PSC - 17.  W głosowaniu najwięcej głosów otrzymała unionistyczna Ciudadanos, większość utrzymały jednak partie secesjonistyczne. Komentator publicznego radia France Culture Benoit Bouscarel odnotował, że blok separatystyczny, żeby sformować rząd, musi mieć poparcie czterech „ekstremistycznych deputowanych skrajnej lewicy”. Uznał, że wynik czwartkowych wyborów oznacza „powrót do poprzedniej sytuacji”, gdyż „wszystkie problemy pozostają”. Z naciskiem stwierdzając, że „te wybory zaprzeczają, jakoby nie było demokracji w Hiszpanii”, komentator France Culture oświadczył, że Partia Ludowa premiera Hiszpanii Mariano Rajoya „poniosła klęskę” w głosowaniu. Podobnie uważają i inni francuscy komentatorzy.

 

*Michaił Saakaszwili oświadczył, że nie potrzebuje holenderskiej wizy, bo ma prawo ubiegać się o obywatelstwo tego kraju.Byłem już na Zachodzie, w każdym momencie mogę wyjechać do dowolnego państwa w Europie. Mam propozycję obywatelstwa od kilku europejskich państw, a przynajmniej wiodących polityków. Mam automatyczne prawo do holenderskiego obywatelstwa, dlatego że moja rodzina pochodzi z Holandii" — powiedział Saakaszwili na antenie ukraińskiej stacji NewsOne. Polityk ma też, jak mówi, oferty pracy w wielu państwach Europy i w USA. Saakaszwili zauważył, że ma zamiar bronić swoich praw na Ukrainie, której nie planuje w najbliższym czasie opuszczać. Media poinformowały wcześniej, że Holendrzy wydali Saakaszwilemu  wizę na podstawie „łączenia rodzin", bo jego żona Sandra Roelofs jest obywatelką Holandii.

 

*Kryzys migracyjny to bomba z opóźnionym zapłonem dla Unii Europejskiej, „do tego bomba z dość krótkim lontem" - uważa stały przedstawiciel Rosji przy UE Władimir Czyżow. „Do utworzenia tej bomby przyłożyła rękę sama Unia Europejska" — powiedział Czyżow w rozmowie z Ria Novosti. Dyplomata wyjaśnił, że z każdym miesiącem sytuacja się zaostrza. Ale jego zdaniem kryzys migracyjny nie doprowadzi do rozpadu Unii Europejskiej bądź występowania z niej poszczególnych krajów". „Ale łatwiej Europejczykom nie będzie się żyło. Kiedyś usłyszałem zdanie, że Unia Europejska to supermocarstwo stylu życia" Co ciągnie migrantów do Unii Europejskiej — styl życia i poziom życia. I kryzys migracyjny podkopuje zarówno styl, jak i poziom życia w Unii Europejskiej" — powiedział Czyżow. Europa przeżywa najpoważniejszy od czasów II wojny światowej kryzys migracyjny wywołany w pierwszej kolejności konfliktami zbrojnymi i ostrymi problemami ekonomicznymi w państwach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Na rozwiązanie problemu migracyjnego UE wydała od 2015 do 2017 roku ponad 17 milionów euro. Jak wynika z badania amerykańskiego ośrodka Pew Research Center, udział muzułmanów w Europie do 2050 roku może zwiększyć się do 7-14 procent nawet jeśli dojdzie do zmniejszenia strumieni migracyjnych. Liczba muzułmanów może tam sięgnąć 75,6 milionów osób. Wśród państw europejskich z największą liczbą wyznawców islamu pozostaną Francja, Wielka Brytania, Niemcy, Szwecja i Włochy.

 

* Prezydent Rosji Władimir Putin zwrócił uwagę na umiejętną i zręczną pracę funkcjonariuszy Federalnej Służby Bezpieczeństwa, którzy ogrywają zagraniczne służby specjalne. „Wiem, jak umiejętną, zręczną i operatywną pracę prowadzicie, ogrywając zagraniczne służby, zadając ciosy przestępczości i korupcji. Jestem przekonany co do nienaruszalności takich wymogów wobec funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa jak przestrzeganie konstytucji i ustawodawstwa, największa odpowiedzialność, uczciwość i rzetelność, gotowość do pełnienia najbardziej złożonych, trudnych, a czasem także niebezpiecznych misji" — powiedział Putin na uroczystości poświęconej Dniu Funkcjonariusza Organów Bezpieczeństwa. Właśnie takie zadania — dodał prezydent — pracownicy FSB pełnili w Syrii, kiedy „zapewniali realizację operacji antyterrorystycznej".

 

*Szwedzka  gazeta Svenska Dagbladet nazwała Most Kerczeński „symbolem odbudowy i odnowienia Krymu".Jak podkreśla gazeta, wielu mieszkańców jest przekonanych, że most przyniesie korzyści gospodarce i poprawi komunikację. Inni eksperci gazety uważają, że po zbudowaniu mostu zostaną poczynione inne inwestycje w celu przeciwdziałania zachodnim sankcjom. Politolog Jekaterina Szulman z Rosyjskiej Akademii Gospodarki Narodowej i Administracji Publicznej przy Prezydencie Federacji Rosyjskiej oznajmiła, że niczego bardziej symbolicznego niż most na Krym „być nie może". Według niej gdy Putin otworzy most, pokaże to, że „zrobił rzecz niemożliwą".

 

*Belgrad zaprosi Rosję do udziału w rozmach w sprawie unormowania stosunków z Kosowem odbywających się przy pośrednictwie UE, jeśli dołączą do nich USA.Oznajmił to w wywiadzie dla RIA Novosti szef MSZ Serbii Ivica Dačić.  Wcześniej prezydent Serbii Aleksandar Vučić oznajmił, że Serbia zaproponowała Rosji rolę pośrednika w rozmowach z Prisztiną pod warunkiem, że format zostanie rozszerzony. Według niego prezydent Rosji Władimir Putin udzielił pozytywnej odpowiedzi. Z kolei rzecznik prasowy Putina Dmitrij Pieskow potwierdził, że temat Kosowa został poruszony podczas dwustronnych rozmów rosyjsko-serbskich, jednak nie skomentował ich treści. Dačić wyjaśnił agencji RIA Novosti, że chodzi o rozmowy w Brukseli odbywające się przy pośrednictwie UE. „Jeśli USA wysuną swoją kandydaturę do udziału w formacie „pośrednik plus", w tej sytuacji Serbia wysunie kandydaturę Rosji" — powiedział Dačić.

 

*Łotwa: Krytyka ustawy zrównującej weteranów SS i Armii Czerwonej.Ustawa została skrytykowana przez polityków. Rosyjski senator Franc Klincewicz  nazwał „hańbą" ustawę zrównującą weteranów SS i Armii Czerwonej. Senator wezwał europejskich deputowanych aby „przemówili do rozsądku" swoim kolegom. Były deputowany łotewskiego Sejmu, członek Rosyjskiego Związku Łotwy Andriej Tołmaczew wyraził przekonanie, że przyjęcie przez parlament ustawy o statusie uczestników II wojny światowej, która zrównuje weteranów Waffen-SS i  Armii Czerwonej, jest obrazą dla całej rosyjskiej społeczności w tym kraju. Przyjęcie tej ustawy jest obraźliwe dla całej rosyjskiej społeczności na Łotwie. Wielkie zwycięstwo w 1945 roku jednoczy Rosjan niezależnie od poglądów politycznych i przynależności partyjnej. Ma miejsce systematyczne rewizja historii. Co było białe, staje się czarne. Cel ustawy jest symboliczny, nie pociąga za sobą żadnych zobowiązań finansowych wobec państwa. Obecnie toczy się wojna na symbole. Jej celem jest upokorzenie zwycięzców i pokazanie kolejny raz, kto jest gospodarzem w domu — powiedział Tołmaczew w rozmowie z RIA Novosti.Projekt ustawy zaproponowała Komisja Praw Człowieka i Spraw Publicznych Sejmu, aby „ocenić zasługi" obywateli Łotwy, którzy podczas II wojny światowej walczyli w szeregach sił zbrojnych obcych państw przeciwko armii ZSRR, nazistowskich Niemiec lub ich sojuszników. Dotyczy ona jedynie obywateli Łotwy. Nieobywateli, których jest ponad 200 tys. nie dotyczy. Za uczestników II wojny światowej uważa się obywateli Łotwy, którzy byli nimi na dzień 17 czerwca 1940 roku, oraz stałych mieszkańców Łotwy, którzy znaleźli się na terytorium tego kraju legalnie przed tą datą. Ustawa przewiduje, że Łotwa „nie ponosi odpowiedzialności prawnej za działania władz okupacyjnych i że jako państwo okupowane nie uczestniczyła w działaniach zbrojnych podczas II wojny światowej". Uczestnicy tego konfliktu zbrojnego otrzymają zaświadczenia i pamiątkowe odznaczenia. Samorządy będą miały prawo decydować, czy należy im się prawo do gwarancji socjalnych i czy przyznać im zasiłki i ulgi. Na Łotwie mieszka kilka tysięcy weteranów, którzy walczyli w szeregach Armii Czerwonej i Waffen-SS.

