Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4283 posty 1949 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Uwaga na łosie

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ROGI I KOPYTA (04): Od kilkunastu lat w Polsce wzrasta pogłowie łosi. Rośnie też liczba wypadków samochodowych z ich udziałem. Jak temu zaradzić?

 

Łoś jest zwierzęciem bardzo ciekawskim, a ponieważ jego populacja w Polsce znacząco wzrosła, często można go spotkać przy ruchliwych drogach lub poboczach. Powinniśmy wtedy zachować ostrożność i zwolnić, bo może on zachować się nieprzewidywalnie. Dr Mirosław Ratkiewicz z Uniwersytetu w Białymstoku określa je tak: „Łoś to zwierzę niezwykle ciekawskie, nie bojące się człowieka i dość nieobliczalne. Dlatego jeśli wyjdzie na drogę, to może na niej stać dosyć długo. Może się też dziwnie zachować w reakcji na światła lub odgłosy samochodu. Mijając łosia trzeba więc zachować daleko idącą ostrożność”.  Nie jest jasne, dlaczego łosie podchodzą pod ruchliwe drogi: czy przyciągają je tam zakrzaczenia, czy czują się tam bezpieczniej, bo nie grożą im wilki. „Zimą do dróg dodatkowo przyciąga je sól, którą lubią zlizywać. Czasem można nawet zobaczyć łosie klęczące w tym właśnie celu przy drodze na przednich kończynach, co wygląda tak, jakby zwierzę się modliło”.

Jak szacuje dr Ratkiewicz, w Podlaskiem dochodzi rocznie do kilkudziesięciu wypadków drogowych z udziałem łosi, natomiast w całej Polsce jest to ponad 100 wypadków. Konkretną liczbę trudno jednak podać, bo policja odnotowuje jedynie fakt zderzenia samochodu z dzikim zwierzęciem, nie precyzując czy był to dzik, jeleń, sarna czy łoś. Najprawdopodobniej rocznie w wyniku zderzenia samochodu z łosiem giną w Polsce 1–2 osoby, podczas gdy np. w Finlandii w roku 2006 r. było to sześć osób. Jednak – jak podkreśla dr Ratkiewicz – w takich sytuacjach to nie łoś jest zabójcą, ale prędkość. "Kierowca najczęściej po prostu traci panowanie nad samochodem, wpada do rowu, uderza w drzewo. Dlatego tam, gdzie są łosie, bezwzględnie należy zwalniać” – przypomina. Przy dużej szyzbkości zderzenie z łosiem może być groźniejsze niż z innym zwierzęciem, bo łoś ma dużą masę, a przede wszystkim jest wysoki i jego długie mocne nogi trafiają od razu  w przednią szybę samochodu, przebijając ją jak husarska kopia. Biada tym, którzy za taką szybą siedzą przypięci pasami, a nawet tym na tylnym siedzeniu.

Każde tego typu zdarzenie jest ogromną tragedią dla osób, których dotyka i niesie silny przekaz medialny. „Finowie potrzebowali około 60 lat na zaakceptowanie łosia i łagodzenie ryzyka kolizji komunikacyjnych” – mówi biolog. Wciąż jednak zdarzają się wypadki, co wzbudza silne emocje. Kilka lat temu w zderzeniu z łosiem zginęła znana w kraju osoba. Rozpętała się wtedy ogromna dyskusja w społeczeństwie. Niektórzy mówili, że łosie trzeba po prostu wystrzelać.  „W Polsce jesteśmy w trakcie wypracowywania systemu i łoś wciąż budzi emocje”– mówi dr Ratkiewicz. Jego zdaniem bezpieczeństwo poprawiłoby m.in. usuwanie zakrzaczeń wzdłuż poboczy, by łosie nie stały bezpośrednio przy samej drodze, a kierowca odpowiednio wcześnie mógł zobaczyć zwierzę na drodze lub w jej bliskim sąsiedztwie. Przykładem może być miejscowość Downary w dolinie Biebrzy. Dwa lata temu notowano tam rocznie prawie 20 wypadków samochodowych z łosiami. Gdy postawiono słupki co 25 metrów i usunięto krzaki, notuje się jedynie 1-2 wypadki rocznie, choć łosie nadal tamtędy przechodzą. Problem wypadków drogowych z udziałem łosi może jednak narastać, bo liczba tych zwierząt w Polsce w ostatnich latach znacznie wzrosła. Łosi w Polsce przybywa od roku 2001, kiedy zakazano ich odstrzału. Obecnie możemy mówić, że w Polsce jest ich 8-10 tysięcy.

