Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4048 postów 1888 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Niedziela, 3 grudnia 2017

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1087) Zapraszam na serwis bieżących informacji i komentarzy ze świata.

* Znany ze swoich corocznych nominacji „Time" powinien wybrać na człowieka roku rosyjskiego przywódcę Władimira Putina, amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa lub prokuratora Roberta Muellera, badającego sprawę ingerencji Rosji w wybory w USA. Ci ludzie są trzema największymi graczami w walce o liberalną demokrację w ramach ciągłych ataków Rosji na nasz system demokratyczny i jedność narodową" — twierdzi Brent Budowsky w artykule dla „The Hill". Jego zdaniem Putin jest rosyjskim "dyktatorem, który prowadzi agresywną wojnę z wykorzystaniem nowoczesnych technologii przeciwko demokracji w Ameryce i Europie". Z kolei Trump jest prezydentem, „wybranym przy pomocy Putina”  i przeciwko któremu toczy się dochodzenie. Natomiast Mueller jest tym człowiekiem, który prowadzi śledztwo w sprawie „ataków Putina" na Amerykę. Prokurator ma też ustalić, czy w tę „wojnę światów między ambicjami Putina a amerykańską demokracją" zamieszani są obywatele USA. Budowsky przypomina o przypadkach, gdy tytuł człowieka roku nadawano jednocześnie dwóm osobom — w 1983 roku otrzymali go prezydent USA Ronald Reagan i sekretarz generalny Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego Jurij Andropow. Jego zdaniem prawdziwa walka rozegra się między Muellerem a Putinem, bo celem śledztwa jest ustalenie, czy któryś ze współpracowników Trumpa jest winny. Niewiele wydarzeń będzie miało taki sam wpływ na przyszłość amerykańskiej demokracji, jak śledztwo Muellera w sprawie rosyjskiego ataku na naszą demokrację — podkreśla Budowsky. Tymczasem Ameryka zastanawia się, kto następny zostanie oskarżony w tej sprawie, a kto zdecyduje się na ugodę ze śledztwem.  Podczas gdy 2017 rok zbliża się do finału, „Time" ma duży wybór, komu przyznać tytuł człowieka roku. „Time" może wybrać spośród tych trzech postaci, prowadzących epicką wojnę o przyszłość demokracji, jak i spośród innych godnych kandydatów — podsumowuje Budowsky.

 

*Stany Zjednoczone nie przyłączą się do międzynarodowej umowy migracyjnej, która powinna zostać przyjęta w 2018 roku - poinformowała amerykańska ambasada przy ONZ. „Dziś ambasada USA przy ONZ poinformowała sekretarza generalnego ONZ, że Stany Zjednoczone wycofują się z międzynarodowego porozumienia o migracji" — głosi komunikat. W 2016 roku administracja ówczesnego prezydenta USA Baracka Obamy  podjęła decyzję o przyłączeniu się do nowojorskiej deklaracji o migracji. Wynika z niej, że do 2018 roku powinien zostać przyjęty dokument określający sposoby reagowania na masowe przemieszczanie się uchodźców i migrantów. „Wiele postanowień nowojorskiej deklaracji nie zgadza się z polityką USA w sferze migracji i uchodźców oraz z zasadami administracji Trumpa" — wyjaśniła amerykańska ambasada przy ONZ. Ambasador Stanów Zjednoczonych przy organizacji Nikki Haley powiedziała, że „ani jeden kraj nie zrobił tyle, co USA". — Ale nasze decyzje w sferze polityki migracyjnej powinny być podejmowane wyłącznie przez Amerykanów, a nie przez kogoś innego — podkreśliła.