 

*UE zażądała od Ukrainy niezwłocznych działań, by Ukraińcy mogli w dalszym ciągu jeździć do państw europejskich bez wiz.W opublikowanym przez Komisję Europejską raporcie w ramach nowego mechanizmu wstrzymania ruchu bezwizowego czytamy, że strona ukraińska w ogólnym zarysie spełnia niezbędne warunki, lecz Ukraina powinna zwrócić uwagę na szereg szczegółów. Chodzi o aktywniejszą współpracę Kijowa z UE w celu zapobiegnięcia nieregulowanej migracji. W UE spodziewają się, że strona ukraińska odbuduje autorytet Ukraińskiej Narodowej Agencji ds. Zapobiegania Korupcji i zwoła najwyższy sąd antykorupcyjny. Ponadto UE wymaga od Kijowa zniesienia poprawek zobowiązujących tych, którzy walczą z korupcją, do deklaracji majątkowej. 

 

*W RFN zwrócono się do Poroszenki, aby dokonał nareszcie wyboru - kim chce być - prezydentem czy oligarchą?W rządzącej partii Niemiec — Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej — skrytykowano ukraińskiego prezydenta Petro Poroszenkę za niewystarczające wysiłki w walce z korupcją — napisał niemiecki Bild. „Poroszenko powinien podjąć decyzję, kim chce być — prezydentem czy oligarchą" — periodyk cytuje wypowiedź przewodniczącego komitetu Bundestagu do spraw polityki zagranicznej Norberta Rettgena. Według niego Ukraina musi podjąć zdecydowane kroki, aby powstrzymać to „panoszenie się korupcji", która „zaczyna się od kierownictwa kraju". Poseł do Parlamentu Europejskiego Elmar Brock ze swej strony, uważa, że władze ukraińskie nie poświęcają należytej uwagi walce z korupcją. Europejski komisarz do spraw polityki sąsiedztwa i rozszerzenia UE Johannes Khan oświadczył w wywiadzie dla periodyku, że sukcesy Kijowa w tej dziedzinie są niewystarczające.W przyszłym tygodniu na Ukrainę ma udać się przedstawiciel Unii Europejskiej, który wyjaśni Poroszence  „całą powagę sytuacji" — pisze Bild. Majątek Petro Poroszenki jest szacowany na miliard dolarów. W rankingu najbardziej zamożnych Ukraińców, opracowanym w październiku przez ukraiński periodyk „Nowoje wriemia" we współpracy ze spółką inwestycyjną Dragon Capital, ukraiński lider znalazł się na piątej pozycji. Władze RFN już zmieniają swoją postawę wobec kijowskiego kierownictwa — uważa ukraiński polityk, obrońca praw człowieka Władimir Olejnik: „Europejczycy już od ponad trzech lat czekają na pozytywne wyniki „rewolucji godności", a w gruncie rzeczy — zamachu stanu. Co zapowiadał Poroszenko? Zrzeczenie się własnego biznesu — nie zrobił tego. Jest w pierwszej kolejności nie prezydentem, lecz biznesmenem, i wykorzystuje swoje stanowisko urzędowe do osiągnięcia zysków. To właśnie on stoi na czele systemu korupcyjnego. Nawet te pieniądze, które przeznaczają MFW i Unia Europejska realnie są rozkradane przez ekipę Poroszenki". Dlatego ci, którzy objęli obecnie władzę w Niemczech w wyniku kolejnych wyborów, i nie są skrępowani obietnicami udzielania poparcia dla Poroszenki na etapie 2014 roku, zadają logiczne pytanie: gdzie są nasze pieniądze? Dlaczego musimy popierać sankcje przeciwko Rosji, tracić gospodarczo, tracić miejsca pracy, aby wspierać złodziejstwo na  Ukrainie? Dlatego zadają pytanie: Pan musi nareszcie zadecydować, Panie Poroszenko, czy Pan jest biznesmenem i korupcjonistą, czy też prezydentem Ukrainy. Odpowiedź na to pytanie, moim zdaniem, jest oczywista — uważa Władimir Olejnik.

 

*Była premier Ukrainy, liderka partii Batkiwszczyna Julia Tymoszenko skrytykowała prezydenta Petra Poroszenkę.Jej zdaniem jest on „albo pijany, albo zły" — poinformowała telewizja NewsOne. Polityk wyraziła przekonanie, że Ukraina powinna „demonopolizować" władzę. Jak dodała, jeśli jeden człowiek podejmuje decyzje w niekontrolowany sposób, trzyma w swoich rękach sądy, struktury siłowe i parlament, jest to „koniec demokratycznego kraju". Jest albo pijany, albo zły, albo nie ma czasu, albo zajmuje się własnym  biznesem. Tak się krajem nie rządzi — podkreśliła była premier. Tymoszenko wielokrotnie ostro krytykowała aktualnego prezydenta Ukrainy. Wcześniej oskarżyła go o prześladowanie opozycyjnych mediów i pranie brudnych pieniędzy na zaopatrzeniu armii.   

 

*Unia Europejska omawiała zawieszenie ruchu bezwizowego z Ukrainą - powiedziała ambasadorka Francji w Kijowie Isabelle Dumont w rozmowie z ukraińską gazetą „Europejska Prawda".Zdaniem ambasadorki inicjatorzy projektu ustawy przewidującego ograniczenie funkcji i niezależności Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) wiedzieli, jakie działania odwetowe może podjąć Unia Europejska. Dumont podkreśliła, że „właśnie to budzi nasz największy niepokój: że, mając świadomość konsekwencji, odważyli się na taki krok". Zdaniem francuskiej ambasadorki zniesienie ruchu bezwizowego uderzy w prostych obywateli Ukrainy, ale „takie jest życie". „Takie jest życie. Na tym właśnie polega zasada politycznej odpowiedzialności".

 

*Ukraińców czeka kolejny wzrost cen żywności. Jak piszą Westi-Ukraina, spowodowane jest to kilkoma czynnikami: niskimi plonami, wzrostem cen paliwa i nawozów, a także chęcią zwiększenia przychodów ze strony producentów.Niepogoda, sprawiła, że w tym roku Ukraińcy zbierają niewielkie ilości gryki, kukurydzy, warzyw gruntowych, owoców i jagód. Według najbardziej optymistycznych prognoz kraj otrzyma o 600 dolarów za mało. W sklepach już podrożało, a w nadchodzących miesiącach żywność zdrożeje o kolejne 15-20%. O 20-25% podrożeją mięso, drób, ryby, kasze, makarony, mąka, kukurydza, olej. W danym przypadku jednak wzrost spowodowany jest kosztami związanymi z siewem ozimin, wzrostem ceny paliwa i nawozów. Według ocen ekspertów ceny żywności na Ukrainie już ukształtowały się na poziomie cen europejskich.

