Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4048 postów 1888 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Jak Cyryl z Justynem

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

WIERZENIA I OBRZĘDY (28): W Moskwie doszło do historycznego spotkania głów Koscioła Anglikańskiego i Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Głównym tematem był los chrześcijan Wschodu wobec ofensywy terroryzmu.

 

Relacje między władzami świeckimi Wielkiej Brytanii i Rosji rzadko w historii były tak napięte jak obecnie, jeśli sądzić z retoryki, jakiej użyła w zeszłym miesiącu premier Theresa May. Potępiając w ostrych słowach Kreml za „weaponizing information” (czynienie oręża z informacji) i stosowanie brudnych sztuczek, aby podważyć brytyjską demokrację, brytyjska premier powiedziała 13 listopada: „Mam bardzo prosty przekaz dla Rosji. Dobrze wiemy, co robicie, ale sukcesu nie odniesiecie”. 24 listopada, na spotkaniu z przywódcami europejskimi, pani May ponowiła wezwanie do stawiania oporu wpływowi Rosji na jej dawnych wasali w środkowej Europie. Rosję nazwała wtedy „wrogim państwem”.

Tymczasem jednak w zeszłym tygodniu, czołowi przedstawiciele zupełnie innych sfer z obu tych krajów odbyli w Moskwie całkiem serdeczne spotkanie, na którym zgodzili się w kwestii globalnej, która ich sercom jest szczególnie bliska. Jednym z tych przedstawicieli był arcybiskup Justin Welby, przełożony Kościoła anglikańskiego. Drugim był patriarcha Cyryl z Moskwy, głowa rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. A sprawą, w której się zgodzili, był los chrześcijan Bliskiego Wschodu, zarówno uchodźców przebywających obecnie w miejscach rozproszenia, jak i tych, którzy wciąż żyją w strefie bezpośredniego zagrożenia czyli tam, gdzie trwają walki.

Był to również główny temat wspólnego oświadczenia obu duchownych, w którym czytamy: "Nasze serca odczuwają ból widząc masowy exodus ludności chrześcijańskiej z miejsc, w których dobra nowina [Chrystusa] zaczęła się rozprzestrzeniać na cały świat chrześcijański".

Jak donosi anglikański dziennik „Church Times”, serdeczność spotkania została wymieszana z wymianą pewnych słabo wyakcentowanych aluzji i urazów. Patriarcha Cyryl porównał niegdysiejszą sowiecką niewolę swego własnego kościoła (co wymagało wtedy powstrzymywania się od jakiejkolwiek krytyki ateistycznego reżimu) z obecną sytuacją kościoła w Anglii, który dla pobożnych rosyjskich oczu teraz też wydaje się bezsilny lub za słaby, by oprzeć się fali bezbożnego sekularyzmu i  brudnych eksperymentów moralnych. W oczywistym nawiązaniu do małżeństw homoseksualnych, którym Kościół Anglikański przeciwstawił się formalnie, ale po cichu zaakceptował je jako tzw. prawo ziemi, Arcybiskup Welby odpowiedział, że czasami może być trudno przyjąć krytyczne stanowisko, które zaprzeczałoby wynikowi procesów demokratycznych.

Rosyjski patriarcha również ostro potępił niedawne bezprawne zagarnięcie i wyjęcie niektórych cerkwi na Ukrainie spod jurysdykcji swojej Cerkwi, która jednak pozostaje najszerzej zorganizowaną instytucją religijną na ziemi ukraińskiej. Arcybiskup Welby, którego kraj obłożył Rosję sankcjami za jej zachowanie na Ukrainie, obiecał że zbada tę sprawę dokładniej.

Duchowni dyplomaci, którzy przygotowywali wspólny komunikat dla swoich szefów, musieli być chyba trochę przewrotnie wdzięczni nieszczęsnym chrześcijanom z Bliskiego Wschodu, że jeśli o nich chodzi - to przynajmniej w tym jednym przypadku, jak się wydaje, miedzy obu kościołami panuje całkowita jednomyślność.

Historycznie rzecz biorąc, deklarowane zainteresowanie losem chrześcijan z Bliskiego Wschodu nie zawsze stawiało jednak Wielką Brytanię i Rosję po tej samej stronie. W XIX wieku Rosja rywalizowała z zachodnioeuropejskimi mocarstwami o rolę obrońcy chrześcijańskich poddanych w imperium osmańskim. Rywalizacja dotyczyła także strategii i taktyki. Rosja wykorzystała tę kwestię, by rzucić Turcji wyzwanie militarne, podczas gdy Wielka Brytania i Francja próbowały uczynić swoich muzułmańskich przyjaciół znad Bosforu bardziej przyjaźnie nastawionymi do chrześcijaństwa.

