Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4048 postów 1888 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Esperanto a myśl wolna

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

PASJE LINGWISTÓW (71): Oto rozdział z „Ilustrowanej Encyklopedii Wolnomyślicielskiej", H. Halpern i A. Żbikowski, wyd.„Wolnomyśliciel", Lublin 1929. Tekst oryginalny:

 

Jeśli pod pojęciem Myśli Wolnej rozumieć będziemy nie tylko wyzwalanie się z przesądów religijnych, lecz i wszelkich innych — a tak właśnie pojmuje ją każdy szerzej myślący wolnomyśliciel — to ideę Esperantyzmu i walkę o realizację Esperanta w życiu społeczeństw uznać musimy jako jeden z przejawów Wolnej Myśli XIX. wieku.

Pośród wielu przesądów w kulturze społecznej nie ostatnie miejsce zajmowały bowiem i zajmują dotychczas pewne przesądy językowe. Pierwszy z nich — popularno-masowy, uważa, iż język, to rzecz jakaś raz na zawsze dana, stała, niezmienna, bodaj absolutna. Bardzo popularny ten pogląd obalają co prawda elementarne wiadomości z historji języków, ale wiadomości te, spokojnie w książkach lingwistów leżące, nie stały się czynnikiem rewolucjonizującym, wyzwalającym umysły szerszego ogółu spod codziennej opinji o niezmienności i nietykalności języków. Podobnie jak spokojne naukowe wywody Kanta, Laplace’a i Darwina dopiero w ręku zorganizowanych wolnomyślicieli i monistów XIX wieku stały się narzędziem wyzwolenia mas z tysiącletnich przesądów religijnych, tak samo dopiero w ręku esperantystów zdobycze nowoczesnej porównawczej lingwistyki stały się narzędziem walki wyzwoleńczej spod również wiekowych przesądów językowych i punktem wyjścia, dla daleko sięgających reform na tem polu.

Weźmy dla przykładu tylko dzieje powstania języków słowiańskich z pierwotnego ich pnia prasłowiańskiego: Jak tu jeden pierwotny język rozszczepiał się na narzecza, wzbogacające się każde z osobna nowemi, od sąsiadów pobranemi lub z życia własnego nowowytworzonemi słowami, jak zmieniały się formy gramatyczne, jak też same języki, zetknąwszy się z kulturą zachodnio-europejską, aż pęcznieją od słów tak zwanych „obcych", dziś już międzynarodowych, i jak w końcu dzięki szalonemu prądowi nowoczesnego życia, żaden z języków nie może już za nim każdy z osobna nadążyć, lecz zbiorowo przyjmują słowa wspólne, jednakowe, na oznaczenie pewnej zdobyczy nowoczesnej wiedzy przyrodniczej lub techniki, jak powoli, a teraz coraz szybciej, rodzi się w cywilizowanej ludzkości jeden wspólny język — międzynarodowy. Żałować wypada, że brak miejsca nie pozwala na przytoczenie tysiącznych przykładów dla powyższych twierdzeń ogólnych. Każdy oczytany, inteligentny czytelnik znajduje je jednak sam w codziennym swem języku, w każdej gramatyce historycznej i porównawczej, w każdym „słowniku wyrazów obcych" lub encyklopedji. Poprzestańmy więc dla przykładu na jednem tylko zdaniu z opowieści nowożytnej.

"Zlikwidowawszy swoje interesa prywatne, załatwiwszy się z hipoteką, rozparcelowawszy między okolicznych chłopów, swoje latyfundia, Piotr postanowił cały swój gotówkowy majątek poświęcić na studja nowoczesnych zdobyczy techniki oraz… nauk tajemnych. Z równą zaciekłością rzucał się na najnowsze wynalazki z dziedziny aerostatyki, radjotelegrafji, chemji związków wybuchowych, jak i… okultyzmu, spirytyzmu, medjumizmu z ich poddziałami — astrologją, chajromancją, telepatją itp. chciał osiągnąć matematyczną syntezę Europy i Azji, techniki i ducha, świata realnego i świata transubstancjonalnego" ...

Na 73 słowa tego urywka powieściowego polskiego, wcale nie „dociąganego", 24, czyli prawie 1/3 zrozumiałe są równocześnie dla Anglika, Francuza, Niemca, Rosjanina, Duńczyka itd.