 

*Ukraińcy muszą wesprzeć krajową produkcję żywności modyfikowanej genetycznie. Takie wnioski zostały zawarte w raporcie Służby ds. Rolnictwa w Państwach Obcych Departamentu Rolnictwa USA.Amerykańscy eksperci uważają, że taki sposób rozwoju rolnictwa pomoże odbudować ukraińską gospodarkę. Ale specjaliści z USA widzą też poważne ryzyko. Raport odnotowuje negatywny stosunek ogółu Ukraińców do biotechnologii oparty na „emocjach" bądź „informacjach wprowadzających w błąd". Amerykańscy specjaliści przeanalizowali sytuację w tej gałęzi na Ukrainie. Eksperci doszli do wniosku, że Ukraińcy wciąż źle odnoszą się do żywności wyprodukowanej z pomocą inżynierii genetycznej. Ale dla ukraińskich rolników i zakładów plony uzyskiwane taką metodą byłyby mniej kosztowne i pozytywnie wpłynęłyby na gospodarkę kraju — zauważa amerykański resort. Co więcej eksperci przypominają o umowie stowarzyszeniowej, którą Ukrainą podpisała w 2014 roku, i o konieczności stosowania się do europejskich standardów. „Obywatele Ukrainy nie mają dość wiedzy na temat potwierdzonych naukowo faktów dotyczących biotechnologii i żywności otrzymanej z pomocą metod inżynierii genetycznej. Dyskusje prowadzone w przemyśle świadczą o tym, że negatywna ocena Ukraińców o biotechnologii bierze się z emocjonalnego podejścia lub informacji zawierających nieprawdziwe lub naukowo niepotwierdzone dane" — czytamy w dokumencie. Autorzy raportu podkreślają, że Ukraińcy powinni zmienić spojrzenie na biotechnologię. Zgodnie z dokumentem niezależne i pogłębione badanie na Ukrainie zwiększyłoby świadomość ukraińskiego społeczeństwa i doprowadziłoby do „przychylnego stosunku" obywateli do tej żywności. Takie badania skłoniłyby ukraińskich prawodawców do sporządzenia bazy normatywno-prawnej dotyczącej korzystania z biotechnologii opartej na „faktach naukowych".  „Choć proces zmiany społecznego odbioru może przebiegać wolno, opracowanie przepisów prawnych zezwalających na uprawę i sprzedaż roślin otrzymanych metodą inżynierii genetycznej wymaga aprobaty ze strony ukraińskiego społeczeństwa" — czytamy w raporcie Służby ds. Rolnictwa w Państwach Obcych. Co więcej amerykański resort rolnictwa głosi potrzebę „zapewnienia sobie wsparcia ze strony lokalnych producentów". Dokument wskazuje też na to, w okresie od 2015 do 2017 roku nie poświęcano należytej uwagi produkcji żywności modyfikowanej genetycznie, a to z racji dominowania w przestrzeni publicznej kwestii dalszego rozwoju gospodarczego i politycznego Ukrainy. W raporcie czytamy, że Ukraina nie ma na obecną chwilę zalegalizowanej produkcji żywności modyfikowanej genetycznie. Ale ukraińscy eksporterzy byli już odnotowani jako dostawcy żywności wyprodukowanej przy pomocy inżynierii genetycznej.„Jak wynika z raportów, niektóre wyprodukowane na Ukrainie artykuły żywnościowe dają czasem pozytywny wynik na obecność śladów działalności genetyczno-inżynieryjnej, co świadczy o potencjalnej obecności w kraju źródeł nasion otrzymanych metodą inżynierii genetycznej bądź o wwozie takich nasion zza granicy. Na ukraińskim rynku chodzą słuchy, że 60-70% nasion sojowych i 3-5% kukurydzy przeznaczonych na eksport jest produkowanych przy pomocy inżynierii genetycznej" — czytamy w raporcie.Już w ubiegłym roku rosyjscy eksperci wykryli GMO w ukraińskiej żywności. Latem 2016 roku rosyjska służba sanitarna (Rosselchoznadzor) zabroniła wwozu z Ukrainy karmy i suplementów do karm dla zwierząt z racji wykrycia niezarejestrowanych składników modyfikowanych genetycznie. W rozmowie z RT prezes Ukraińskiego Centrum Analitycznego Ołeksandr Ochrymenko zauważył, że znaczna część produkcji rolnej na Ukrainie znajduje się dziś w rękach prywatnych przedsiębiorców, a jakość produkowanej przez nich żywności pozostawia wiele do życzenia. „Produkują żywność o niskiej jakości. Z powodu brak pieniędzy tacy producenci często korzystają ze złej jakości nawozów, trzymają zwierzęta złej rasy, a także uprawiają rośliny, wykorzystując stare odmiany" — opowiedział specjalista. W związku z czym, mówi ukraiński ekspert, wdrożenie nowych technologii pozwoliłoby Ukrainie kilkakrotnie zwiększyć produkcję uprawianej żywności bez szkody dla ziemi i jakości samej produkcji. Ale wiedza Ukraińców na temat inżynierii genetycznej pozostaje na niskim poziomie, co hamuje taką produkcję — podkreślił Ochrymenko. „Niestety wiedza Ukraińców na temat inżynierii genetycznej opiera się na żółtej prasie. Bardzo często ludzie w ogóle nie wiedzą, co to jest inżynieria genetyczna. Nie mają najmniejszego pojęcia o tym, co szkodzi, a co pomaga" — zakończył ekspert.

 

*Po tym, jak USA postanowiły ponownie zaostrzyć sankcje gospodarcze względem Kuby karaibska wyspa zabrała się do umacniania relacji handlowych z Rosją - pisze brytyjska gazeta The Independent. Moskwa natomiast dąży do zwiększenia swych wpływów u amerykańskich granic i aktywnie wspiera rosyjskie firmy współpracuje z Kubą.Kuba znacznie poszerzyła swój handel z Rosją po tym, jak amerykański rząd zaostrzył ograniczenia wobec sąsiedniego państwa komunistycznego — pisze The Independent. Wiele rosyjskich spółek państwowych prowadzi pertraktacje z kubańską wyspą, dążąc do wypełnienia pustki pozostawionej po innych partnerach handlowych. Najważniejszym z nich pozostają jak zawsze Chiny, ale Kuba znów umacnia stosunki gospodarcze z dawnym sojusznikiem z okresu Zimnej Wojny. Taki rozwój w relacjach między dwoma państwami związany jest z tym, że USA za rządów Donalda Trumpa odeszły od polityki umacniania współpracy z Kubą — pisze gazeta. Według ocen ekspertów w sferze polityki zagranicznej Moskwa wykorzystuje ochłodzenie relacji po to, żeby podkopać wpływy Ameryki u samych jej granic. „Rosja widzi w tym możliwość rozwijania własnych kontaktów z Kubą" — uważa dyrektor centrum Adrienne Arsht Latin Amercia Jason Marczak. „Im bardziej Rosja zwiększa swoją obecność na Kubie, tym bardziej aktywizuje próby podkopania wpływów USA i pozbawienia amerykańskich spółek możliwości rozwijania biznesu na Kubie". W kontekście rosyjskich dążeń do umocnienia swoich wpływów w Ameryce Łacińskiej Moskwa zwiększyła swój eksport na Kubę w ciągu ostatniego roku o 81% — czytamy w materiale. W przyszłym miesiącu Moskwa dostarczy na Kubę 300 nowych samochodów marki Łada, które częściowo zastąpią stare radzieckie auta dominujące na ulicach Kuby. Pozbawieni możliwości importu lub kupna nowych środków transportu Kubańczycy posiedli umiejętność udoskonalania swoich samochodów, które już dawno powinny były odejść do lamusa. W ubiegłym tygodniu szef rosyjskiej spółki energetycznej „Rosnieft" Igor Seczin udał się do Hawany na spotkanie z prezydentem Kuby Raulem Castro. Jak pisze brytyjska gazeta, strony omówiły ważną transakcję w sferze energetyki, która powinna pójść na korzyść Kubie mocno uzależnionej od Wenezueli z racji swojego zapotrzebowania na paliwo. Od 2014 roku, kiedy w gospodarce południowoamerykańskiego kraju nastąpiło załamanie, Wenezuela zmniejszyła dostawy na Kubę o ponad 40%. Obecnie karaibska wyspa wyraźnie odczuwa deficyt energii elektrycznej, i rząd bada nowe możliwości zapewnienia sobie taniej energii. W maju tego roku, po raz pierwszy od momentu zakończenia Zimnej Wojny „Rosnieft" zaczęła dostarczać na Kubę ropę — przypomina gazeta. W ubiegłym tygodniu inna rosyjska spółka, „Sinara", zaczęła dostarczać na karaibską wyspę 75 lokomotyw w ramach transakcji o wartości 190 mln dolarów. Rosyjskie koleje państwowe (RŻD) też prowadzą ze stroną kubańską pertraktacje w sprawie transakcji opiewającej na 2,2 mld dolarów. Moskwa proponuje modernizację kilkuset kilometrów kubańskich torów kolejowych i przełożenie nowej drogi między Hawaną i plażowym kurortem Varadero. Wiele rosyjskich spółek współpracujących z Kubą otrzymało wsparcie finansowe ze strony rosyjskiego rządu, który dąży do umocnienia relacji handlowych z państwami Ameryki Łacińskiej — twierdzi autor materiału. Poprzednik Donalda Trumpa złagodził embargo handlowe poważnie ograniczające spektrum towarów, które Kuba mogła importować. Teraz Republikanie zaostrzyli ograniczenia. Ich zdaniem na wyspie panuje „brutalny reżim", a oni nie chcą dłużej „milczeć przez obliczem komunistycznego jarzma". Według słów jednego z rosyjskich urzędników w tym roku wymiana handlowa między Rosją i Kubą może zwiększyć się z 248 mln dolarów do 400 mln dolarów. Co więcej w ostatnich latach Rosja spisała na straty długi Kuby z okresu radzieckiego w wysokości 35 mln dolarów — podkreśla The Independent.