Duch tej rywalizacji o patronat nad chrześcijaństwem Wschodu nie został w pełni wyegzekwowany. Turcja zeszła w tym kontekście na drugi plan, ale chrześcijanie Lewantu znajdują się obecnie pod presją, czy wziąć jedną czy drugą stronę w zbliżającej się strategicznej konfrontacji między sunnicką Arabią Saudyjską związaną z Zachodem a szyickim Iranem zorientowanym na Rosję. W atmosferze sporu Arabii i Iranu o Liban, maronicki patriarcha Libanu Bechara Boutros ar-Rai, złożył w tym miesiącu zaskakującą wizytę w Arabii Saudyjskiej. W pustynnym królestwie, gdzie zakazana jest otwarta praktyka chrześcijaństwa i pokazywanie jego symboli, państwowe media saudyjskie przedstawiały maronickiego biskupa we wszystkich jego chrześcijańskich regaliach, jak rozmawiał ze swymi królewskimi gospodarzami w Rijadzie.

H.A. Hellyer z think-tanku Rady Atlantyckiej uważa, że ta wizyta powinna być odczytana jako gest sunnickiego królestwa wykonany w stronę libańskich chrześcijan, sugerujący, że lepiej im będzie trzymać się po stronie sunnitów wobec coraz bardziej pogłębiającego się strategicznego podziału. To by konsekwentnie miało oznaczać wrogość wobec Hezbollahu, przyjaźń z Izraelem i ryzyko przeniesienia wojny domowej z Syrii do Libanu. Natomiast w sąsiedniej Syrii, gdzie wojna dogasa w miarę jak siły Assada wspierane porzez Rosję i Iran biorą  górę nad sunnitami, chrześcijańscy duchowni prawie wszystkich wyznań pozostają lub stają po stronie prezydenta Baszara al-Assada, a zatem  i odpowiednio po stronie koalicji rosyjsko-irańsko-szyickiej, która utrzymała go u władzy. Nalegają oni, by rządy zachodnie łagodziły swoją wrogość wobec prezydenta Assada.

Rosyjska dyplomacja w regionie nie ogranicza się do popierania jednej strony. Jak się wydaje, ma ona również ambicje całościowego rozgrywania nowej strategicznej konfiguracji sił pomiędzy sunnitami i szyitami, która zagwarantuje jej dalszą kontrolę nad biegiem wydarzeń w regionie. Udział i patronat Rosji nad lokalnymi kościołami i społecznościami wschodnich wyznań chrześcijańskich był historycznie dźwignią rosyjskich wpływów, co wyraźnie wynika z przekazów historycznych i dokumentów carskiej polityki zagranicznej, które wciąż są wykorzystywane przez aspirujących rosyjskich dyplomatów.

Poprzedni arcybiskupi Canterbury byli także głęboko zaangażowani w dyplomację bliskowschodnią, podobnie jak wysłannicy Watykanu, zwłaszcza w XIX wieku, kiedy rozpadała się potęga osmańskiej Turcji, a zewnętrzne mocarstwa walczyły o to aby ją zastąpić. Na pierwszy rzut oka wszystkie te chrześcijańskie władze z Europy chciały bezinteresownie pomóc cierpiącym współwyznawcom na Wschodzie. Ale pomimo tego wspólnego impulsu, zainteresowani gracze zewnętrzni nie zawsze śpiewali według tej samej partytury, nierzadko ze szkodą dla samych chrześcijan Wschodu. Być może trochę tej wspólnej melodii było nareszcie w zeszłym tygodniu w Moskwie. (BJ)

 

 

W religioznawczym cyklu CHRZEŚCIJAŃSTWO na moim blogu ukazały się dotychczas następujące pozycje:

 

01.Habemus baba (12.11.2012)

02.Sekty końca świata (2.09.2015)

03.Sobór swarliwych patriarchów (27.07.2016)

04.500 lat Lutra (2.04.2017)

05.Koptowie na celowniku (10.05.2017)

06.Monastyr i Ukojenie (24.05.2017)

07.Turcy nadal gnębią (23.08.2017)

08.O wyższości świąt katolickich (29.10.2017)

09.Rosyjski Krym prawosławny(1.11.2017)

10.Ostatnie podrygi Shakersów (15.11.2017)

11.Jak Cyryl z Justynem (6.12.2017)

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031