 

*Przedstawiciele Unii Europejskiej są zaniepokojeni amerykańskimi próbami zerwania porozumienia nuklearnego zawartego z Iranem - oświadczył stały przedstawiciel Rosji przy UE Władimir Czyżow w czasie okrągłego stołu w Radzie Federacji. „Tak, przedstawiciele UE są zaniepokojeni nie mniej niż my losem porozumienia w sprawie irańskiego programu nuklearnego , nie mniej niż my są zaniepokojeni amerykańskimi próbami jego zerwania" — powiedział Czyżow. 14 lipca 2015 roku Iran i „szóstka" międzynarodowych pośredników (Rosja, USA, Wielka Brytania, Chiny, Francja i Niemcy) osiągnęły porozumienie w sprawie uregulowania wieloletniego problemu irańskiego programu nuklearnego: strony przyjęły Wspólny Kompleksowy Plan Działań (JCPOA), którego realizacja znosi nałożone wcześniej na Iran  sankcje gospodarcze i finansowe. Prezydent USA Donald Trump oświadczył wcześniej, że Biały Dom będzie pracować z Kongresem nad „poważnymi brakami" w zawartym z Iranem porozumieniu. Amerykański prezydent Donald nie zechciał oficjalnie potwierdzać Kongresowi, czy Iran respektuje Wspólny kompleksowy plan działań, ale też nie kwestionował na poziomie międzynarodowym faktu respektowania przez Teheran osiągniętych ustaleń. Trump zauważył, że jeśli amerykańskie wysiłki mające na celu „udoskonalenie" porozumienia spalą na panewce, USA wystąpią z niego.

 

*Wystrzelony z terytorium Syrii pocisk spadł na kontrolowanej przez Izrael części Wzgórz Golan, bez wyrządzania szkód - poinformowała służba prasowa Sił Obronnych Izraela.Izraelscy wojskowi przyznali, że ostrzał był przypadkowy — pocisk przyleciał na terytorium państwa żydowskiego podczas działań zbrojnych między siłami rządowymi i oddziałami rebeliantów. „Jakiś czas temu pocisk został wystrzelony z Syrii w kierunku południowej części wzgórz Golan. Nie ma informacji o poszkodowanych" — podano w komunikacie. Na razie nie ma doniesień o działaniach odwetowych. Na ostrzały z sąsiedniego terytorium, w tym przypadkowe, Izraelczycy z reguły odpowiadają nalotami na pozycje syryjskich wojsk.

 

*Według izraelskich mediów celem izraelskiego ataku w Syrii miała być baza wojskowa Iranu.Celem ataku lotniczego, który Siły Powietrzne Izraela przeprowadziły na terytorium Syrii, była irańska baza wojskowa, położona w odległości 50 km od syryjsko-izraelskiej granicy — poinformowała The Times of Israel, powołując się na lokalne media. Według danych gazety Izrael wystrzelił łącznie pięć rakiet, a po przeprowadzeniu ataku słychać było głośne wybuchy. W sobotę syryjskie media państwowe podały, że siły obrony przeciwlotniczej kraju odparły atak rakietowy Izraela. Lokalne źródło w wywiadzie dla agencji informacyjnej Ria Novosti potwierdziło, że do incydentu doszło na południe od Damaszku. Izraelscy wojskowi odmówili komentarzy w sprawie ataku, a premier Izraela Binjamin Netanjahu wydał oświadczenie, w którym podkreślił, że Tel Awiw nie dopuści do obecności irańskich wojsk w Syrii i nie pozwoli Teheranowi na posiadanie broni jądrowej.

 

*Sześć bombowców Tu-22M3, które wystartowały z terytorium Rosji, przeprowadziły naloty na obiekty organizacji terrorystycznej Państwo Islamskie na południowym wschodzie prowincji Deir ez-Zor w Syrii - poinformowało rosyjskie Ministerstwo Obrony. 3 grudnia 2017 roku sześć bombowców dalekiego zasięgu Tu-22M3, które wystartowały z terytorium Federacji Rosyjskiej, dokonały grupowych nalotów na obiekty organizacji terrorystycznej ISIS na południowym wschodzie prowincji — czytamy w komunikacie.Jak podkreślono, celami ataków były składy z amunicją, zgrupowania sprzętu i punkty oporu terrorystów. Bombowce eskortowały myśliwce Su-30SM z bazy lotniczej Hameimim w Syrii. Resort poinformował też, że wszystkie rosyjskie maszyny po wykonaniu zadania wróciły do miejsc stałego stacjonowania.