 

* Na listach najbogatszych ludzi świata powinien pojawić się tajemniczy twórca kryptowaluty – Satoshi Nakamoto. To miliarder o nieznanej tożsamości. Satoshi Nakamoto, czyli tajemniczy twórca bitcoina, znalazł się wśród 50 najbogatszych ludzi świata. Na początku tygodnia jego portfel bitcoinowy był wart 19,6 mld dol., co umiejscowiłoby go na 43. miejscu listy miliarderów „Forbesa". Znajdowałby się tam tuż za Paulem Allenem, współzałożycielem Microsoftu. We wtorek po południu, gdy za bitcoina płacono 18,1 tys. dol., portfel bitcoinowy Satoshiego Nakamoto był warty już tylko 17,7 mld dol., co plasowałoby go na 51. miejscu listy „Forbesa", tuż przed rosyjskim oligarchą Aleksiejem Mordaszowem. Na początku października portfel Nakamoto był wart jedynie 5,9 mld dol., co dawałoby mu zaledwie 257. miejsce na liście „Forbesa". Twórca bitcoina nie jest jednak uwzględniany na żadnych „oficjalnych" listach najbogatszych. Przyczyna tego jest oczywista: jego tożsamość jest nieznana. „Satoshi Nakamoto" to tylko pseudonim, za którym nie wiadomo kto stoi. Możliwe nawet, że kryje się za nim grupa ludzi, którzy opracowali bitcoina. Zdołano jednak zidentyfikować jeden z portfeli kryptowalutowych, zawierający aż 980 tys. bitcoinów, jako portfel, który najprawdopodobniej należy do twórcy tej wirtualnej waluty. W portfelu tym są m.in. bitcoiny, które były wydobywane na wczesnym etapie istnienia tej kryptowaluty. Właściciel portfela nigdy nie realizował zysków, wymieniając swoje bitcoiny na inne waluty. A to oznacza, że musi on posiadać absolutną wiarę w bitcoina. Satoshi Nakamoto uaktywnił się po raz pierwszy w październiku 2009 r., gdy opublikował w internecie pracę teoretyczną dotyczącą koncepcji kryptowaluty, którą nazwał bitcoin. W styczniu 2009 r. wydobył pierwszy blok bitcoinowy. Na forach internetowych utrzymywał, że jest Japończykiem urodzonym w 1975 r., ale podejrzenia wzbudzało to, że perfekcyjnie posługiwał się językiem angielskim, używając słów typowych dla dialektów z krajów Wspólnoty Brytyjskiej. Jako twórcę bitcoina typowano w ostatnich latach wielu ludzi. W 2014 r. amerykański magazyn „Newsweek" wskazał, że może nim być Dorian Prentice Satoshi Nakamoto, Amerykanin pochodzenia japońskiego mieszkający w Kalifornii. Pracował on jako informatyk dla firm finansowych i Departamentu Obrony USA. Podejrzewano też, że bitcoina stworzył przyjaciel Doriana Nakamoto, zmarły w 2014 r. kryptolog Hal Finney. Finney był drugą po Nakamoto osobą, która korzystała z programu do wydobywania bitcoinów. W grudniu 2015 r. do bycia twórcą bitcoina przyznał się australijski przedsiębiorca Craig Wright, ale podważono jego twierdzenia. W 2013 r. dwóch izraelskich matematyków opublikowało pracę, w której wskazywano na powiązania Nakamoto z Rossem Ulbrichtem, twórcą internetowego rynku Silk Road, na którym nielegalnie handlowano lekami (i płacono za nie bitcoinami). Sugerowano również wielokrotnie, że twórcą bitcoina może być żydowski miliarder Ellon Musk, właściciel m.in. firmy Tesla. On sam zaprzeczał tym twierdzeniom.

 

*W ubiegłą niedzielę kurs bitcoina wynosił nawet 20 tys. dolarów. W porównaniu do tej rekordowej stawki kryptowaluta potaniała o 30%. Z kolei Bitcoin Cash w ciągu doby potaniał o 30% — to spadek do 2536 dolarów. Eksperci twierdzą, że na kurs wpływają negatywne prognozy dotyczące przyszłości bitcoina. We wtorek Emil Oldenburg, współzałożyciel strony Bitcoin.com powiedział, że bitcoin jest bezużyteczny, niepraktyczny i nie ma perspektyw na przyszłość w związku z dużymi opłatami transakcyjnymi i czasem na ich oczekiwanie. Minister finansów Japonii, jednego z niewielu krajów, które zalegalizowały bitcoina, oświadczył, że nie uważa go za wiarygodne aktywo. Następnie regulator bankowy Singapuru uprzedził, że inwestycje w kryptowalutę są obarczone zwiększonym ryzykiem, bo nie mają zabezpieczenia w realnych aktywach i nie są oficjalnie dozwolone jako jednostka płatnicza.

 

