Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2072 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Środa, 13 grudnia 2017

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1096) Zapraszam na serwis bieżących informacji i komentarzy z kraju i ze świata.

 

* Premier Mateusz Morawiecki wygłosił wczoraj w polskim Sejmie swoje expose, na ogół bardzo dobrze przyjęte przez dzisiejszych komentatorów. Skupił się w nim na kwestiach gospodarczych, mówił prosto i kompetentnie, a zakończył słowami: Szanowni państwo, Wysoka Izbo, za dwa tygodnie Wigilia. Niech ten wigilijny stół nie będzie jak barykada. Niech będzie miejscem, które łączy, a nie dzieli. Polska jest naszym wspólnym dobrem. Bez współdziałania nie żylibyśmy dzisiaj w wolnej Polsce. Można i wolno się spierać. Spór - tak. Wojna - nie. Ci, którzy ponad 100 lat temu budowali taki kraj, nie takie problemy musieli przezwyciężać. Czy stać nas dzisiaj na takie porozumienie? Ufam, że tak. Szanowni państwo. Nasz program to wola budowy Rzeczpospolitej dumnej siłą swojej gospodarki, budzącej podziw u innych, radosnej bo sprawiedliwie dzielącej. Sprostamy wyzwaniu, jeśli staniemy się wspólnotą. Musimy na nowo odnaleźć to co nas łączy i obniżyć temperaturę sporów politycznych. Czas odrzucić te zabójcze podziały. Jesteśmy biało-czerwoni. Wszyscy Polacy jesteśmy biało-czerwoną drużyną. 40 pokoleń Polaków na nas patrzy. Sklejmy i odbudujmy Polskę. Jest ona dla nas wielkim zadaniem i wielkim zobowiązaniem. Każdy z nas ma jakieś marzenie, cel, coś co go pcha do przodu. Chyba wszyscy marzymy o Polsce bezpiecznej, silnej i uczciwej. Chciałbym z wami to marzenie zrealizować.

 

*Izraelskie siły bezpieczeństwa zatrzymały na Zachodnim Brzegu 32 Palestyńczyków, w tym jednego z przywódców islamskiego ruchu Hamas Hasana Youssefa, poinformowali wojskowi.Operacja została przeprowadzona wspólnie z antyterrorystyczną służbą specjalną Shin Bet i policją graniczną. Zatrzymani są podejrzewani o udział w fali przemocy, której katalizatorem było oświadczenie prezydenta USA o uznaniu Jerozolimy za stolicę państwa żydowskiego. Oburzenie Palestyńczyków przekształciło się w apele do „trzeciej intifady”, dziesiątki potyczek, ataki zbrojne i ostrzały rakietowe. Przedstawiciel dowództwa wojskowego potwierdził RIA Novosti, że wśród zatrzymanych jest Hassan Youssef. Ruch palestyńskich islamistów kontroluje Strefę Gazy, a na Zachodnim Brzegu jest w opozycji do Al-Fatah, która rządzi tam przez instytucje Autonomii Palestyńskiej. Youssef, który ma 63 lata, uważany jest nie tylko za przywódcę politycznego, ale także za jednego z założycieli Hamasu. Towarzysze broni twierdzą, że został aresztowany ponad piętnaście razy i spędził 20 lat w więzieniu. Autorytet i wpływ Youssefa zostały poważnie naruszone z powodu skandalicznej historii z jego synem Musabem. Współpracował on z izraelskimi służbami specjalnymi, wyjechał do Stanów Zjednoczonych, przyjął chrześcijaństwo i opublikował wspomnienia, w których opowiedział, jak wydał wielu kluczowych działaczy Hamasu podczas „drugiej intifady” — palestyńskiego powstania w latach 2000.

 

*Prezydent Turcji Tayyip Erdogan zaproponował uznanie Jerozolimy za stolicę Palestyny. Według jego słów USA „podeptały międzynarodowe normy prawne", kiedy ogłosiły miasto stolicą Izraela.„Wystarczy przejść parę kroków, żeby zrozumieć, że miasto znajduje się w stanie okupacji. Izrael to państwo terrorystyczne. Terroryści-wojskowi łapią dzieci i wrzucają je do więzienia" — oświadczył Erdogan na szczycie Organizacji Współpracy Islamskiej w Stambule. Erdogan wezwał do uznania Jerozolimy za stolicę „okupowanej Palestyny" i podziękował państwom, które potępiły decyzję Trumpa. „Wierzę, że 196 państw członków ONZ zademonstruje właściwe stanowisko. USA mogą być silnym mocarstwem atomowym. Ale cały świat do nich nie należy" — dodał turecki lider. W ubiegłym tygodniu Donald Trump ogłosił uznanie Jerozolimy za stolicę Izraela i podpisał dokument o przeniesieniu amerykańskiej ambasady z Tel Awiwu. Decyzja USA została poparta przez Izrael, ale wywołała negatywną reakcję ze strony wielu państw świata, przede wszystkim państw Bliskiego Wschodu. Oburzenie Palestyńczyków przerodziło się w „trzecią Intifadę", zamieszki, ataki zbrojne i ostrzały rakietowe na Zachodnim Brzegu Jordanu.

 

*Organizacja Współpracy Islamskiej ogłosiła Wschodnią Jerozolimę stolicą Palestyny - czytamy w rezolucji przyjętej przez nadzwyczajny szczyt OWI.Ponadto organizacja wezwała wszystkie państwa do uznania „państwa Palestyny i Wschodniej Jerozolimy jako jego okupowanej stolicy" — cytuje dokument turecka gazeta Hurriyet. Analogiczny apel wystosował na forum prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, z którego inicjatywy odbył się szczyt w Stambule. W rezolucji podkreśla się, że USA straciły rolę pośrednika na Bliskim Wschodzie. OWI wezwała Waszyngton do anulowania decyzji o uznaniu Jerozolimy za stolicę Izraela, ostrzegając, że w przeciwnym razie odpowiedzialność za wszystkie skutki spadnie na barki USA. W ubiegłym tygodniu Donald Trump uznał Jerozolimę za stolicę Izraela i podpisał dokument o przeniesieniu tam amerykańskiej ambasady z Tel Awiwu. Decyzję USA poparł Izrael, wywołała jednak negatywną reakcję ze strony wielu państw, w pierwszej kolejności na Bliskim Wschodzie. Oburzenie Palestyńczyków  objawiło się w wezwaniu do „trzeciej intifady", dziesiątkach starć, atakach zbrojnych i ostrzałach artyleryjskich na Zachodnim Brzegu Jordanu. Status Jerozolimy to jeden z kluczowych problemów konfliktu palestyńsko-izraelskiego. Izrael nazywa miasto swoją „jedną i niepodzielną" stolicą. Palestyna uważa za swoją stolicę wschodnią część miasta, którą Izrael odbił u Jordanii podczas wojny sześciodniowej w 1967 roku i później anektował. Wspólnota światowa nie uznaje aneksji i wzywa do rozwiązywania tego problemu w drodze porozumienia między Palestyńczykami i Izraelczykami.

 

*Ankara nie widzi już zagrożenia ze strony „syryjskiego reżimu” - powiedział turecki minister spraw zagranicznych Mevlüt Çavuşoğlu. „Był epizod, kiedy zestrzelili nasz samolot, ale teraz już tego nie ma” — powiedział minister na antenie stacji telewizyjnej NTV.Dodał, że zagrożenie może stanowić syryjska partia kurdyjska „Unia Demokratyczna” (PYD), którą Turcja uważa za organizację terrorystyczną, a także „Partia Pracujących Kurdystanu” (PKK). „Jeśli z naszej strony będzie operacja, wcześniej uzgodnimy jej parametry z naszymi sojusznikami, z Rosją” — powiedział Çavuşoğlu.

 

*Obywatele Turcji uznają za swoich najważniejszych partnerów politycznych Rosję i państwa tureckojęzyczne - podaje Anadolu, powołując się na sondaż przeprowadzony przez Fundację Rozwoju Ekonomicznego (İKV) wśród obywateli Turcji. Badanie miało na celu ustalenie stosunku społeczeństwa do Unii Europejskiej.Respondenci uważają za swoich najważniejszych sojuszników politycznych i partnerów Rosję oraz  państwa turkojęzyczne w Azji środkowej. Dopiero za nimi plasują się państwa UE. Badanie pokazało też, że 78,9% respondentów wspiera akcesję Turcji do UE, choć 68,8% obywateli nie wierzy, że państwu uda się uzyskać status członka Unii Europejskiej w najbliższej przyszłości. MSZ Turcji wystąpiło wcześniej  przeciw  sankcjom antyrosyjskim.