 

*Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan odbył rozmowę telefoniczną z przywódcą Palestyny Mahmudem Abbasem - poinformowała administracja tureckiego prezydenta.Turecki przywódca omówił z liderem Palestyny Mahmudem Abbasem historyczny status Jerozolimy. „Erdogan podkreślił ważność utworzenia niepodległego palestyńskiego państwa w ramach granic z 1967 roku ze stolicą we Wschodniej Jerozolimie, w imię osiągnięcia pokoju i stabilności na Bliskim Wschodzie" — głosi komunikat administracji tureckiego prezydenta, cytowany przez agencję Anadolu. Erdogan  mówił o ogromnym znaczeniu historycznego statusu Jerozolimy i meczetu Al-Aksa dla całego świata islamskiego. Dodał również, że Ankara wesprze Palestynę w jej walce i podkreślił, że zniesienie ograniczeń na terytorium Strefy Gazy również przyczyni się do ustanowienia pokoju.

 

* Szef Centralnej Agencji Wywiadowczej USA Mike Pompeo napisał list do  władz Iranu i irańskiego generała Ghasema Solejmaniego, w którym mówi o odpowiedzialności, jaką będą ponosić za wszelkie ataki na amerykańskich wojskowych w Iraku — przekazuje agencja Reuters. „Napisaliśmy w tym liście, że zarówno on osobiście, jak i cały Iran będzie ponosić odpowiedzialność za wszelkie ataki przeciwko amerykańskim interesom w Iraku" — powiedział dyrektor CIA. Jak poinformował Pompeo, decyzję ws. napisania takiego listu podjął po tym, jak jeden z irańskich dowódców dał do zrozumienia, że amerykańscy żołnierze mogą zostać zaatakowani w Iraku.

 

*Rosyjski niszczyciel Su-30 „niebezpieczne” przechwycił amerykański przeciwokrętowy samolot P-8A Poseidon nad Morzem Czarnym, donosi CNN, powołując się na rzeczniczkę Pentagonu Michele Baldanza.Według niej w sobotę amerykański samolot znajdował się w międzynarodowej przestrzeni powietrznej i „nie zrobił niczego, aby sprowokować takie działania rosyjskiej strony”. Moskwa nie skomentowała jeszcze tej informacji. Rosyjskie lotnictwo regularnie towarzyszy i przechwytuje samoloty krajów NATO.  Rosyjskie ministerstwo Obrony  publikuje cotygodniowe raporty ze statystykami dotyczącymi obcych statków powietrznych wykrytych przy granicach. Komentując przypadki przechwycenia, sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg przyznał, że zazwyczaj wykonywane są profesjonalnie i są powszechną praktyką.

 

*Rosyjski  samolot Su-30, który przechwycił samolot zwiadowczy Marynarki Wojennej USA „Posejdon” nad Morzem Czarnym, działał prawidłowo: Amerykanie nie mają nic do roboty na Morzu Czarnym, powiedział były zastępca głównodowodzącego Sił Powietrznych Rosji generał Nikołaj Antoszkin.Wcześniej we wtorek stacja telewizyjna CNN, powołując się na Pentagon, poinformowała, że rosyjski  Su-30  w sobotę „niebezpiecznie” przechwycił samolot P-8A „Posejdon” w przestrzeni powietrznej nad Morzem Czarnym. Według Departamentu Obrony USA amerykański samolot znajdował się w międzynarodowej przestrzeni powietrznej i nie przeprowadził żadnych prowokacji. Ministerstwo Obrony Rosji nie skomentowało jeszcze tego oświadczenia. „«Posejdon» to morski samolot zwiadowczy, więc nasi, aby sprawdzić, wylecieli. Su-30 to dość zwrotny samolot do tego, aby zapewnić bezpieczeństwo przy przechwyceniu, eskorcie. Na nich latają świetni piloci. «Niebezpieczne» — może to być tylko wyrażenie” — zasugerował Bohater Związku Radzieckiego Antoszkin.