*Według analityków amerykańska waluta jest przewartościowana.Od początku 2017 roku indeks dolara USA spadł o ponad 8% — to największy spadek w ciągu ostatniego dziesięciolecia. Zdaniem analityków amerykańska waluta na równi z chińskim juanem to światowy rekordzista pod względem zawyżonej wartości. Tymczasem do walut  niedowartościowanych specjaliści zaliczają rosyjskiego rubla, lirę turecką, meksykańskie peso i południowoafrykańskiego randa. W 2017 roku dolar amerykański zaliczył największy spadek w ciągu ostatniego dziesięciolecia — kurs amerykańskiej waluty spadł w ciągu roku o ponad 8% względem koszyka sześciu głównych walut świata (euro, japoński jen, funt szterling, dolar kanadyjski, korona szwedzka i frank szwajcarski). Co więcej analitycy prognozują dalsze osłabienie dolara w 2018 roku. Zdaniem ekspertów oprócz dolara  USA  do walut z najbardziej zawyżoną wartością należą chiński juan, bat tajlandzki, dolar nowozelandzki, rupia indyjska i korona czeska. Według Deutsche Bank najbardziej niedowartościowane waluty na świecie to lira turecka, meksykańskie peso, malajski ringgit, południowoafrykański rand, a także rosyjski rubel. Bankierzy inwestycyjni z Goldman Sachs wcześniej nazywali te waluty najbardziej atrakcyjnymi dla strategii Carry trade, która polega na  zaciąganiu pożyczek w walucie kraju o niskiej stopie procentowej, oraz lokowaniu tak uzyskanych środków w walutę kraju o wysokiej stopie. Na przykład w Turcji stopa procentowa wynosi ok. 8%, w Afryce Południowej 6,45%, a w Meksyku 7%. Na ocenę inwestycyjną walut wpływa wysokie tempo wzrostu rynków papierów wartościowych w krajach rozwijających się, odnotowane w 2017 roku. W odróżnieniu od sytuacji w krajach rozwiniętych (które dość szybko poradziły sobie z konsekwencjami kryzysu), rynki akcyjne gospodarek przejściowych w okresie pokryzysowym były mniej stabilne. Jeśli chodzi o rubla, to prawie we wszystkich rankingach rosyjska waluta jest określana jako niedowartościowana, co świadczy o jej możliwym umocnieniu w przyszłości. Eksperci przypominają, że jeszcze jedną popularną metodą oceny wartości walut jest koncepcja parytetu siły nabywczej, zgodnie z którą takie same produkty mają jednakową cenę w każdym kraju (wyrażoną w dolarach USA). Tak więc jeśli ceny w jakimiś kraju są o wiele niższe, niż w innych, oznacza to, że waluta narodowa tego państwa jest niedowartościowana. Właśnie na takiej zasadzie opierają się słynne wskaźniki Latte i wskaźnik Big Maca. Wskaźnik Big Maca — został wprowadzony przez wpływowy brytyjski tygodnik „The Economist" w 1986 roku. Zgodnie z tym indeksem w 2017 roku najbardziej przewartościowane waluty były obracane w krajach Europy — Szwajcarii, Norwegii i Szwecji. Dolar amerykańskie zajął czwarte miejsce na liście walut z zawyżoną wartością. Najtańszego Big Maca w 2017 roku można było kupić za ukraińskie hrywny. Niedowartościowany był również funt egipski, malajski ringgit,  Południowoafrykański rand, dolar tajwański i rosyjski rubel. Inne oceny przynosi indeks latte, opracowany przez gazetę The Wall Street Journal. Dziennik porównał siłę nabywczą walut w oparciu o cenę kawy latte, sprzedawanej w sieci Starbucks. Jednak również ten wskaźnik pokazał, że liderem wśród krajów z przewartościowaną walutą jest Szwajcaria, a zaraz po niej Hongkong i Singapur. Najtańsze standardowe latte (Latte Tall) można kupić w Kairze, gdzie będzie kosztować o 57% mniej, niż w Nowym Jorku i o 73% taniej, niż w Zurychu.

 

*Moskwa i Delhi zamierzają prowadzić wzajemne rozliczenia w walutach krajowych. To pozwoli ożywić handel i pokonać zależność od trzeciego państwa - Stanów Zjednoczonych. Na razie dwustronny handel jest zdominowany przez dolara. Co przeszkadza obu krajom w rozliczaniu się ze sobą w rublach i rupiach i jakie są perspektywy tego pomysłu?Według Centralnego Banku Rosji ponad 77% umów handlu zagranicznego między Rosją a Indiami w pierwszej połowie tego roku było nadal opłacanych w dolarach amerykańskich, a tylko 19% — w rublach. Jednak wskaźnik ten zmienia się — na przykład w 2013 roku udział dolara wyniósł 96,6% rozliczeń. Żaden z rosyjskich i indyjskich ekspertów nie wątpi, że przejście na wzajemne rozliczenia w walutach krajowych jest środkiem koniecznym dla obu krajów, a ponadto we właściwym czasie. „Jest to bardzo ważne, ponieważ handel między naszymi krajami jest znacznie poniżej potencjału, który istnieje i musimy znaleźć sposoby zwiększenia dwustronnej wymiany handlowej. W tym celu musimy szukać sposobów, aby rozliczenia i płatności były łatwiejsze, a handel w walucie krajowej jest jednym z nich” — przekonuje  zastępca szefa misji dyplomatycznej Indii w Rosji Gandadkharan Balasubramianian. Według prezydenta Federacji Indyjskich Organizacji Eksportowych (FIEO) Ganesha Kumara Gupty przejście na płatności w walutach krajowych jest w stanie odmrozić wymianę towarową między Rosją a Indiami, która przeżywa poważny kryzys w ciągu ostatnich dwóch lat: z zaplanowanych 15 miliardów dolarów teraz udaje się osiągnąć tylko połowę — około 7,5 miliarda. Ponadto konieczne jest wyeliminowanie jawnej dysproporcji: dzisiaj Indie kupują od Rosji towary o wartości 5,56 miliarda dolarów, a sprzedają je wyłącznie na 1,94 miliarda. „Handel w walutach krajowych pozwoli utrzymać pewną zmienność cen, a tym samym stworzyć bardziej komfortowe warunki dla przedsiębiorców obu krajów” — powiedział Ganesh Kumar Gupta. Obrót w walucie krajowej pomoże wykluczyć z procesu handlowego „dodatkowy krok”, a tym samym zmniejszyć koszty transakcji dla eksporterów i importerów w obu krajach. A to z kolei sprawi, że sam handel będzie bardziej atrakcyjny dla obu stron, przekonuje partner indyjskiej firmy konsultingowej Koan Advisory Vivan Sharan. Ponadto, jego zdaniem, same waluty krajowe są bardziej „płynne”, ponieważ mogą być wykorzystywane do handlu z innymi krajami. „W rezultacie każda taka waluta w miarę upływu czasu staje się cenniejsza, a to będzie sprzyjać współfinansowaniu projektów komercyjnych dwóch lub więcej członków BRICS z wykorzystaniem jednej waluty, ale nie dolara” — mówi Vivan Sharan. Potrzebę jak najszybszego przejścia na narodowy system wzajemnych rozliczeń między Rosją a Indiami przyznają oba kraje, jednak sam proces nie został jeszcze znacząco przyspieszony. Według Gandadkharana Balasubramianiana jednym z powodów jest niewystarczająca świadomość przedsiębiorców. „Według handlowców dużym problemem jest to, że rubel na razie nie jest bezpośrednio wymienialny na rupię. Być może uda się przezwyciężyć ten problem w miarę wzrostu obrotu towarowego” — uważa indyjski dyplomata.  „Jeśli rupia byłaby przedmiotem obrotu na Moskiewskiej Giełdzie i istniała możliwość obserwowania zmian jej kursu, to pozwoliłoby to biznesmenom ocenić stopień niestabilności i poziom ryzyka przy zawieraniu transakcji” — zgadza się Ganesh Kumar Gupta. Ponadto istnieje jeszcze inny powód, wywołany sytuacją w ostatnich latach. Jest to niestabilność kursu rubla i jego zależność od cen ropy, zauważa inny ekonomista z Koan Advisory Shaivangi Mittal. „Dla każdego kraju handel w walutach krajowych jest korzystny tylko wtedy, gdy jego waluta jest słaba. W obecnej sytuacji indyjski eksport ryzykuje znalezieniem się na przegranej pozycji. Dlatego niezbędne jest opracowanie mechanizmu, przy którym korzyści z niższych kosztów transakcyjnych przewyższają straty indyjskich biznesmenów” — przekonuje ekspert. „Ogólnie rzecz biorąc, można powiedzieć, że zależność surowcowa rosyjskiej gospodarki odchodzi w przeszłość. Potwierdza to również analiza struktury dochodów, w których udział przychodów z sektora naftowego i gazowego jest coraz mniejszy, a także struktura rosyjskiego eksportu. Znacznie zmniejszyła się również zmienność rubla” — stwierdza Lisowolik. Istnieje również alternatywna droga, aby pozbyć się wpływu dolara z rosyjsko-indyjskiego handlu — opowiadają specjaliści Koan Advisory. Według nich może to być przejście na wspólne rozliczenia w kryptowalucie. Co prawda, tylko w tym przypadku, jeśli zostanie uznana za oficjalną bazę normatywną. To, że Rosja w październiku zapowiedziała kryptorubel, otwiera taką możliwość, uważają indyjscy ekonomiści. „Rzeczywiście, kryptowaluty mają wielką przyszłość, ale tylko wtedy, gdy wejdą w nie poważni inwestorzy. Jeśli z Bitcoinem, na przykład, sytuacja jest bardzo problematyczna, ponieważ on tak naprawdę nie jest niczym zabezpieczony, to wirtualne pieniądze, które tworzą finansowe organizacje lub całe państwa, mają bardzo duże perspektywy. Sieci Blockchain to technologia przyszłości, inną rzeczą jest to, że na razie nadmuchiwane są na nich zbyt duże bańki”- mówi prezydent Centrum Komunikacji Strategicznych Dmitrij Abzałow. Jest to idea, która jedynie odwraca uwagę od kluczowego celu — nie zgadza się Lisowolik. Celem, jego zdaniem, są rozliczenia między Indiami a Rosją w rupiach i rublach, wzrost wzajemnych rozliczeń w walutach krajowych. „Dyskusje, które toczyły się w kuluarach ostatniego szczytu BRICS, pokazały, że oba kraje muszą skoncentrować się właśnie na tym zadaniu, a przejście na kryptowaluty tak naprawdę jest kwestią na przyszłość”. Można będzie do tego przystąpić, gdy udział rozliczeń w walutach krajowych znacząco wzrośnie” — mówi analityk.