 

*Na Synaju powstała „czarna strefa", której egipskie władze z ich prawie milionową armią nie są w stanie kontrolować.Pisze o tym rosyjska gazeta Wzgliad.  Śniadanie w Syrii, obiad w Egipcie, kolacja w Turcji… Osobom niewtajemniczonym mogły nasunąć się pytania w związku z bliskowschodnim błyskawicznym tournee Władimira Putina. Przecież rosyjski prezydent odwiedził Arabską Republikę Egiptu nie dla kurortów. Według informacji rosyjskiej gazety Wzglad po pokonaniu ISIS w Syrii Synaj stał się jednym z miejsc, gdzie przeprowadzają się terroryści. Oczywiście na spotkaniu prezydentów Władimira Putina i Abd al-Fattaha as-Sisiego mowy o jakimkolwiek udziale Rosji w walce z dżihadystami bezpośrednio na terytorium Egiptu nie było. Jednocześnie perspektywa zamiany części Egiptu w nowy front również nikogo nie zachwyca. To, że pewna część terrorystów z byłych Daesz i An-Nusry po opuszczeniu Syrii przeniesie się gdzie indziej, było oczywiste — pisze Ewgienij Krutikow. Afganistan jest daleko i przeprowadzka tam wiąże się z dużymi problemami logistycznymi. Jeden wyszkolony terrorysta z siecią kontaktów może zgubić się w tłumie z czterema paszportami między pięcioma lotniskami, natomiast kilka tysięcy z bronią już nie. Za to można łatwo przedostać się na Synaj, gdzie powstała „czarna strefa", której egipskie władze ze wszystkimi ich zasobami i milionową armią z nieznanych powodów nie mogą kontrolować. Biorąc pod uwagę obecne zasoby szczątków ISIS, Egipcjanie w pełni mogą je pokonać bez udziału rosyjskich sił powietrznych lub doradców wojskowych — podkreśla periodyk. Ponadto Egiptowi i innym chętnym i poszkodowanym trzeba pozwolić na „samodzielne rozwiązywanie problemu". Koniec końców Pustynia Synajska nie jest miejscem, gdzie można się ukryć i jeśli Egipcjanie zechcą, przepuszczą ją przez gąsienice czołgów. Jest ich wielu, potrafią to — ironizuje autor. Wojna z dżihadyzmem na razie nie jest zakończona. Owszem, niektórzy z terrorystów są teraz na Synaju a także w Libii, Algierii, Afganistanie, Bangladeszu, Indonezji, Malezji, na Filipinach i Bóg wie gdzie jeszcze. Jednak bezpośrednie zaangażowanie się w wojnę już nie jest aktualne, mimo że wydarzenia w Syrii są dalekie od zakończenia. Na pierwszy plan wychodzą wysiłki dyplomatyczne, które mają rozwiązać problem przyszłości Syrii. Są do tego potrzebne nie tylko wysiłki Moskwy, ale również innych stron będących w stanie wpłynąć na sytuację. W tym Egiptu, mimo że jego rola w zachodzących wydarzeniach nie jest tak oczywista, jak na przykład w Arabii Saudyjskiej — podsumowuje Wzglad. 

 

*Doradca ONZ ds. gospodarczych Fallah al Lami powiedział w wywiadzie dla Sputnika, że „obecnie do Iraku przyjeżdża wiele delegacji rządowych i prywatnych europejskich i amerykańskich firm". Irak staje się korzystnym i atrakcyjnym miejscem do współpracy gospodarczej. Kilka dni temu przyjeżdżała francuska delegacja składająca się z przedstawicieli firm Airbus i Total i spotkała się z irackim Bankiem Centralnym. Stałymi gośćmi są amerykańskie spółki. Przyjeżdżał premier Wielkiej Brytanii. To wszystko świadczy o odrodzeniu Iraku. Po ogłoszeniu całkowitego zwycięstwa nad terroryzmem wielu dało do zrozumienia, że chce inwestować w różne sfery irackiej gospodarki. Fallah al Lami podkreślił, że po spadku ceny ropy naftowej Bagdad szczególnie ostro potrzebuje kapitału zagranicznego. Teraz w państwie pracują i inwestują w iracką gospodarkę chińskie i saudyjskie spółki. Prawdopodobnie Irak stanie się punktem startowym do wejścia zagranicznych firm na regionalny rynek — uważa ekonomista.  „Wcześniej Irak zaciągał kredyty od Międzynarodowego Funduszu Walutowego. W budżecie na przyszły rok widzimy sztywny kosztorys, co pozwoli na spłacenie część długu. Natomiast dzięki oficjalnemu wyłączeniu Iraku spod art. 7 Karty NZ będzie można odzyskać środki aresztowane na zagranicznych kontach. (W 1990 roku Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła rezolucję przeciwko Irakowi przewidującą użycie siły zgodnie z ustaleniami art. 7 Karty międzynarodowej organizacji. Wszystkie konta Iraku za granicą zostały zamrożone ). Teraz to bardzo pomoże Irakowi. Mamy nadzieję, że iracki rząd pomoże ograniczyć drapieżne zapędy zagranicznych banków i firm, by współpraca była wzajemnie korzystna" — powiedział doradca ONZ ds. gospodarczych Iraku Fallah al Lami.

 

*Stany Zjednoczone są gotowe zgodzić się na prezydenturę Baszara al-Assada do wyborów w Syrii w 2021 roku, donoszą media. Amerykanista Grigorij Jarygin na antenie radia Sputnik wyraził opinię, że Waszyngton musi zmienić swoje punkty orientacyjne, ale nie priorytety.Docent katedry amerykańskich badań Petersburskiego Uniwersytetu Państwowego Grigorij Jarygin zaznaczył, że USA rozumieją, że będą musiały współpracować z syryjskim rządem i to właśnie kierowanym przez Baszara al-Assada.  „USA w rzeczywistości po prostu przyzwyczaiły się do al-Assada jako do przywódcy kraju, którego nie można zmienić, jak to robili w wielu innych krajach. (USA) mają swoje własne interesy, które są całkiem zrozumiałe z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych. Przez długi czas oświadczali, że nie akceptują takiego przywódcy państwa i że należy go zmienić. Ale potem retoryka uległa zmianie, lub raczej nie tyle się zmieniła, co oni nie mogą niczego zrobić. I faktem jest, że będą musieli współdziałać z syryjskim rządem, a szefem tego rządu będzie al-Assad” — powiedział Grigorij Jarygin na antenie radia Sputnik. Jednak w dłuższej perspektywie, jego zdaniem, Waszyngton wróci do stanowiska, że syryjski przywódca musi odejść.Inną sprawą jest to, że także w dłuższej perspektywie Stany Zjednoczone nie zamierzają opuścić tego regionu. Nawet teraz, pomimo różnych oświadczeń, rośnie liczba amerykańskich żołnierzy i doradców, którzy będą szkolić «drugą Syrię», która będzie istnieć równolegle do oficjalnej Syrii. USA planują zachować część Syrii poza kontrolą al-Assada — tego, z którym powinny się pogodzić w charakterze głowy państwa. Musiały zmienić punkty orientacyjne, ale nie priorytety. To znaczy, że Stany Zjednoczone nadal w długoterminowej perspektywie rozpatrują zmianę reżimu w Syrii jako swój głównym priorytet. I w tym celu pozostaną tam ci doradcy, którzy będą nadal wspierać opozycję, jakakolwiek by nie była, i będą tworzyć własny porządek — powiedział amerykanista.

 

*Stany Zjednoczone i Chiny omówiły plan działań na wypadek upadku północnokoreańskiego reżimu.Waszyngton omówił z Pekinem kwestię tego, jak zapewnić bezpieczeństwo broni atomowej Korei Północnej na wypadek upadku północnokoreańskiego reżimu — informuje ABC. Według słów sekretarza stanu USA Rexa Tillersona strona amerykańska zapewniła, że jeśli Waszyngton będzie zmuszony do wprowadzenia wojsk do Korei Północnej, „wycofają się z powrotem na południe od 38 równoleżnika (granicy między Koreą Północną i Południową — red.)" jak tylko w kraju zostanie przywrócona stabilność. Pekin oświadczył, że pracuje nad programem walki ze strumieniem uchodźców, którzy napłyną do Chin w przypadku upadku reżimu. Tillerson oświadczył wcześniej, że strona amerykańska jest gotowa do rozmów z KRLD  bez „wstępnych warunków" w dowolnym momencie.