Jednak niewiele brakowało, by na początku tego stulecia łosie w Polsce wyginęły. Wskutek nadmiernej eksploatacji łowieckiej, która trwała całe lata 80. i 90. XX w. z około 6 tys. osobników zrobiło się nieco ponad tysiąc, a może nawet mniej. Gdy zaprzestano odstrzału, populacja wzrosła. Zdaniem uczonego nie należy obawiać się wzrostu populacji tego gatunku, lecz dostosować metody gospodarki leśnej do obecności łosia. Duża liczba łosi nie zaburza ekosystemów, a wręcz przeciwnie - wzmaga biologiczną różnorodność. Łosie mają duży i pozytywny wpływ na ekosystemy leśne, np.  wyjadając pospolite gatunki roślin, umożliwiają wzrost tym, które nie mogłyby rosnąć wskutek konkurencji ze strony pospolitych gatunków roślin.

Przy bardzo dużym zagęszczeniu łosi leśnikom trudno jest jednak odnowić nasadzenia sosnowe czy dębowe i zachować ciągłość hodowli lasu. "Zimą szczególnie klępy, które w tym czasie zazwyczaj są w ciąży, często wchodzą w młodniki sosnowe. Potrzebują dużo pokarmu w krótkim czasie i przy małym wysiłku, dlatego zachowują się tam jak zając w kapuście" – wyjaśnił dr Ratkiewicz. Młode sosny jedzą jednak tylko dlatego, że są one łatwo dostępne. Gdyby w lasach zostawić np. więcej gatunków domieszkowych, to łosie równie chętnie sięgałyby po nie i żyłyby w większym rozproszeniu, przez co szkody w młodnikach byłyby mniejsze.

„Łosi raczej nie będzie przybywać w nieskończoność, bo w Polsce od wieków przebiegała granica ich naturalnego zasięgu” – uważa specjalista. Łoś to zwierzę północne, w Europie najwięcej żyje ich w Rosji i w Skandynawii. W miejscach, gdzie jest ich coraz więcej mogą tak zmienić ekosystemy, w których żyją, że ich baza pokarmowa bardzo się ograniczy. Zaczną wtedy działać efekty przegęszczenia populacji i uruchomią się naturalne mechanizmy spadku liczebności.

Dr Ratkiewicz dla Ministerstwa Środowiska opracował wraz z zespołem „Strategię ochrony i gospodarowania łosiem w Polsce”. Uczeni, leśnicy i myśliwi dopuszczają w niej możliwość polowań w tych regionach, gdzie liczba łosi jest bardzo duża: sięga powyżej 5 osobników na 1000 ha, ale pod warunkiem, że i szkody w lasach są duże. Do takich miejsc należą niektóre obszary północno–wschodniej Polski, głównie na Mazurach, Podlasiu i Kurpiowszczyźnie. Właśnie w tym rejonie jest skoncentrowane 70 proc. populacji łosi w Polsce. „Jeżeli zaczęlibyśmy regulować gwałtownie liczebność łosi, to moglibyśmy ponownie zagrozić egzystencji tego gatunku. Możemy i powinniśmy „zarządzać łosiem”, ale musimy to robić bardzo ostrożnie i w sposób odpowiedzialny” – podkreślił biolog.

 

Fot.01

 

Fot.02

 

Fot.03

Fot.04

 

Fot.05

 

Fot.06

 

W otwartym cyklu ROGI I KOPYTA na moim blogu ukazały się jak dotąd następujące pozycje:

01.Migracja na sawannie (27.07.2015) /film/

02.Ojczyzna antylop (12.10.2015) /film/

03.Trzy skręty kudu (22.05.2017)

04.Uwaga na łosie (18.12.2017)

 