Z przykładu powyższego łatwo już też wyprowadzić odpowiedź na drugi przesąd, twierdzący, jakoby język sztuczny, porozumiewawczy dla wszystkich narodów, był niemożliwy. Jeśli istnieje jeden alfabet łaciński dla tylu narodów, jeden alfabet telegraficzny Morsego, jedne znaki chemiczne i algebraiczne, dlaczegóżby nie mogła istnieć jedna sztuczna jednakowa gramatyka, wnosząca w potworny chaos gramatyczny języków dzisiejszych zasadę jednolitości, bezwyjątkowości, maksymalnej prostoty, wzorowanej na najprostszych zjawiskach językowych języków nowoczesnych?

Jeśli wszystkie języki cywilizowane posiadają prawie że jeden wspólny słownik wyrazów obcych i naukowych, przewyższający swą objętością słowniki słów odrębnych, narodowych, dlaczegóż nie umówić się, iż także dla tej pozostałej mniejszej części słownika zrobimy słownik jeden, wspólny, jednakowy, i to nie dowolny, z powietrza wzięty, jak to było z poprzednikiem Esperanta — Volapükiem, lecz na zasadzie demokratycznej, tj. zasadzie większości, a więc składający się z tych słów, które przez największą ilość dzisiejszych cywilizowanych narodów są używane?

Na tych właśnie zasadach — najprostszej struktury gramatycznej i największej międzynarodowości słownika opartą jest budowa języka Esperanto. Z Volapükizmu — ze sztuczności właściwej, pozostało w nim to tylko minimum, dla którego nie można było znaleźć wspólnego międzynarodowego mianownika, tj. niewielka a bardzo prosta i bogata w zarodki słownotwórcze tabelka zaimków i przysłówków.

W ten sposób język międzynarodowy — Esperanto — znosi nie tylko wiekowe trudności porozumiewania się ludzi całego globu ziemskiego z sobą, lecz i rzuca pomiędzy narody wielką ideę zbratania ogólnoludzkiego, zaprzestania nienawiści narodowych, rasowych i religijnych, głosi wieczysty pokój.

Czyż wobec tego może być wolnomyśliciel, któryby nie był zwolennikiem rozszerzania się tego języka? Czyż po 40 latach istnienia ruchu esperanckiego możemy żyć jeszcze w różnych przesądach językowych, czyż ciągle uginać się mamy przed autorytetem języka łacińskiego, francuskiego, niemieckiego, angielskiego, pozostawiając w osieroceniu dziesiątki — ba, setki innych kulturalnych języków? Czyż wraz z Esperantystami nie wolimy pracować dla przyszłości, w której każde, ogólnoludzkiego znaczenia dzieło literackie czy naukowe, pojawiać się powinno tylko w dwóch językach ­ oryginalnym — narodowym — i drugim, międzynarodowym? Zasada ta pociągnęłaby za sobą dalsze reformy niezmiernej doniosłości, unifikację społeczno-gospodarczą i kulturalną na wszystkich polach, tę unifikację, której błogosławione zaczątki już w dzisiejszem życiu międzynarodowem zauważyć się dają w dążeniach do ujednostajnienia prawodawstwa społecznego, statystyki międzynarodowej, systemu monetarnego, komunikacji, badań naukowych itp.

Czas, stracony na dzisiejsze studja 2, 3 i 4 języków obcych, czyż nie lepiej obrócić na nauki matematyczno-fizyczne, przyrodnicze, społeczne, na gruntowne poznanie i rozwój własnego ojczystego języka w końcu — a zdobycze tą drogą osiągnięte rzucać wraz z innymi narodami w olbrzymi spichlerz dorobku ogólnoludzkiego za pomocą wzbogaconego do nieskończoności języka narodowego?

Prawdy te i liczne inne płynące z przyjęcia zasady potrzeby jednego języka międzynarodowego zrozumieli między innymi i wolnomyśliciele różnych krajów, dając w pismach swych poparcie ruchowi esperanckiemu.

PS. Wprawdzie nigdy nie potrafiłem się osobiście przekonać przede wszystkim do środowiska esperantystów i panującego wśród nich klimatu światopoglądowego, ale sama idea sztucznego języka międzynarodowego jest logiczna i etycznie słuszna, a model i zaproponowana konstrukcja esperanto dość udane. Ponieważ jednocześnie dość silnie doskwiera mi współczesna tyrania angielskiego bełkotu, szukam wszystkich sposobów, aby ten monopol podważyć i dlatego zamieszczam ten stary tekst o esperanto, chociaż znam go bardzo słabo i do jego zwolenników się nie zaliczam. BJ  

  

 

 PASJE LINGWISTÓW to otwarty cykl na moim blogu, w którym zamieszczam materiały dotyczące mojej najstarszej, życiowej i zawodowej pasji: poszczególnym językom, lingwistyce porównawczej, etymologiom, nazewnictwu, itp. Dotychczas w tym cyklu na moim blogu ukazały się:

 

01.Słowianin, czyli niewolnik (17.07.2011)

02.Marek Dupnica i reszta (20.07.2011)

03.To tamten cham (13.08.2011)

04.Wymieranie języków (5.09.2011)

05.Mlaskanie w cmoku (2.10.2011)

06.Nowa liczba bestii cz.I (5.12.2011)

07.Boso, ale w liczydłach cz.II (6.12.2011)

08.Dwudziestu rudych twardzieli cz.III  (7.12.2011)

09.Baskijski ślad Atlantydy cz.IV (8.12.2011)

10.Poligloci wystąp (3.01.2012)

11.Easy or Crazy? (7.04.2012)

12.Nazwisko jak penis (30.05.2012)

13.Małpi znak (6.09.2012)

14.Na ratunek językom (24.10.2012)

15.Angielski po wikingach? (22.12.2012)

16.Conclave dla lingwisty (31.03.2013)

17.Nazwy w kosmosie (9.07.2013)

18.Kariera castellano (17.07.2013)

19.Działa nawalony (30.07.2013)

20.Vere resurrexit (9.09.2013)

21.Statystyka słownika (11.09.2013)

22.Arabski dialektycznie (1.10.2013)

23.Wredna wymowa WWW(3.10.2013)

24.Gęsi na Neonie(12.10.2013)

25.A może nowosłowiański? (23.10.2013)

26.Polska jak Szampania (1.11.2013)

27.Znać czy wiedzieć? (7.11.2013)

28.Znikający punkt styku (15.11.2013)

29.Kein Denglisch, bitte (23.11.2013)

30.O prostocie niemczyzny (19.12.2013)

31.Zrozumieć Brazylijczyka (21.12.2013)

32.Między fałszem a absurdem (29.12.2013)

33.Tykanie w językach (12.02.2014)

34.Fałszywi rosyjscy przyjaciele (19.02.2014)

35.Być albo nie być (31.03.2014)

36.Złowrogi cień Teutonów /1/ (23.03.2015)

37.Komu German bratem /2/ (24.03.2015)

38.Allemani, wszystkie chłopy /3/ (25.03.2015)

39.Niemców różnie wołają /4/ (26.03.2015)

40.O języku rumuńskim (1.04.2015)

41.Dzieci dwujęzyczne (6.05.2015)

42.Najdłuższe nazwy geo (10.06.2015)

43.Tak pisać nakazano (22.07.2015)

44.Sezon ogórkowy (29.07.2015)

45.Langue arabesque (19.08.2015)

46.Ja się deklinuję (26.08.2015)

47.Mapa językowa Europy (9.09.2015)

48.Protojęzyk zwierząt i dzieci (4.11.2015)

49.Język wedle klimatu? (2.12.2015)

50.Wszystkie imiona Brazylii (16.12.2015)

51.Wymowa łacińska (6.01.2016)

52.Oko trę (27.07.2016)

53.Książki po arabsku (10.08.2016)

54.Który najtrudniejszy? /cz.I/  (17.08.2016)

55.Który najtrudniejszy? /cz.II/ (19.08.2016)

56.Anglicy odchodzą, angielski zostaje (14.09.2016)

57.Imię indyka (17.09.2016)

58.Rdzeń piątej generacji (14.11.2016)

59.Tylko mandaryński (14.12.2016)

60.W języku biblijnym (4.01.2017)

61.Krzaczkami czy latynicą? (12.04.2017)

62.W okopach celtyckiej mowy (19.04.2017)

63.Madame la presidente? (26.04.2017)

64.Ach, te rosyjskie skróty! (3.05.2017)

65.Języki żółtych ludzi (10.05.2017)

66.Izolaty językowe (31.05.2017)

67.Peru wielojęzyczne (20.09.2017)

68.Polowanie na dźwięki (27.09.2017)

69.Święty język Indii (4.10.2017)

70.Z tyłu czy pod nogami? (8.11.2017)

71.Esperanto a myśl wolna (6.12.2017)

 