 

* Przewodniczący Socjaldemokratycznej Partii Niemiec nie rezygnuje z projektu federalnego, który odrzuciła znaczna część państw europejskich. Były przewodniczący Parlamentu Europejskiego zapowiada, że do 2025 roku ustanowione zostaną Stany Zjednoczone Europy, które jego zdaniem zatrzymają „pochód nacjonalistów” na kontynencie, a ci, którzy nie zgadzają się z jego wizją powinni jak najprędzej opuścić Unię Europejską.Martin Schulz obecnie zajmuje się próbą utworzenia koalicji swojej partii SPD z CDU kanclerz Angeli Merkel, ale podczas partyjnego spotkania nie zrezygnował z wygłoszenia własnych federalistycznych poglądów. Z jego ust padła wyraźna deklaracja doprowadzenia państw unijnych do zawarcia traktatu ustanawiającego europejski system federalny. Stany Zjednoczone Europy według Schulza powinny powstać do 2025 roku, ponieważ są one jedyną możliwością, aby „zatrzymać marsz prawicowych nacjonalistów”, który ma miejsce w Niemczech, Danii, Finlandii, Francji czy Holandii. Podczas przemówienia Schulz nie omieszkał również zaatakować Polski i Węgier. „Popatrzcie na to, co dzieje się w Polsce: nasze wspólne wartości są tam systematyczne podkopywane, a Unia Europejska jest niezdolna do przeciwstawienia się temu. Popatrzcie na Węgry. Ten kraj nie tylko odmówił nam solidarności w kryzysie uchodźczym, ale zawiera też daleko idące umowy z Chinami i oddala się coraz bardziej od europejskiej wspólnoty”, podkreślił Martin Schulz. Szef SPD dodał też, że to jego partia przed blisko stu laty wysunęła po raz pierwszy propozycję utworzenia Stanów Zjednoczonych Europy. Wyjaśnił, że taki punkt znalazł się w uchwalonym w 1925 roku Programie Heidelberskim partii.  Jednak projekt Schulza nie znalazł poparcia nawet u większości Niemców, którzy teoretycznie mogliby chcieć, by pod hasłem „walki z nacjonalizmem” Niemcy zdominowały słabsze gospodarczo kraje UE. W sondażu instytutu Emnid, zamówionym przez lewicowo-liberalną gazetę „Bild”, 30 proc. Niemców poparło pomysł Schulza, a 48 proc. go odrzuciło. Propozycja spotkała się również ze sprzeciwem bloku chadeckiego CDU/CSU Angeli Merkel.

 

* Prezydent Mołdawii Igor Dodon uważa, że otwarcie biura NATO w Kiszyniowie stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju. Napisał o tym na swoim Twitterze.„Wyrażam szczególne zaniepokojenie z powodu faktu otwarcia Biura Komunikacji NATO w Kiszyniowie. Pośpiech, w jakim rząd pracował nad tym, stwarza poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Mołdawii” – napisał Dodon. Biuro Komunikacji NATO w Mołdawii otwarto 8 grudnia. W listopadzie, sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg zapowiadał otworzenie nowego biura NATO w Kiszyniowie w grudniu. Prezydent Mołdawii Igor Dodon powiedział wówczas, że jeśli Biuro Komunikacji NATO w Kiszyniowie zostanie otwarte w tym roku, to w przyszłym czyli po wyborach parlamentarnych, zostanie ono zamknięte. Umowa w sprawie otwarcia Biura Komunikacji NATO w Kiszyniowie została podpisana przez sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga i premiera Mołdawii Pavela Filipa w listopadzie 2016 r. Otwarcie biura było kilkakrotnie przekładane.

 

* Prezydent Polski Andrzej Duda poinformował o porozumieniu z prezydentem Ukrainy Petrem Poroszenką w sprawie rezygnacji z uwiecznienia i uhonorowania osób historycznych, których działania nie otrzymały należytej oceny ekspertów naukowych. „Zgodziliśmy się z prezydentem [Ukrainy], że wzywamy do tego, abyśmy nie podejmowali kroków w kierunku kolejnych wyróżnień, które nie opierają się na dowodach naukowych” — powiedział w środę na spotkaniu z jego ukraińskim odpowiednikiem w Charkowie. Duda wyjaśnił, że mowa między innymi o tych przypadkach, „kiedy takie uwiecznianie fałszuje historię i tworzy fakty, których nie było w historii, ponieważ nie było badań i nie ustalono prawdy historycznej”. Jednocześnie polski lider nie wymienił konkretnych nazwisk. Z kolei Poroszenko zaznaczył, że w celu rozwiązania tego problemu stworzono ukraińsko-polską komisję ds. wspólnej historii, która w szczególności zajmie się zbadaniem historycznej roli Stepana Bandery. „Jednym z głównych zadań, które my jako prezydenci jej stawiamy, to rozwiązanie problemów historycznych, w tym dotyczących osoby słynnego ukraińskiego działacza Stepana Bandery” — podkreślił, dodając, że jego zdaniem człowiek ten «wniósł ogromny wkład w ukraiński ruch wyzwoleńczy»”.

 

*Ukraina i Polska powinny unikać konfliktów na tle historycznym, bo są one „na rękę" Rosji - oświadczył ukraiński prezydent Petro Poroszenko na wspólnym briefingu z polskim prezydentem Andrzejem Dudą. „Dobrze wiemy, zarówno ja, jak i pan prezydent, że w sporach historycznych między Polską i Ukrainą wygrywa tylko jedna strona. Nie Ukraina i nie Polska, lecz Rosja" — powiedział Poroszenko cytowany przez stację telewizyjną „112 Ukraina". Ukraiński lider nie wyjaśnił o jakie wygranej mowa, ale wezwał Dudę do znalezienia wyjścia z powstałej sytuacji. Poroszenko  zauważył także, że właśnie w związku z tym prezydenci postanowili „dokonać resetu" działalności komisji ds. współpracy w kwestiach historycznych i skrócić czarne listy osób, które mają zakaz wjazdu do Polski i na Ukrainę.

 

*ONZ podała liczbę ofiar konfliktu w Donbasie.W ciągu 3,5 lat według Wysokiego Komisarza NZ ds. Praw Człowieka zostało zabitych 10303, rannych 24778 wojskowych i cywilów. Eksperci misji ONZ, która zapewnia monitoring sytuacji wobec łamania praw człowieka na Ukrainie, oszacowali straty od początku działań zbrojnych w Donbasie. „W okresie od 14 kwietnia 2014 roku po 15 listopada 2017 roku Wysoki Komisarz NZ ds. Praw Człowieka odnotował 35081 ofiar w związku z konfliktem na Ukrainie, włącznie z wojskowymi Sił Zbrojnych Ukrainy, cywilami i członkami uzbrojonych grup. Ta liczba obejmuje 10303 zabitych i 24778 rannych" — czytamy w raporcie.  Według słów wiceszefa specjalnej misji monitoringowej OBWE na Ukrainie Alexandra Huga najczęściej powodem śmierci lub obrażeń cywilów na południowym wschodzie Ukrainy są chaotycznie porozrzucane niewybuchy, które zabijają kogo popadnie.  Co więcej, jak poinformował wcześniej koordynator programów ONZ na Ukrainie  Neil Walker, Ukraina jest światowym liderem pod względem liczby ofiar w wyniku wybuchów min i zajęła trzecie miejsce pod względem liczby podłożonych min. W czerwcu Wysoki Komisarz NZ ds. Praw Człowieka Zeid Ra'ad Zeid Al-Hussein wyraził niepokój w związku ze wzrostem liczby ofiar i rannych mieszkańców Donbasu o 74% w pierwszym półroczu 2017 roku w porównaniu do analogicznego okresu w 2016 roku. Według niego ta smutna tendencja świadczy o braku woli politycznej do zażegnania konfliktu.