KOMENTARZE

  • Z łosiami jestem za pan brat
    minimum 2 razy w roku jestem albo w Biebrzańskim albo w Narwiańskim parku narodowym gdzie łosia spotyka się na co dzień. Jest to zwierzę nie agresywne, pozwalające do siebie podejść dość blisko, z reguły dostojnie odchodzi. Odstrzał tych zwierząt byłby po prostu rzezią i nie miałby nic wspólnego z myślistwem. To jak strzelać do krów pasących się na łące. Liczebność Łosi nie powinna wzrastać, już dziś obserwuje się znamiona zbyt dużej populacji, nad Biebrzą trudno spotkać samca o dorodnych łopatach.
    Nie raz miałem spotkanie z łosiem na drodze, po prostu w miejscach gdzie to oznaczone trzeba zwolnić i użyć rozumu, co nie wszystkim kierowcom się udaje. Kiedyś, tle że w lasach Tucholskich spotkałem kierowcę co miał zderzenie z sarną, (poranek) i ten skarżył się, że w tym tygodniu rozbił w ten sposób już drugi samochód. No przepraszam, ale to był przypadek idioty za kierownicą. Jeśli już raz miał wypadek powinien na własnej skórze nauczyć się, że trzeba zwolnić, widocznie raz było za mało. Niestety zwierzę zginęło, a kierowcy mi nie żal.
  • @Zawisza Niebieski 13:01:51
    Pogłowie łosi, dzików, wilków itp NALEŻY regulować przez odstrzał.
    Ale mądry, uwzględniający fakt, że zależy nam by te gatunki nawet nie zbliżyły się do granicy wyginięcia.
    Jest w Polsce tyle terenów, które są "pustynią cywilizacyjną", może pozwólmy zwierzętom TAM się rozradzać?

    A JAK regulować? Stawiać siatki przy drogach (poza oznakowaniem i info np w GucioMaps). A kosztami zderzeń obciążyć Lasy Państwowe, szybko coś wymyślą ;)

    A porównanie z krową jest zupełnie nie trafione. Krowa na pastwisku z reguły jest "przykuta" łańcuchem do pala i SAMA na "drogę publiczną" NIE wlezie.
  • Autor
    Krajem od lat borykającym się z plagą łosi jest Szwecja (ich pogłowie to ponad 300 tys. sztuk, a co roku ok. 100 tysięcy jest odstrzeliwanych). A mimo to corocznie dochodzi do ok. 5 tys, wypadków z ich udziałem (średnio 5 zabitych i 800 rannych).

    I to właśnie łosiom (a raczej obawie przed ich nagłym spotkaniem) zawdzięczamy słynne szwedzkie myślenie o bezpieczeństwie podróżujących samochodem.

    Bo jego efektem było i wprowadzenie trzypunktowych pasów (wynalazek z roku 1959 - a Volvo zrzekło się stosownego patentu), jak i niezwykle solidna, jak na tamte czasy, konstrukcja samochodu.

    Volvo instaluje pasy standartowo od 1967 roku i wylicza, że uratowały one ok. miliona istnień ludzkich.

    P.S. Ciekawym pomysłem na odstraszanie łosi było skrapianie poboczy moczem wilczym.

    Ale łosie, durne cholery, "aluzju nie paniały" i dalej się tam gromadziły. A na drogach tak "upiększonych" wypadków było jeszcze więcej.

    I dopiero trzeba było interwencji myśliwych, którzy wytłumaczyli miastowym inżynierom, że łosie czują się bezpiecznie na terenach oznaczanych wilczym moczem, gdyż są to zwykle pogranicza obszaru łowieckiego danej watahy i prawdopodobieństwo jej spotkania właśnie tam jest najmniejsze.
    Pozdrawiam.
  • Autor
    I jeszcze jedno - to nie nogi łosia "przebijające szybę jak husarska kopia" są groźne przy kolizji, tylko budowa jego ciała - masywny tułów na patykowatych nogach sprawia, że "podcięte" zwierze z impetem wpada do środka pojazdu...
  • @laurentp 23:10:27
    Polska leży na granicy występowania Łosi, to raczej zwierzę terenów leżących na północ od Polski. Utrzymywanie pogłowia poprzez odstrzał wymaga, by regulowali to ludzie myślący, niestety człowiek często postępuje zgodnie z zasadą własnego zysku. Jeśli produkujemy wędlinę zawierającą np. 50% mięsa łosia i ma zbyt. No i tego mięsa zabraknie, co zrobi taki producent? Zapyta się o granicę wyginięcia? Nie, dostrzeli brakującą liczbę łosi.
    Szyszko działa dokładnie zgodnie z zasadą maksymalnego zysku z lasów. Wycina znacznie więcej drewna niż mamy roczny przyrost masy drewna. Innym sztandarowym projektem Szyszko są sklepy leśników. To jest człowiek, co nie myśli o granicy wyginięca, o granicy wydajności danego ekosystemu. Patrzy jak biznesmen, jak można więcej kasy wycisnąć z lasów.
    Mówisz, "A kosztami zderzeń obciążyć Lasy Państwowe" szybko coś wymyślą :) Oczywiście, że szybko wymyślą, wystrzelać wszystko co się jeszcze w lasach rusza.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930