 

* Kraje bałtyckie zwartą grupą opuściły szeregi wrogów rosyjsko-niemieckiego projektu gazociągu Nord Stream 2. Estonia, Łotwa i Litwa już nie są przeciwne budowie rurociągu, pod warunkiem, że odpowiadać on będzie wymogom ustawodawstwa unijnego. Taki wniosek wysuwa się z treści dokumentu podsumowującego spotkanie premierów krajów bałtyckich, które odbyło się w Tallinie — donosi Sputnik Estonia. Wspólne oświadczenie szefów rządów nie zawiera tradycyjnych już w ostatnich latach wyrazów sprzeciwu wobec rosyjskiego projektu gazociągu Nord Stream 2.  „Przyjęto do wiadomości, że projekt Nord Stream 2 w przypadku jego realizacji musi w pełnym zakresie odpowiadać ustaleniom ustawodawstwa UE  i zasadom Unii Energetycznej" — czytamy we wspólnym oświadczeniu, pod którym podpisy złożyli, między innymi, premierzy Jüri Ratas, Maris Kuchinskis i Saulius Skvernelis. Jak podkreśla Sputnik Estonia, takie sformułowanie postawy wobec projektu, który spowodował rozłam w Europie, oznacza radykalną zmianę przez kraje bałtyckie stanowiska w kwestii Nord Stream 2. Protokół końcowy rady premierów nie zawiera wyrazów protestu przeciwko budowie gazociągu i sugestii odnośnie niezgodności tego projektu z interesami Europy, czy też niepożądanego nasilenia uzależnienia od Rosji. Szef Centrum Badań Gospodarczych Instytutu Globalizacji i Ruchów Społecznych Wasylij Kołtaszow uważa, że w ten sposób kraje bałtyckie, w pierwszej kolejności, zademonstrowały swoją lojalność wobec Berlina. Jeśli chodziło o wykazanie, że republiki bałtyckie są bardzo uległymi i dyscyplinowanymi sługusami Niemiec, to obecnie to się właśnie stało. Gdyż faktycznie zademonstrowały one, że jeśli Niemcy na coś zezwalają, coś uważają za słuszne, to znaczy, że one też muszą to popierać. Czyli przyhamowały całą swoją nienawiść wobec Federacji Rosyjskiej i „Gazpromu" i oznajmiły: skoro Berlin potrzebuje Nord Stream 2, znaczy to, że też nie widzimy żadnych przeszkód dla jego budowy" — powiedział Wasylij Kołtaszow w wywiadzie dla radia Sputnik. Jego zdaniem, projekt budowy gazociągu zostanie zrealizowany. „Zakładam, że krok po kroku Nord Stream 2 będzie posuwać się naprzód. W aktualnych warunkach rzeczywiście jest on potrzebny Berlinowi, i to nie tylko jako źródło dostaw gazu, lecz również jako alternatywa dla „Potoku południowego", który został zablokowany i pozostaje w tym stanie do dziś. Dla Berlina zaś w warunkach zarysowującego się już prawdopodobieństwa rozpadu Unii Europejskiej, bardzo ważne jest, aby podział zasobów energetycznych dokonywany był właśnie poprzez Niemcy i za pośrednictwem niemieckich spółek, nie może to być pozostawione na pastwę losu. W interesie Niemiec leży utrzymanie, a nawet nasilenie kontroli politycznej i wpływów gospodarczych" — uważa ekspert. Projekt Nord Stream 2 przewiduje budowę dwóch nitek gazociągu o sumarycznej mocy 55 miliardów metrów sześciennych gazu w skali rocznej, od wybrzeża Rosji przez Bałtyk do Niemiec. Nowy rurociąg ma być zbudowany równolegle do Nord Stream.

 

*Słowacki sąd, wykonując decyzję Trybunału Arbitrażowego w Sztokholmie, nałożył areszt na dostawy błękitnego paliwa dla ukraińskiego przedsiębiorstwa Naftohaz - poinformował portal ZN.UA.W grudniu 2012 roku Trybunał Arbitrażowy w Sztokholmie przychylił się do wniosku włoskiego przedsiębiorstwa Yugaz, które domagało się wyegzekwowania od strony ukraińskiej zaległości płatniczej z 2007 roku. Obecnie kwota ta urosła do 21 mln dolarów, po uwzględnieniu grzywien i kar. Po bezskutecznych próbach wyegzekwowania tej decyzji na Ukrainie, Yugaz zwrócił się do słowackiego sądu. W listopadzie 2015 roku Ukraina przestała kupować gaz od Rosji i zaczęła go nabywać w Europie. Kijów twierdzi, że te dostawy realizowane są po niższej cenie. Później Naftohaz przyznał, że Gazprom zaproponował lepszą cenę niż europejscy dostawcy. Gaz na Ukrainę dostarczają głównie Polska, Węgry i Słowacja. Ten ostatni kraj w największych ilościach — ponad 8 mld metrów sześciennych. Są to dostawy rewersowe, czyli rosyjski gaz trafia do Europy Wschodniej, by następnie popłynąć na Ukrainę. Ekspert Władimir Olenczenko  podzielił się swoją opinią odnośnie tego, jakie mogą być konsekwencje tej decyzji.— Ukraina w swoim czasie chwaliła się  dostawami rewersowymi rosyjskiego gazu przez Słowację — ten fenomen powstał już w nowych czasach, czyli po przewrocie państwowym z 2014 roku. W taki sposób Ukraina podkreślała, że może rzekomo uniezależnić się od rosyjskiego gazu ziemnego. Jednak te kontrakty bez wątpienia nosiły nie do końca legalny charakter. Ponieważ my dostarczamy gaz Europie z myślą, że jest on przeznaczony do konsumpcji, a nie do odsprzedaży lub reeksportu. Ten kłębek robił się coraz bardziej zagmatwany, Ukraina i Słowacja się w nim zaplątały. I obecnie złożenie pozwu i jego rozpatrzenie wyrównują sytuację. Tak więc Ukrainie nie pozostanie z pewnością nic innego, jak kupować gaz od Rosji. A ze Słowacją, która czerpie korzyści z bycia krajem tranzytowym również należy uregulować stosunki tak, aby nie zabierała gazu, przeznaczonego dla Europy i żeby ceny, którymi się kieruje, nie różniły się od ogólnoeuropejskich — powiedział Olenczenko.