 

*Kanada dołączyła do USA i również zatwierdziła dostawy śmiercionośnej broni dla Ukrainy.Ukraiński ambasador w Kanadzie Andrij Szewczenko potwierdził, że Kanada pozwoliła swoim firmom na dostarczanie broni Ukrainie. „Do 2014 roku, nigdy nie pomyślałbym, że będę zadowolony z wiadomości o dostawach broni na Ukrainę… Teraz wiem, że sam fakt jej posiadania może przybliżyć zaprowadzenie pokoju w Ukrainie" — napisał Szewczenko w Twitterze. Moskwa sprzeciwia się dostawom broni na Ukrainę, uważając, że doprowadzi to do eskalacji konfliktu w Donbasie. Jak oświadczył sekretarz prasowy prezydenta Rosji, takie działania utrudniają realizację mińskich porozumień. Negatywnie wobec dostaw broni na Ukrainę wypowiedziała się również większość europejskich polityków. Prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier oświadczył, że jest to bardzo ryzykowny i nieproduktywny sposób na wyjście z kryzysu. Wcześniej oficjalne czasopismo kanadyjskiego rządu Canada Gazette poinformował, że Ottawa zatwierdziła dostawy śmiercionośnej broni na Ukrainę.

 

*USA „wrócą do kwestii Krymu", lecz obecnie priorytetem jest uregulowanie sytuacji w Donbasie.Oznajmił to sekretarz generalny USA Rex Tillerson, przemawiając w Radzie Atlantyckiej w Waszyngtonie.  „Wiem, że prezydent (Rosji Władimir) Putin wyraźnie dał do zrozumienia, że nie będzie to (przyłączenie Krymu do Rosji — Wzglad) omawiane przy stole negocjacji. Będzie na to czas, ale teraz powinniśmy powstrzymać przemoc na wschodzie Ukrainy" — cytuje RIA Novosti słowa Tillersona. Władimir Putin wcześniej wielokrotnie powtarzał, że kwestia przynależności Krymu jest zamknięta na zawsze. „Rosyjska inwazja na Ukrainę to to, czego nie możemy zaakceptować" — oznajmił Tillerson. „Wyborem Rosji w Syrii jest poparcie (prezydenta) Baszara Asada. Postanowiliśmy tego nie robić. Kiedy chodzi jednak o interwencję na terytorium innego kraju, nie można tego poprzeć" — powiedział. Przypomnijmy, że Moskwa wielokrotnie oświadczała, że nie jest związana z wydarzeniami na południowym wschodzie Ukrainy i nie jest stroną konfliktu wewnętrznego na Ukrainie. Wszystkie oskarżenia pod jej adresem są bezpodstawne — powtarzały rosyjskie władze. Według słów Tillersona sytuacja na Ukrainie „stała się podstawą dla bardzo poważnych sankcji". Stwierdził, że obecny reżim się nie zmieni, „dopóki rosyjska ingerencja nie będzie wyeliminowana" i dopóki nie zostanie przywrócona integralność terytorialna Ukrainy. Podkreślmy, że Rosja wielokrotnie oświadczała, że mówienie z nią w języku sankcji jest antyproduktywne. 

 

* Parlament Europejski uznał, że Rosja zmilitaryzowała Krym i strefę Kaliningradu. Poinformowała o tym telewizja RT, powołując się na raport dyrekcji generalnej PE ds. polityki zagranicznej. Dokument głosi, że Moskwa próbuje „przebudować" europejski porządek bezpieczeństwa w obu regionach a także przenieść kryzys w stosunkach z UE na „płaszczyznę wojskową". Autorzy raportu podkreślają, że Rosja wykorzystuje obwód kaliningradzki „do zastraszania państw bałtyckich", a Krym jako „ostoję przeciwdziałania" na Morzu Czarnym. Podkreśla się, że rozmieszczenie systemów rakietowych Iskander w obwodzie kaliningradzkim stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa sąsiednich państw bałtyckich. Mówiąc o Krymie, analitycy podkreślają, że przyłączenie półwyspu do Rosji zmieniło równowagę wojskową w regionie na korzyść Moskwy, a państwa czarnomorskie teraz powinny obawiać się rosyjskiej floty, wojsk i systemów rakietowych. „Działania Kremla w obu regionach mają oznaki realizacji zbliżonych planów politycznych i taktycznych. Chodzi przeważnie o militaryzację obwodu kaliningradzkiego i Krymu jako centralny punkt strategii Rosji mającej na celu demonstrację swoich możliwości zbrojnych państwom NATO i UE" — czytamy w raporcie. Parlament Europejski podkreślił niskie prawdopodobieństwo wojny w tych regionach. Jednocześnie autorzy raportu mówią o możliwej „niepożądanej i niekontrolowanej" eskalacji konfliktu w regionach Bałtyku i Morza Czarnego. 

 

* Presja gospodarcza i militarna na Rosję nie zadziała, USA powinny wyzbyć się iluzji, aby poprawić stosunki – powiedział wiceminister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Riabkow. „Nadszedł czas, aby amerykańscy politycy i dyplomaci zrozumieli, że presja gospodarcza i militarna na Rosję nie zadziała. Powinni wreszcie pozbyć się złudzeń, abyśmy przestali marnować czas i razem zajęli się naprawą stosunków, które znalazły się w ostatnich latach w stanie głębokiego kryzysu z amerykańskiej winy" — napisał Riabkow w komentarzu, który został opublikowany na stronie rosyjskiego MSZ. Ponadto dyplomata uznał za absurdalną kolejną próbę straszenia Rosji sankcjami przez USA. „Jedyną konsekwencją oczekiwanego rozszerzenia w kontekście traktatu INF może być zerwania posiedzenia specjalnej komisji kontroli ds. układu. Same Stany Zjednoczone zaproponowały jej przeprowadzenie" — zaznaczył wiceminister. 

 

* Prezydent Czech Miloš Zeman oskarżył UE o tchórzostwo i wsparcie palestyńskich terrorystów. Polityk oświadczył to na konferencji „Swoboda i Bezpośrednia Demokracja" — podaje praski portal  Ceske noviny.  „Tchórzliwa Unia Europejska robi wszystko, co możliwe, by propalestyński ruch terrorystyczny wziął górę nad ruchem proizraelskim, do którego należę" — poskarżył się prezydent. Taką ocenę UE Zeman dał po niedawnym wystąpieniu Lajly Chalid z Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny (uznanego w UE za organizację terrorystyczną) w Parlamencie Europejskim, która porównała walkę z Autonomią Palestyńską do ludobójstwa Żydów w Oświęcimiu. „Nigdy nie słyszałem takiej bezczelności" — podsumował polityk.  Wcześniej czeski prezydent poparł inicjatywę amerykańskiego przywódcy Donalda Trumpa dotyczącą przeniesienia ambasady USA do Jerozolimy a także oznajmił, że ambasada Czech również powinna znajdować się w tym mieście. 

 

* Rosyjski sanator Aleksiej Puszkow wymienił największy „sukces” ukraińskiego prezydenta Petra Poroszenki – przekształcenie Ukrainy w najbiedniejszy kraj w Europie.  Największy sukces Poroszenki: przekształcenie Ukrainy w  najbiedniejsze państwo Europy. PKB zmniejszyło się dwukrotnie, średnie wynagrodzenie — 2,5 razy. Ludzie płacą za Majdan — napisał polityk na Twitterze. Ukraińscy eksperci ogłosili, że Ukraina jest najbiedniejszym krajem w Europie. Za kryterium posłużyła wysokość wynagrodzeń mieszkańców Europy po zapłaceniu podatków. Okazało się, że Ukraińcy zarabiają średnio 190 euro, czyli najmniej w całej Europie. Na drugim miejscu znalazła się Mołdawia (216 euro), a na trzecim Azerbejdżan (232 euro).    