KOMENTARZE

  • Jezykow juz dosyc jest na swiecie.Uczenie sie nowego nic nie daje.
    Naturalnie angielski zdominowal. Co by bylo gdyby wszyscy ludzie mowili tym samym jezykiem? To samo co teraz: jedni byli by biedni a inni bogaci, jedni chorzy a inni zdrowi.
  • @staszek kieliszek 04:03:32
    Angielski to język naturalny, czyli taki, który dzieci poznają od swych matek jako pierwszy i główny instrument porozumiewania się. Esperanto to język sztuczny, którego trzeba się nauczyć w późniejszym wieku. U podłoża każdego języka naturalnego jest naród (grupa etniczna), który nim mówi. Przyjęcie takiego języka za międzynarodowy, lub choćby tylko za lingua franca na jakimś terytorium zawsze wiąże się z budową imperium lub choćby tylko wspólnoty cywilizacyjnej i wtedy naród, dla którego taki język jest jego rodzimym, uzyskuje pozycję dominującą. Tak było np. z łaciną Rzymian, tak stało się z arabskim wskutek ekspansji islamu, tak jest teraz z angielskim i dominacją Anglosasów. To nie jest fair.
    W przypadku esperanto takiego narodu nie ma, aczkolwiek jest to idea i język silnie kojarzony z planami żydomasonerii (co wyraźnie wychodzi także z powyższego tekstu) i z tego względu instynktownie budzący nieufność, przynajmniej u ludzi myślących lub uświadomionych. W warunkach współczesnych, w praktyce najbardziej chodzi o to, że przy zażartej konkurencji między narodami w różnych dziedzinach np. wynalazczości i handlu, przedstawiciele narodu, który nie musi się uczyć języka międzynarodowego jako obcego, lecz wynosi go od razu z domu, mają już na starcie przewagę konkurencyjną nad innymi, co utrwala ich dominację cywilizacyjną. Angielski jest językiem łatwym, ale przecież znam wielu ludzi, którzy musieli się go długo i mozolnie uczyć. Proszę sobie wyobrazić skalę tego wysiłku dla całego społeczeństwa, np. polskiego: ile czasu, pieniędzy, energii, mozołu wydaje się – zwykle w najcenniejszym dla rozwoju umysłowego okresie - na opanowanie tego narzędzia. W tym czasie jego native speakers, którzy przeważnie obcych języków nie znają, bo nie muszą, mogą studiować nauki merytoryczne, rozwijać się bardziej wszechstronnie w innych dziedzinach albo zajmować się hobbystyką i odpoczywać. Nie są od nas ani ładniejsi, ani mądrzejsi, ani lepsi moralnie, a korzystają z takiego ogromnego handicapu. Dodajmy do tego możliwości przebicia się z reklamą, informacją techniczną, sprzedażą książek i prasy, oglądalnością TV i filmów, szkoły językowe etc. Stąd także bierze się idea esperanto jako języka równego - i rzeczywiście bardzo łatwego - startu dla wszystkich. Pozdrawiam sercecznie. BJ
  • Co z tym angielskim?
    Był kiedyś projekt wprowadzenia esperanto zamiast łaciny w Kościele, ale upadł, raz ze względu na twórcę tego języka, dwa - tekstu założycielskie, tj. Biblia, pisma ojców i doktorów Kościoła pisane są w hebrajskim, aramejskim, grece i łacinie, esperanto nic by tu nie wniosło.
    Ostatnio gdzieś czytałem, że koniecznością stanie się utworzenie angielskiego-koine, zrozumiałego tak pod względem gramatyki jak bardziej wymowy przez ogół ludności. Może to jakaś droga, ale też wątpię. Kiedyś nie mogłem wytłumaczyć pewnemu Amerykaninowi, czym są firmy polonijne. Młodszym czytelnikom wyjaśnię, że to takie przedsiębiorstwa objęte ustawą o drobnej wytwórczości z początku lat 80.tych, działające w Polsce a których właścicielami byli Polacy zamieszkujący za granicą, czyli Polonusi, należący do Polonii. Problem był językowy, bo ani przymiotnik "polonijny" ani rzeczowniki Polonus, Polonia w angielskim nie występują. Angielski to w ogóle dziwny język, jeszcze dziwniej nauczany z różnym skutkiem, dość prosty, wręcz prymitywny momentami, ale ... no właśnie. Bloger Toyah - Krzysztof Osiejuk, anglista zresztą, w swojej książce "Kto się boi angielskiego listonosza" twierdzi, że winny jest temu złu sposób nauczania z jeszcze, coraz to gorszych podręczników podręczników (najlepszy wg niego był Alexandra). Coś w tym jest. Kiedyś uczono od podstawówki rosyjskiego i mało kto umiał.
    Kiedyś na poziomie gimnazjalnym skutecznie uczono łaciny i greki. Mickiewicz znał te języki oraz angielski, francuski, rosyjski i litewski. W jednym z listów, pytany przez Puszkina, czy warto uczyć się łaciny, odpowiedział, że nie, na to już jest za stary, ale warto angielskiego bo na to wystarczą 3 miesiące.

    Pozdrawiam

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031