 

*Spółka Naftohaz oświadczyła, że wygrała sprawę przeciwko Gazpromowi w sądzie arbitrażowym w Sztokholmie.Ukraińska spółka zapewniła, że sąd „odrzucił wszystkie roszczenia Gazpromu dotyczące zasady "take or pay" na sumę 56 miliardów dolarów. Naftohaz zapewnia, zmniejszył import gazu od rosyjskiej spółki do pięciu miliardów metrów sześciennych rocznie. Wcześniej Ukraina zakupywała od Gazpromu 52 miliardy metrów sześciennych gazu. Jak głosi ukraińska spółka, sąd arbitrażowy dokonał rewizji formuły ceny gazu obowiązującej od 2014 roku. Cena została zmniejszona o 27% — do 352 dolarów za tysiąc metrów sześciennych. Dzięki temu Naftohaz zaoszczędził 1,8 miliardów dolarów. Ukraińska spółka zauważyła także, że sąd arbitrażowy zniósł zależność między wartością gazu a wartością ropy i produktów ropopochodnych i wprowadził zależność od rynku spotowego. Strona ukraińska oceniła korzyść z decyzji sądu na poziomie 75 miliardów dolarów. Gazprom oświadczył natomiast, że sąd arbitrażowy uznał za wiążące podstawowe zapisy kontraktu i zaspokoił większą część roszczeń rosyjskiej spółki dotyczącej opłaty dostaw, które dały początek rozprawie. „Sąd arbitrażowy zobowiązał Naftohaz Ukrainy do wypłaty na rzecz Gazpromu sumy zaległego długu za dostawy gazu w wysokości 2,019 miliardów dolarów" — czytamy w komunikacie. Co więcej ukraińska spółka musi wypłacić odsetki za zwłokę w spłacie długu, począwszy od dzisiaj. Sąd arbitrażowy zobowiązał też Naftohaz do zakupywania od Gazpromu co najmniej pięciu miliardów metrów sześciennych gazu rocznie.

 

*Miliardowe zyski, które może przynieść Czechom realizacja Gazociągu Północnego-2, umacnia sojusznicza względem projektu pozycja Pragi - mówi ekspert Uniwersytetu Finansowego przy rządzie Federacji Rosyjskiej Igor Juszkow.Rosja może zaangażować  Czechy w projekt Gazociągu Północnego-2 — czytamy w dokumentach ze spotkania liderów dwóch państw. „Trwają konsultacje w sprawie wsparcia dla projektu Gazociągu Półnconego-2 ze strony Czech (w celu uruchomienia tranzytu czeskiego systemu przesyłu gazu)" — czytamy w materiałach. Rosja jest dzisiaj jednym z wiodących dostawców węglowodorów do Czech, zaspokajają 80% zapotrzebowania kraju na gaz i 65% zapotrzebowania na ropę. „Na czeskim rynku działają „Rosnieft" (która dostarczyła w ciągu ośmiu miesięcy 2017 roku 2,7 mln ton ropy) i „Gazprom" (dostawy w 2016 roku wyniosły 4,54 mld m3, od stycznia tego roku — 3,3 mld m3 gazu). Tranzyt rosyjskiego gazu po terytorium Czech wyniósł w ciągu dziewięciu miesięcy 2017 roku 19,37 mld m3" — czytamy w dokumentach ze spotkania prezydentów dwóch państw. Czechy aktywnie opowiadają się za realizacją projektu „Gazociągu Północnego 2", co łatwo zrozumieć. Stają się w danym przypadku jednym z największych państw tranzytowych — mówi Igor Juszkow.„Zgodnie z kontraktem Gazpromu punkt zdawczo-odbiorczy znajduje się na terytorium Austrii. Nieważne, którędy tam trafi — czy przez Ukrainę, czy przez Czechy. Najprawdopodobniej nie jedna, a dwie nitki Gazociągu Północnego-2 będą docierać do Austrii przez terytorium Czech. Wynika z tego, że w przypadku realizacji Gazociągu Północnego-2 przez Czechy będzie przepływać w sumie około 70 miliardów metrów sześciennych, a to dość dużo. Gazprom za ten tranzyt będzie płacić Czechom, dzięki czemu stanie się ona poważnym państwem tranzytowym, poza tym będzie mogła kupować nadwyżki gazu — taniego — na rynkach spotowych" — powiedział ekspert i zauważył, że dla Czech Nord Stream 2 to nader korzystny projekt.Czechy i Austria mają czysto ekonomiczny stosunek do  tego gazociągu  w odróżnieniu od przeciwników projektu, którzy utrudniają jego realizację z przyczyn politycznych — mówi Juszkow. „Dla Czech to około miliarda dolarów zysku rocznie — to bardzo duże pieniądze, warto dla nich pocierpieć" — uważa ekspert. Presja na Pragę ze strony USA i UE nie będzie zbyt silna — Waszyngton i Bruksela wywierają przede wszystkim nacisk na kraje, które muszą uzgodnić dokumenty na budowę gazociągu. Jeśli gaz dotrze do Czech, projekt zostanie de facto zrealizowany, a zatem próby blokowania gazociągu na terytorium tego kraju będą bez sensu. „Inna sprawa, że Czechy będą oskarżane o to, że lobbują interesy Rosji w celu budowy morskiego odcinka gazociągu. Ale sądzę, że korzyści dla Czech wielokrotnie przewyższają ewentualne szkody wizerunkowe" — konkluduje Igor Juszkow.

 

*Die Welt pisze, że eksport ropy i gazu stanowi niemal połowę rosyjskich dochodów państwa.Gazeta zaznacza, że​​podczas swojej prezydentury Dmitrij Miedwiediew nazwał handel ropą i gazemnarkotykiem Rosji, a Gazociąg Północny 2, według Die Welt,stanie się największym dostawcą narkotyku. Gazeta zaznacza, że​​przychody z użytkowania Gazociągu Północnego 2 pozwolą Moskwie zwiększyć liczbę żołnierzy, funkcjonariuszy FSB i policji. Die Welt podkreśla,że​​w ostatnich latach Rosja nie stała się bardziej pokojowa, a niedawno prezydent Władimir Putin powiedział, że gospodarka kraju powinna być w stanie szybko przestawić się na produkcję wojskową.

 

*USA oceniły gotowość Rosji do wojen przyszłości.Nowoczesna rosyjska armia stawia nie na liczbę żołnierzy, lecz manewry taktyczne i zaawansowane technologie i pod tym względem jest podobna do amerykańskich i niemieckich sił zbrojnych — czytamy w badaniu rosyjskiego centrum analitycznego Rand. Najważniejsze wnioski ekspertów publikuje gazeta National Interest. Specjaliści nie znaleźli żadnych dowodów na to, że Rosja dąży do zakrojonego na dużą skalę konfliktu zbrojnego, dlatego w swojej pracy wychodzili z założenia, że główne zadanie rosyjskiej armii polega na ochronie państwa, dużych miast i ośrodków przemysłowych. Z badania wynika, że reformy w ostatnich latach pozwoliły na znaczne zwiększenie gotowości bojowej większej części wojsk lądowych i jednoczesne zmniejszenie ich liczebność. W rezultacie Rosja w razie konieczności może szybko przerzucać jednostki koleją. W przypadku konfliktu zbrojnego rosyjskie wojska będą dążyć do uniknięcia decydującej bitwy z równymi siłami przeciwnika. W tym celu będą stosować cały wachlarz broni rakietowej bazowania lądowego, powietrznego i morskiego. Głównymi celami będą lotniskowce, bazy wojskowe i samoloty wroga. W starciach lądowych rosyjska armia będzie szczególnie aktywnie wykorzystywać wieloprowadnicowe wyrzutnie rakietowe, których mobilność pozwala na przeprowadzenie ataku z zaskoczenia. Jednak według ekspertów głównym „zabezpieczeniem" Moskwy jest arsenał jądrowy, którego może użyć, broniąc się przed atakiem. Autorzy badania piszą, że tradycyjne metody prowadzenia wojny będą łączone z nietradycyjnymi, takimi jak pomoc cywilów i wykorzystywanie sił specjalnego przeznaczenia, które pokazały swoją efektywność w Syrii. Rand podkreśla, że w rosyjskiej armii są pododdziały, które dobrze się sprawdziły w poprzednich konfliktach, na przykład desantowcy. Niektóre formacje jednak wykorzystują przestarzałą broń i składają się z żołnierzy służby kontraktowej. Eksperci podsumowują, że w związku z tym kwestia realnego potencjału rosyjskiej armii pozostaje otwarta. 