 

*Dwóch obywateli Gruzji złoży zeznania o snajperach na Majdanie, oświadczył adwokat.Dwóch obywateli Gruzji jest gotowych zeznawać w Sądzie Rejonowym w Kijowie w sprawie wynajętych snajperów na Majdanie w 2014 roku, powiedział we wtorek adwokat byłego pracownika specjalnego oddziału „Berkut” Pawła Abroskina Aleksander Goroszyński. Rezultatem starć w Kijowie w 2014 roku były dziesiątki ofiar śmiertelnych. Po przewrocie nowe ukraińskie władze zrzuciły odpowiedzialność za ich śmierć w szczególności na siły specjalne MSW „Berkut”, które później zostały rozwiązane.  „Zwróciliśmy się do sądu, aby mógł przesłuchać te osoby za pośrednictwem wideokonferencji i wydać odpowiednią ocenę… Oni boją się o swoje życie, więc są gotowi do złożenia zeznań za pośrednictwem wideokonferencji z Armenii” — powiedział Goroszyński na antenie stacji telewizyjnej „112 Ukraina”. Według niego obrona podejrzanych miała już okazję przesłuchania tych świadków. Powiedzieli, że byli świadkami, jak z hotelu „Ukraina” i konserwatorium strzelano do protestujących i funkcjonariuszy organów ścigania. „Wskazują czas, miejsce, metodę, wymieniają imiona i nazwiska, kto to zrobił i z jakiej broni” — dodał Goroszyński. Wcześniej włoski „5 kanał” wyemitował film dokumentalny, w którym włoscy dziennikarze przeprowadzili wywiady z niejakimi Kobą Nergadze, Załogą Kwaracchelia i Aleksandrem Rewaziszwili. Według tych osób w 2014 roku były prezydent Gruzji Michaił Saakaszwili wysłał ich jako snajperów do Kijowa. Jeden z nich twierdził, że w momencie zaostrzenia konfrontacji ich oddział dostał rozkaz strzelania do pracowników „Berkutu” i protestujących, jednak gruziński oddział odebrał rozkaz jako prowokację i nie strzelał.Główny plac Kijowa — Majdan Niepodległości (Plac Niepodległości) — został zajęty przez zwolenników integracji europejskiej 21 listopada 2013 roku zaraz po oświadczeniu rządu Mykoły Azarowa o zawieszeniu podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE. Później Majdan stał się epicentrum konfrontacji zwierzchników resortu siłowego i radykalistów. Odpowiedzialność za śmierć ponad 100 osób nowe ukraińskie władze zrzuciły na swojego politycznego przeciwnika — byłego prezydenta Wiktora Janukowycza i jednostkę specjalną Ministerstwa Spraw Wewnętrznych „Berkut”. Janukowycz i pracownicy „Berkutu” zaprzeczają ich udziałowi w morderstwach.

 

*Federalna Służba Bezpieczeństwa w Rosji udaremniła działalność grupy uchodźców z Azji Środkowej, którzy planowali przeprowadzenie zamachów terrorystycznych na Nowy Rok i w okresie kampanii prezydenckiej - poinformował dyrektor FSB, przewodniczący Narodowego Komitetu Antyterrorystycznego Aleksander Bortnikow. „Wczoraj w regionie moskiewskim w rezultacie operacji specjalnej FSB Rosji udaremniono działalność grupy uchodźców z Azji Środkowej, którzy planowali przeprowadzenie  zamachów terrorystycznych, między innymi z udziałem terrorystów samobójców w czasie świąt noworocznych i podczas kampanii prezydenckiej w Federacji Rosyjskiej. Terrorystom odebrano ładunki wybuchowe własnej roboty, broń palną i amunicję, zlikwidowano również laboratorium, w którym przygotowywano środki terroru" —  powiedział Bortnikow na posiedzeniu Narodowego Komitetu Antyterrorystycznego.

 

*Łukaszenka oświadczył, że Białoruś powinna „wgryźć się” w europejski rynek.Prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka uważa, że kraj nie powinien przegapić sprzyjających warunków wynikających z polepszenia relacji z Unią Europejską i „wgryźć się” w europejski rynek. Dalsza normalizacja stosunków z Unią Europejską pozostaje wśród naszych najważniejszych priorytetów gospodarczych… Te realia otwierają nowe możliwości współpracy z UE. Nie można przegapić szansy. Należy dosłownie wgrywać się w europejski rynek, który jest najbardziej wypłacalnym partnerem handlowym i ważnym źródeł technologii i inwestycji – powiedział Łukaszenka we wtorek na posiedzeniu w sprawie priorytetów polityki zagranicznej Białorusi. Jeśli chodzi o stosunki z UE, Łukaszenka przypomniał, że „sankcje wobec (białoruskich) przedsiębiorstw zniesiono, wycofano limity na dostawy białoruskich tekstyliów, są postępy odnośnie stanowiska UE w sprawie współpracy Białorusi z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym i Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju po przystąpieniu do WTO”. Jak podkreślił, UE „przeżywa trudne czasy” i musi stawić czoła wielu poważnym wyzwaniom. Łukaszenka wyraził przekonanie, że Wspólnota poradzi sobie z nimi. Prezydent zapewnił, że Mińsk jest zainteresowany  silną UE zarówno pod względem politycznym, jak i gospodarczym, bo jest ona jednym z filarów wielobiegunowości na świecie. Białoruski prezydent powiedział też, że Mińsk zamierza nadal „systematycznie rozszerzać współpracę gospodarczą z USA”. – Jesteśmy zainteresowani stabilnym i nieskrępowanym dostępem białoruskich towarów i usług na obszerny i wypłacały rynek Stanów Zjednoczonych. Ponadto chcemy  przyciągnąć amerykańskie inwestycje, technologie i uczestniczyć w kooperacji przemysłowej z firmami z tego kraju – powiedział, podkreślając, że prace w tym kierunku na razie są „nie tyle słabe, co obrzydliwe”. W ostatnim czasie stosunki między Białorusią a Zachodem polepszyły się w związku z rolą, jaką odgrywa Mińsk w rozwiązaniu konfliktu na wschodzie Ukrainy. Unia Europejska zniosła w stosunku do tego kraju, który od około 20 lat znajdowała się pod polityczną i gospodarczą presją Zachodu, w zasadzie wszystkie sankcje, w tym wobec Łukaszenki. 

 

*Białoruś nie zamierza rezygnować z budowy elektrowni jądrowej pomimo protestów sąsiadów, oświadczył prezydent Białorusi Aleksandr  Łukaszenka, donoszą rosyjskie media.„To nie jest nasza technologia. Na świecie istnieją setki takich bloków.  Zbudujemy własne dwa dwa” — powiedział  Łukaszenka. Według niego sąsiedzi Białorusi nie powinni martwić się o bezpieczeństwo regionu, ponieważ sam kraj jest zainteresowany bezpieczną stacją, a generowana przez nią energia może zaopatrzyć również inne kraje regionu. „Zamiast «torpedować» budowę Białoruskiej Elektrowni Jądrowej, już sugerowałem, pomyślmy wspólnie, jak ją eksploatować” — powiedział prezydent Łukaszenka. Zaproponował Litwie wysłanie swoich specjalistów do pracy w Białoruskiej Elektrowni Jądrowej. Białoruska Elektrownia Jądrowa  będzie składać się z dwóch bloków energetycznych o mocy 1200 MW każdy. Uruchomienie pierwszego bloku energetycznego planowane jest na rok 2019, drugiego — na rok 2020. Generalnym wykonawcą budowy elektrowni jądrowej jest „Atomstrojexport” — struktura „Rosatomu”. Budowa obiektu wywołuje niezadowolenie ze strony sąsiednich krajów, przede wszystkim Litwy.

 

* Szansa dla Rosji: Polska zmęczyła się Europą” – tak Jekaterina Susłowa zatytułowała swój artykuł, który został opublikowany na portalu Gazeta.ru. Publicystka zauważa, że „UE coraz częściej obwinia polskie władze o odejście od europejskich wartości demokratycznych”, co stanowić ma nowy kontekst dla relacji polsko-rosyjskich. Susłowa jest zdania, że działania obecnego rządu są dowodem na to, że „Polacy rozczarowali się „czysto europejską” drogą i to może mieć pozytywny wpływ na stosunki Polski z Rosją”.„Z samą Europą Polska już dość dawno znajduje się w napiętych relacjach”, pisze rosyjska publicystka. „UE jest szczególnie oburzona działaniami polskich władz na rzecz przejęcia kontroli nad sądami i mediami w kraju. Głównym wyzwaniem była reforma sądownictwa, którą rząd Polski próbował przeprowadzić latem – w Unii Europejskiej uznają ją za <<systematyczne zagrożenie>> dla rządów prawa w tym kraju.” Gazeta.ru twierdzi również, że „polskie władze utwardzają politykę w odniesieniu do organizacji pozarządowych”. Odwołując się do powołania Narodowego Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego portal przytacza argumenty jego przeciwników o woli kontrolowania przez rząd trzeciego sektora, jak i samego rządu, który dowodzi, że tylko w ten sposób może zagwarantować wsparcie dla słabszych organizacji, które do tej pory nie miały szans na zdobycie dofinansowania. W artykule wspomniano również o tym, że na forum unijnych instytucji w Brukseli wystąpiono przeciwko polskiemu rządowi. „Bruksela zagroziła nawet wprowadzeniem sankcji wewnętrznej przeciw Warszawie”, opisuje rosyjski portal. W tym kontekście wymieniono możliwość skorzystania przez UE z artykułu 7 Traktatu Lizbońskiego, który zezwala na pozbawienie państwa członkowskiego prawa głosu we wspólnotowych instytucjach. Gazeta.ru pisze też o działaniach „opozycji” – „w październiku 2016 r. w Polsce odbyły się masowe akcje protestu w odpowiedzi na projekt zakładający pełny zakaz aborcji”. „Demokratycznymi ideami Zjednoczonej Europy Polacy rozczarowali się, jeśli nie w pełni, to [co najmniej] poddali je w wątpliwość. Będzie określony zwrot i można mieć nadzieję, że Rosja wykorzysta to do uregulowania stosunków z Warszawą”, Gazeta.ru powołuje się dyrektora Instytutu Ocen Strategicznych Siergieja Oznobiszczewa – „do czegoś podobnego doszło już z Węgrami i Czechami, widocznie teraz kolej na Polskę”. Jak stwierdził Oznobiszczew, Polska i Rosją są sąsiadami i nic tego nie zmieni, a „przywrócenie tych więzi ma sens”.

 

*Sputnik Mundo porozmawiał z deputowanym do Dumy Państwowej Siergiejem Gawriłowem, uczestnikiem konferencji parlamentarnej Światowej Organizacji Handlu (WTO), która miała miejsce w dniach 9-10 grudnia w przededniu 11. ministerialnej konferencji WTO w Buenos Aires.Gawriłow z żalem stwierdził, że WTO „nie jest w stanie zagwarantować praw swoim członkom w warunkach wzrostu sankcji ze strony USA, Kanady, Australii i UE" przeciwko Rosji. Według słów deputowanego sankcje ograniczają Rosję w rozwijaniu gałęzi wysokiej technologii, eksporcie surowców, dostępie do rynków kapitału i pożyczek zagranicznych, co poważnie ogranicza udaną integrację rosyjskiej gospodarki z globalnymi procesami. Deputowany podkreślił przy tym, że „rosyjska gospodarka z powodzeniem przeciwstawia się tym sankcjom", i wyraził nadzieję, że „UE znajdzie w sobie siły, żeby iść w kierunku ich osłabienia i zniesienia". „Jest rzeczną oczywistą, że te sankcje nie mają racji bytu, bowiem Rosja nie jest uczestnikiem konfliktu zbrojnego na wschodzie Ukrainy i w sposób legalny doprowadziła do zjednoczenia z Krymem, który dziś jest otwarty na zagraniczne inwestycje" — podkreślił Gawriłow. „We współczesnym świecie dominacja jednego państwa jest rzeczą niemożliwą w sensie politycznym i gospodarczym. Próby dominacji są próbami przywrócenia kolonializmu. Próby wprowadzenia sankcji to cofnięcie naszej cywilizacji i gospodarki o 50 czy 60 lat" — dodał Gawriłow. Jako przykład deputowany przywołał sytuację w Syrii i Libii. Według słów Gawriłowa państwa te stały się „ofiarami zagranicznej agresji" i bezpośredniego bądź pośredniego wsparcia USA dla uzbrojonej opozycji i terrorystów, którzy zrujnowali gospodarkę obydwu państw i wywołali strumień milionów migrantów do Europy. Wobec czego, mówi rosyjski deputowany, „równość w handlu międzynarodowym i wsparcie dla państw rozwijających się są niemożliwe bez wzmacniania prawa międzynarodowego". Rosyjski deputowany zauważył także, że odwołanie do zasad równości w stosunkach międzynarodowych i liczenie się z tym, że każde państwo jest inne, przyciąga do Rosji ogromną ilość liderów państw trzeciego świata. Co się tyczy WTO, deputowany zauważył, że członkostwo w organizacji przynosi najwięcej korzyści krajom rozwiniętym Europy i Ameryki, a najmniej — krajom rozwijającym się, dlatego że „zniesienie wszystkich barier dusi rozwój rosnącego przemysłu".  „Wiadomo, że w warunkach globalizacji lokalne rynki są przygniatane przez międzynarodowe korporacje", co może doprowadzić do destrukcji gospodarki niektórych państw po wstąpieniu do WTO albo UE, jak to miało miejsce w przypadku Mołdawii, państw bałtyckich, Grecji. Deputowany zwrócił uwagę na konieczność podjęcia działań mających na celu ochronę interesów narodowych: wprowadzenia okresu przejściowego, porozumienia się w kwestii utrzymania opłat celnych wobec bardziej uzależnionych od konkurentów sektorów gospodarki. „Rosja zajęła właściwe stanowisko, bowiem jeśli zniosłaby wszystkie ograniczenia w WTO, jej gospodarka zostałaby zmiażdżona w warunkach sankcji". Co się tyczy możliwości integracji UE z Mercosur, Gawriłow zauważył konieczność wzięcia pod uwagę negatywnych skutków tej decyzji dla państw Ameryki Łacińskiej, w tym dotkliwego ciosu dla przemysłu i rolnictwa. Gawriłow przywołał przykład Ukrainy, gdzie dokonana przez kierownictwo próba przeprowadzenia naukowej analizy skutków stowarzyszenia z UE doprowadziła do tego, że państwa Unii Europejskiej poparły przewrót w państwie. W konsekwencji nowy rząd zniósł wszystkie bariery, i obecnie gospodarka Ukrainy znajduje się w głębokiej depresji. To doprowadziło do „masowego bezrobocia, migracji zarobkowej, paraliżu gałęzi wysokich technologii i przemysłu". „Unia Europejska de facto w niczym nie pomogła" — dodał Gawriłow.„Dlatego kierownictwo każdego kraju musi nabrać dość odwagi, żeby stanąć w interesie narodu i gospodarki (…) Nie jestem zwolennikiem ostrego protekcjonizmu. Trzeba rozszerzać handel i znosić bariery celne, ale nie może to prowadzić do rujnacji gospodarek narodowych, wzrostu bezrobocia, ubóstwa i zaostrzenia konfliktów społecznych, terroryzmu i ekstremizmu. Przyszłość cywilizacji i handlu światowego leży w równoprawnej współpracy i wymaga uwzględnienia specyfiki rozwoju gospodarek każdego kraju, a nie w niszczeniu ich gospodarek w interesie globalnych transnarodowych korporacji" — zakończył Gawriłow.

 