 

*Testy nowoczesnego rosyjskiego czołgu "Armata" odbywają się zgodnie z harmonogramem - poinformował dziennikarzy w piątek dowódca wojsk lądowych, generał pułkownik Oleg Salukow.Uralwagonzawod do 2020 roku ma przekazać rosyjskiej armii 100 „Armat” do eksploatacji doświadczalnej. Selukow powiedział, że obecnie zakłady kompleksu zbrojeniowego wyszukują i usuwają usterki, dostosowują i integrują węzły oraz agregaty  czołgu.  Prace są przeprowadzane terminowo — zapewnił generał. Jak podkreślił, „Armata” przewyższa zarówno krajowe, jak i zagraniczne czołgi. — Prototyp powstał według zasady modułowej, z wykorzystaniem unikalnych rozwiązań cyfrowych i programowych, co daje mu praktycznie nieograniczone możliwości w zakresie modernizacji i dalszej robotyzacji — przypomniał Salukow.

 

*Rosyjska armia jest zwarta i mobilna, nie „szczęka bronią" - oświadczył w piątek rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu i ostrzegł przed wypróbowywaniem jej możliwości bojowych.„Dziś rosyjska armia jest nowoczesna, mobilna, zwarta i wykazuje się zdolnością bojową. My nie szczękamy orężem i nie zamierzamy z nikim walczyć. Jednocześnie nikomu nie radzę wypróbowywać naszych możliwości bojowych" — powiedział Szojgu na rozszerzonym posiedzeniu kolegium Ministerstwa Obrony. 

 

*Military Update pisze, że nowe okręty podwodne rosyjskiego projektu „Husky", które zaczną być produkowane w latach 2020-2021, przypominają amerykańskie okręty podwodne typu Virginia.Według danych Military Update „Husky" zostaną wyposażone w minitorpedy i rakiety manewrujące. Okręty mają zastąpić radzieckie łodzie podwodne. Gazeta zauważa, że USA też nie przestają modernizować swoich okrętów typu Viriginia. Okręty podwodne klasy „Kolumbia", które USA planują budować w przyszłości, przypominają w dużym stopniu okręty projektu okresu zimnej wojny.

 

*Ministerstwo Obrony Ukrainy poinformowało, że rezygnuje z krążownika rakietowego „Ukraina", który po zwodowaniu przez ćwierć wieku jest gotów w 95% - wynika z pisma wysłanego przez resort do koncernu Ukroboronprom.Ukraińskie ministerstwo stwierdziło, że dokończenie budowy okrętu nie ma sensu z powodu przestarzałego uzbrojenia. Koncern podkreśla, że rząd powinien w trybie pilnym podjąć ostateczną decyzję, czy  Ukraina  potrzebuje krążownika. Ukroboronprom zapewnia, że może zakończyć budowę jednostki, ale środki na ten cel powinny znaleźć się w planie zamówień zbrojeniowych na rok 2018. Możliwe są też inne rozwiązania: sprzedaż niedobudowanego okrętu lub wydzielenie funduszy na jego dalsze cumowanie na nabrzeżu. Rząd może też wyjść ze swoją propozycją. Krążownik cumuje przy przystani stoczni w Nikołajewsku. Od 2015 roku utrzymują go pracownicy przedsiębiorstwa. Państwo zadłużyło się u stoczniowców na kwotę 61 mln hrywien.

 

*Asteroid (właściwsza nazwa:  planetoida) 2015 TB-145 zbliża się do Ziemi. Jak pisze „ScienceDaily", w listopadzie 2018 roku czaszka śmierci przeleci niebezpiecznie blisko naszej planety. Będziemy mieć możliwość zdobycia nowych danych, które pomogą nam uzupełnić naszą wiedzę o tym obiekcie i o innych podobnych ciałach niebieskich, które zbliżają się do naszej planety — powiedział Pablo Santos-Sanz z Instytutu Astrofizyki w Andaluzji. Asteroid  pędzi w naszym kierunku z zawrotną prędkością 125 tysięcy kilometrów na godzinę i ma ponad pół kilometra długości. Ponadto jego powierzchnia odzwierciedla jedynie około sześciu procent światła słonecznego.  Oznacza to, że jest bardzo ciemny, a współczynnik odbicia jest niewiele większy niż w przypadku węgla — wyjaśnił naukowiec. Zdaniem ekspertów, jeśli kosmiczna czaszka uderzy w naszą planetę i nie spali się w atmosferze — na 71% trafi w wodę. Asteroid w przeszłości pojawiał się w pobliżu Ziemi. W październiku 2015 roku naukowcy z NASA  podali, że asteroida TB-145 zbliżyła się na odległość 480 tysięcy kilometrów od naszej planety. Wówczas okazało się, że wygląda jak ogromna czaszka. Kolejny raz meteor znajdzie się niedaleko Ziemi w 2018 (przeleci w odległości ok. 105 wielkości księżyca), 2027 oraz w 2088 roku.

 

*Zastępczyni Borisa Johnsona Karen Pierce wywołała ogromne wrażenie na obserwatorach konta Marii Zacharowej w Facebooku.Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa podzieliła się z obserwatorami swojego konta na portalu społecznościowym zdjęciami ze spotkania szefa brytyjskiej dyplomacji Borisa Johnsona z Siergiejem Ławrowem. Użytkownicy Facebooka zwrócili szczególną uwagę na kobietę w płaszczu, futrzanej czapce, rękawiczkach, szaliku i z dwiema torebkami. Marię Zacharową od razu zapytano: „A kim jest ta babka w płaszczu i czapce"? Rzeczniczka wyjaśniła, że „To jest wiceminister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii, jak rozumiem, przyszły stały przedstawiciel przy ONZ". Użytkownicy natychmiast zaczęli żartować, dlaczego wiceminister Karen Pierce ubrała się tak, jakby bała się zamarznąć i dlaczego ma aż dwie torebki. „No nieźle to wygląda, jakby dopiero, co z rynku wróciła i przypadkiem trafiła na spotkanie dżentelmenów! Wyraźnie ktoś tu jest zbędny, ale patrząc na jej pewną siebie postawę, to na pewno nie ona!" — napisał jeden z komentatorów. „Nie chce myśleć źle. Ale pierwsze, co przychodzi do głowy — to być może jest ofiarą rusofobii i boi się, że Rosjanie mogą jej ukraść płaszcz i czapkę. Przecież nawet za stołem usiadła w płaszczu i w czapce na głowie" — dodał inny użytkownik Facebooka. „Ta Pani ma w oczach pytanie — «No, a gdzie są niedźwiedzie»?" — zażartował kolejny komentator.

 

 

KOMENTARZE

  • USA atakuje Donbas.Zaczyna sie nowa wojna.
    https://www.youtube.com/watch?v=BHx58FLdyTg
    https://www.youtube.com/watch?v=43AEoY4EudY
    Happy Christmas.
  • @
    "USA rozmieściły pododdział swojej armii w Norwegii w styczniu 2017 roku w celu wyćwiczenia strategii prowadzenia wojny w niskich temperaturach."

    Niech ćwiczą...
    Napoleon ćwiczył,
    Hitler ćwiczył,
    wszyscy wiemy jak skończyli.

    Nie wiadomo, co gorsze, te zaczepki USSA w stronę Rosji,
    czy GMO na Ukrainie.
    "Ciekawe", zawsze o Ukrainie pisano "spichlerz Europy" a teraz niby potrzebują tego syfu? Jakość ziem im się raczej nie zmieniła,
    nawozy są tylko co najwyżej nowocześniejsze,
    zostaje dezorganizacja / korupcja w zarządzaniu.

    Jeśli to wprowadzą, to poza (prawie pewnym po jakimś czasie) skażeniem Polski GMO, możliwy jest "model indyjski" (z filmu),
    GMO wyparło lokalne odmiany za to poległo w starciu z lokalnymi szkodnikami / chorobami (na które tradycyjne odmiany były odporne).

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930