*  „Długi stanowią kluczowy aspekt w globalnym modelu gospodarczym" - uważa cieszący się autorytetem niemiecki ekonomista Ernst Wolff. W wywiadzie dla Sputnika zasugerował on, że należy uciekać od tego modelu, dysponując ewentualnie oszczędnościami w srebrze i złocie.Obecnie pieniędzy i długów jest więcej niż realnych ofert towarów i usług. Praktycznie wszystkie kraje świata są zadłużone, i to bardzo.  Jak ukształtował się ten system i jak on działa?Wynika to z tego, że w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat całokształt systemu wymknął się spod wszelkiej kontroli. Przyczyną tego stała się deregulacja sektora finansowego, a zaczęło się to w 1971 roku, gdy zniesiono uzależnienie dolara od standardu złota. Doprowadziło to to nadzwyczajnego wręcz wyolbrzymienia sektora finansowego. W tej chwili wielokrotnie przewyższa on wielkości realnej gospodarki. Stracił wszelkie powiązania z nią i praktycznie jest niczym innym jak tylko kasynem gry. Można postawić stawkę i w krótkim czasie wygrać bardzo dużo pieniędzy. W ten sposób spekulacja nabiera tempa, coraz bardziej rozdmuchując bańki mydlane na rynku finansowym — te bańki mydlane to nieruchomości, akcje i obligacje.Jeśli prywatny kredytobiorca ma złą historię kredytową, to nie otrzyma następnego kredytu. Dlaczego w przypadku wielkich graczy sytuacja wygląda całkiem inaczej?Otóż podstawowy problem polega na tym, że ten system w swym całokształcie jest praktycznie martwy. W 2008 roku w zasadzie runął i jest sztucznie podtrzymywany w drodze regularnych zastrzyków finansowych. Jeśli te zastrzyki ustaną, to niezwłocznie zacznie on padać. Obecnie banki centralne na całym świecie drukują pieniądze. W ciągu ostatnich siedmiu czy ośmiu lat do 0% w skali rocznej, a niekiedy też poniżej zera, obniżono podstawowe stopy procentowe. Głównym zadaniem banków jest finansowanie gospodarki, udzielanie kredytów. Jednakże nikt nie zarobi teraz na udzielaniu kredytów. Dlatego banki oraz — co jest w dużej mierze niebezpieczne — fundusze emerytalne — muszą uczestniczyć w spekulacjach. Jest to bardzo niebezpieczne w tej chwili. Cały system finansowy wymknął się spod kontroli, a możliwości banków centralnych są bliskie wyczerpania. Banki mają więc dwie drogi — emitowanie pieniędzy lub obniżanie podstawowej stopy procentowej. Jednakże w tej chwili nie ma jak już jej obniżać, a pieniędzy wydrukowano już pod dostatkiem. Te środki wycofały się na rynki nieruchomości, akcji i obligacji, gdzie spowodowały powstanie baniek mydlanych.Co Pan mógłby doradzić zwykłym obywatelom? Co mają robić ze swymi oszczędnościami?Niewiele można tu poradzić. Trzeba mówić ludziom o tym, że zbliża się olbrzymi krach finansowy. Jeśli przypomnimy sobie, co się stało w Grecji czy na Cyprze, to zobaczymy, że w czasie kryzysu banki zamykano, klienci nie mieli możliwości podejmowania swych pieniędzy. Dlatego każdy powinien trzymać w domu pewne ilości gotówki. Ponadto, warto trzymać oszczędności w złocie czy srebrze. Nie należy pokładać nadziei w tym, że pieniądze stabilnie zachowają swoją wartość. Ponadto, nikomu nie radziłbym w tej chwili zaciągania kredytów. Jeśli euro runie, jeśli runą wszystkie waluty świata, to banki będą nalegać na spłacanie kredytów w dotychczasowej walucie. Jeśli dojdzie do dewaluacji euro, powiedzmy, o 30%, to wszyscy, którzy zaciągnęli kredyty przed dewaluacją, będą musieli spłacać o 30% — uważa Ernst Wolff. 

 

*Poznano szczegóły dotyczące nowego projektu stworzenia w USA bezzałogowego statku powietrznego wyposażonego w laser do zestrzeliwania międzykontynentalnych pocisków balistycznych przeciwnika, donosi portal Defense News.Według informacji amerykańskiej Agencji Obrony Przeciwrakietowej na pierwszym etapie zostaną stworzone demonstratory technologii dronów z laserami o wielokilowatowej mocy. Zostaną wykorzystane do testowania systemu celowniczego i stabilizacji wiązki laserowej na cele. W ramach fazy początkowej etapu zawarto umowy z trzema firmami o wartości dziewięciu milionów dolarów każda, które opracują demonstratory. Testy prototypowych systemów zostały przeprowadzone na dronach MQ-9 Reaper i Phantom Eye opracowanych odpowiednio przez firmy General Atomics i Boeing. Jak powiedział kurator projektu generał Samuel Greaves, testy systemu naprowadzania z wykorzystaniem naziemnych stacji rozpoczną się już w przyszłym roku. W latach 2019-2023 będą prowadzone jego testy w locie na załogowych statkach powietrznych z laserem bojowym niewielkiej mocy.

 

* Amerykańska armia nie nadąża za modernizacją sił zbrojnych swoich głównych przeciwników, nie jest w stanie w wystarczającej mierze stawić czoła wyzwaniom w Europie i w Azji Wschodniej; może też przegrać potencjalną wojnę z Chinami i Rosją – wynika z raportu amerykańskiego ośrodka badawczego Rand. Według raportu obecnie Rosja i Chiny stanowią dwa główne wyzwania dla istotnych amerykańskich interesów narodowych. Według autorów możliwości tych dwóch krajów, które zostały nazwane „silnymi rywalami”, znacznie wzrosły i w pewnych okolicznościach USA mogą przegrać z nimi wojnę. Z badania wynika, że Pentagon nadal stosuje strategię „dwóch wojen regionalnych” podczas planowania, choć w obecnej sytuacji USA powinny przygotować się „do jednego wielkiego konfliktu zbrojnego”. Te rozbieżności częściowo spowodowane są tym, że obecnie amerykańskie siły są zbyt duże, aby uczestniczyć w jednej wielkiej wojnie. Nie są też w stanie nadążyć za modernizacją swoich rywali – wielkich mocarstw. Stany Zjednoczone nie posiadają wystarczających środków, aby poradzić sobie z głównymi wyzwaniami w Europie i w Azji Wschodniej, są niewystarczająco przygotowane, żeby wyciągnąć maksymalne korzyści operacyjne z istniejących jednostek – piszą autorzy badania. Według pewnego raportu sił zbrojnych, USA mogą, w pewnych okolicznościach, przegrać przyszłą wojnę pomimo tego, że balans sił między USA a Chinami wynosi 2,7 do 1, a USA i Rosji – 6 do 1 – czytamy w raporcie.

 

* Przetestowana na kazachstańskim poligonie Sary Shagan zmodyfikowana antyrakieta rozszerza możliwości rosyjskiego systemu obrony przeciwrakietowej. Nowe mobilne systemy antyrakietowe można rozmieścić w dowolnym miejscu w Rosji - uważają eksperci wojskowi. Dyrektor magazynu „Arsenał Ojczyzny” Aleksiej Leonkow oświadczył, że przetestowana rakieta będzie częścią kompleksu A-235. „Jest to mobilny system obrony przeciwrakietowej, który pozwala na rozmieszczenie tego rodzaju pocisków po całym obwodzie i w dowolnym punkcie Rosji, obejmując nie tylko Centralny Region Ekonomiczny, jak to obecnie robi system obrony przeciwrakietowej A-135, oraz na pokrycie wszystkich obiektów, całego terytorium — takie są zadania stojące przed tymi systemami” — cytuje agencja informacyjna eksperta wojskowego. Zaznaczmy, że teraz wokół Moskwy rozmieszczono system obrony przeciwrakietowej A-135 „Amur”, który został opracowany w latach 70. ubiegłego wieku. Składa się z radaru „Don-2N” w Sofrino, punktu dowodzenia w Puszkino i kilku systemów wyposażonych w antyrakiety bliskiego przechwytywania 53T6 (według klasyfikacji NATO Gazelle). Według szefa kierownika departamentu algorytmów bojowych i programów obrony przeciwrakietowej pułkownika Ildara Tagijewa środki przechwytywania międzykontynentalnych pocisków bojowych, które są na zbrojeniu, nie mają analogów na świecie. „Wystarczy powiedzieć, że prędkość jej lotu (antyrakiety) wynosi co najmniej trzy kilometry na sekundę, co przekracza kilkakrotnie prędkość pocisku” — powiedział. W 2014 roku na poligonie w Kazachstanie rozpoczęły się próby antyrakiet dla nowego systemu A-235. Jego dane techniczne są tajemnicą państwową.

 

* Na tle stałych oświadczeń NATO o „rosyjskim zagrożeniu” amerykański przemysł wojenny przeżywa znaczący wzrost. Strach Europejczyków przed Rosją pozwala USA sprzedawać coraz więcej broni. Sprzedaż amerykańskiego uzbrojenia w ciągu ubiegłego roku wzrosła o 36% według danych agencji Reutera.  Nasilająca się retoryka propagandowa sojuszu odnośnie nadciągającego „zagrożenia rosyjskiego” stała się motorem sprzedaży dla amerykańskich handlarzy bronią. W ciągu roku zarobili oni ponad 46,5 miliarda dolarów. Wśród najpopularniejszych pozycji znalazły się drony, wyposażenie wojskowe i samoloty bojowe. 

 

*  Moskwa buduje okręty podwodne, które są dla amerykańskiej marynarki wojennej coraz trudniejsze do wykrycia i wyśledzenia – powiedział w rozmowie z CNN admirał Mark Ferguson, dowódca Sił Morskich USA w Europie i Afryce. „Okręty podwodne, które obserwujemy, są znacznie mniej zauważalne. Widzimy, że (Rosjanie) posiadają bardziej zaawansowane systemy uzbrojenia, zestawy rakietowe, które mogą atakować cele naziemne z dużej odległości. Musimy również pamiętać, że poziom ich wyszkolenia wzrasta wraz z rozlokowaniem w obszarach coraz bardziej oddalonych od ich wód terytorialnych” — oświadczył Ferguson. Admirał dodał, że Moskwa uważa za zagrożenie rozszerzenie sojuszu na wschód oraz nie chce pozwolić Stanom Zjednoczonym i NATO na obecność w tzw. bliskiej zagranicy. Według jego słów z powodu zaniepokojenia, które wywołały działania rosyjskich okrętów podwodnych w Stanach Zjednoczonych i wśród amerykańskich sojuszników z NATO, wdrażany jest nowy program ćwiczeń w zakresie operacji przeciwokrętowych i nowe rodzaje uzbrojenia, w tym patrolowe samoloty P-8 Poseidon przeznaczone do wykrywania i walki z okrętami podwodnymi. Obecnie NATO dysponuje 53 okrętami podwodnymi, ale ze względu na to, że część z nich zostanie wycofana, a także na ostatnie plany budżetowe, do 2020 roku ich liczba zmniejszy się do 41 jednostek. Z kolei emerytowany admirał, były Naczelny Dowódca Wojsk Sojuszniczych NATO w Europie James G. Stavridis powiedział, że Stany Zjednoczone obecnie nie mogą w 100% kontrolować działań rosyjskich okrętów podwodnych. Nasze okręty podwodne są nieco lepsze. Rosyjskie okręty podwodne stanowią realne zagrożenie dla grup lotniskowców amerykańskiej marynarki wojennej – powiedział Stavridis.

 

* Niezwykły eksperyment społeczny pokazał, że ludzie są bardzie skłonni do ekstremalnych poglądów politycznych i religijnych w tych przypadkach, kiedy zajmują się nudną pracą albo prowadzą nudne życie, głosi artykuł opublikowany w "European Journal of Social Psychology".  „Nasze badania pokazały, że poglądy polityczne częściowo bazują na nudzie, oraz że ludzie ratują się przed nią z pomocą ideologii, która, jak im się wydaje, nadaje życiu sens i pozwala pozbyć się negatywnych przeżyć egzystencjalnych.   Wniosek jest prosty – radykalne ugrupowania i osoby co najmniej częściowo działają z nudy i rutyny, i w ten sposób próbują nadać życiu jakiś sens” — powiedział Eric Igou z uniwersytetu w Limerick (Irlandia).  Igou i jego kolega Wijnand van Tilburg z Royal College w Londynie doszli do takiego wniosku, obserwując, jak zmieniały się poglądy polityczne prawie setki studentów podczas eksperymentu społecznego. Naukowcy z początku przepytali badanych odnośnie ich poglądów politycznych i społecznych, po czym poprosili połowę z nich o wypełnianie bardzo nudnego zajęcia – przepisywanie instrukcji mieszania betonu po 10 razy, a innym dali mniej nudne zajęcie (zrobić to samo, ale tylko dwa razy). Po tym Igou i Tilburg jeszcze raz przeprowadzili „badanie polityczne”, tym razem prosząc ochotników o ocenę ekstremalności swoich poglądów według siedmiopunktowej skali. Okazało się, że ekstremizm polityczny był bezpośrednio związany z tym, na ile nudna była „praca” uczestników eksperymentów.  Przejawiało się to tym, że liberałowie stawali się bardziej liberalni i ostrzy w swoich globalistycznych poglądach, a konserwatyści – bardziej konserwatywni i nacjonalistyczni. Socjolodzy przeprowadzili analogiczne badania wśród prawie dziewięciuset innych mieszkańców Irlandii i otrzymali analogiczne wyniki. Te same obserwacje potwierdziły, że nuda jest związana z poszukiwaniem sensu życia, a poprzez niego – z politycznym ekstremizmem.  Podobne rezultaty, jak odnotowują naukowcy, świadczą o tym, że poziom radykalizacji młodzieży i innych warstw ludności w Europie można zmniejszyć, jeśli uczyni się ich życie mniej nudnym lub bardziej sensownym. 

 

* Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji postanowiła dać mocne ostrzeżenie mediom, które nierzetelnie relacjonują wydarzenia polityczne. Nadawca „telewizji” TVN24 jest zobowiązany zapłacić kwotę 1,48 mln złotych kary za swoje jednostronne zaangażowanie po stronie totalnej opozycji. Spółka TVN24 zapowiedziała odwołanie się od „bezpodstawnej” decyzji Rady.„Według regulatora stacja relacjonując wydarzenia w Sejmie i pod Sejmem w dniach 16-18 grudnia ub.r. naruszyła ustawę o radiofonii i telewizji poprzez propagowanie działań sprzecznych z prawem i sprzyjanie zachowaniom zagrażającym bezpieczeństwu.”, czytamy na stronie press.pl Portal informuje również, że KRRiT przeprowadziła monitoring przekazu TVN, Polsat, TVP, TVN24, Polsat News i TVP Info, obejmujący 16-18 grudnia ub.r. Do sytuacji odniosła się również spółka TVN SA, która „zdecydowanie nie zgadza się z wydaną przez przewodniczącego KRRiT” oraz zapowiada odwołanie się do Sądu Okręgowego w Warszawie. Rada informowała wcześniej, że po przeprowadzeniu postępowania, które dotyczyło sposobu relacjonowania w programie TVN24 wydarzeń w Sejmie i przed Sejmem w dniach 16-18 grudnia 2016 r. stwierdziła, że spółka TVN SA, nadawca programu TVN24 naruszyła przepisy ustawy o radiofonii i telewizji poprzez „propagowanie działań sprzecznych z prawem i sprzyjanie zachowaniom zagrażającym bezpieczeństwu”.

 

*Stany Zjednoczone wyraziły zaniepokojenie decyzją polskich władz o ukaraniu prywatnej stacji telewizyjnej  za  relacje z demonstracji przy budynku parlamentu w grudniu 2016 roku i dopatrują się w tej decyzji naruszenia wolności mediów, powiedziała rzeczniczka Departamentu Stanu USA Heather Nauert. „Ta decyzja wygląda na podważenie wolności mediów w Polsce, naszego bliskiego sojusznika i zwolennika demokracji” — czytamy w oświadczeniu resortu. Nauert wyraziła pewność co do „zdolności polskiej demokracji do zapewnienia właściwej pracy i szacunku dla demokratycznych instytucji”. We wtorek polskie media poinformowały, że Państwowa Rada Radiofonii i Telewizji postanowiła nałożyć na TVN karę w wysokości około 352 tysięcy euro za „relacjonowanie wydarzeń wokół polskiego parlamentu (Sejmu) w dniach 16-18 grudnia 2016”.

 

* Lingwiści z całego świata, a zwłaszcza slawiści, z rozbawieniem przyjęli kolejną polityczną wersję dawnego języka  serbochorwackiego.Język czarnogórski oficjalnie został oddzielony od serbskiego, chociaż różni się od niego tak jak np. „język poznański” od „języka zielonogórskiego”. Jak podaje gazeta „Europejska Prawda", 9-letnie rozmowy Biblioteki Narodowej Czarnogóry i Międzynarodowej Organizacji Normalizacyjnej zakończyły się uznaniem czarnogórskiego za samodzielny język i nadaniem mu kodu «CRN». Główna różnica polega na dodaniu do alfabetu dwóch liter, dzięki czemu  czarnogórski ma  ich 32, a serbski — 30. Według danych ewidencji ludności z 2003 roku 63,49% mieszkańców zadeklarowało, że ich językiem ojczystym jest serbski, a 21,96% — czarnogórski. Osiem lat później te wskaźniki wyniosły 44% i 37% odpowiednio. Kwestia językowa wywołała burzliwą reakcję w społeczeństwie po tym, jak Czarnogóra stała się niezależnym państwem i przyjęła Konstytucję, w której za język urzędowy uznano czarnogórski. Oburzyło to serbską wspólnotę. Wówczas rząd i opozycja doszły do konsensusu, tworząc nową dyscyplinę akademicką „język czarnogórski — serbski, bośniacki, chorwacki i literatura". 

 

 

KOMENTARZE

  • Dobrze Panie Boguslawie , ze nic zlego dzis sie nie stalo, ze wiadomosci byly nudne.
    Oby tak dalej. Zycze tego calemu swiatu na Swieta i Nowy Rok.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31