 

*W Rosyjskiej Dumie Państwowej uważają, że manewry Ukrainy i USA na Morzu Czarnym to przejaw eskalacji napięcia.Wiceprzewodniczący Komisji Dumy Państwowej ds. Obrony Jurij Szwytkin oświadczył, że wspólne ćwiczenia Marynarki Wojennej Ukrainy i USA na Morzu Czarnym demonstrują eskalację napięcia w regionie. „Nie ulega wątpliwości, że jest to kolejny przejaw eskalacji napięcia na wybrzeżu czarnomorskim" — powiedział Szwytkin, którego cytuje agencja informacyjna Ria Novosti. Według polityka podobne działania ze strony tych dwóch państw są niedopuszczalne. „Apelując o przestrzeganie Porozumień mińskich, apelując o to, aby zakończono działania wojenne, Stany Zjednoczone i Ukraina demonstrują tak naprawdę coś całkowicie odwrotnego" — powiedział deputowany. Polityk podkreślił także, że na USA i Ukrainę „nikt nie ma zamiaru napadać". Wcześniej poinformowano, że Stany Zjednoczone przeprowadziły z Ukrainą wspólne manewry na Morzu Czarnym według standardów NATO.

 

*Berlin wsparł inicjatywę Władimira Putina związaną z rozmieszczeniem sił pokojowych na Ukrainie. Wypowiedzi ministra spraw zagranicznych Sigmara Gabriela przywołuje niemiecka prasa.Szef niemieckiego MSZ uważa, że uregulowanie konfliktu na wschodzie Ukrainy wymaga rozmieszczenia kontyngentu pokojowego ONZ — pisze Die Zeit. „Błękitne hełmy" powinny pilnować przestrzegania rozejmu i procesu wycofywania broni ciężkiej — oświadczył Gabriel w Waszyngtonie na spotkaniu z sekretarzem stanu USA Rexem Tillersonem. Szef amerykańskiej dyplomacji podziela zdanie Gabriela. Za wysłaniem misji ONZ na wschód Ukrainy opowiada się też Rosja, która we wrześniu przedstawiła odnośny projekt rezolucji w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Miesiąc temu amerykańska gazeta The Wall Street Journal napisała, że Stany zamierzają przedstawić plan rozmieszczenia na wschodzie Ukrainy 20 tysięcy żołnierzy sił pokojowych. Zdaniem Rosji amerykańscy wojskowi raczej nie przyczynią się do przywrócenia pokoju na Ukrainie. Prezydent Rosji Władimir Putin mówił wcześniej, że popiera pomysł wysłania uzbrojonego kontyngentu ONZ na Ukrainę. Ale jego zdaniem ich funkcja może tylko polegać na zapewnieniu bezpieczeństwa pracownikom OBWE. Zdaniem rosyjskiego prezydenta „błękitne hełmy" powinny znajdować się wyłącznie na linii rozgraniczającej strony konfliktu. Kijów upiera się przy rozmieszczeniu sił pokojowych na rosyjsko-ukraińskiej granicy, która przebiega po terytorium proklamowanych w trybie jednostronnym republik.

 

*Publicysta Leonid Radzichowski w artykule dla ukraińskiego portalu Apostrophe pisze, że Moskwa zrewiduje swoje stanowisko wobec Donbasu tylko wówczas, gdy pojawi się „synergiczny efekt” sankcji, a ich „ilość zamieni się w jakość”.Radzichowski podkreślił, że „nie wierzy w lutowe sankcje” USA, bo Amerykanie „nie chcą sami dopuścić nawet do najmniejszych strat”. Jego zdaniem prezydent Władimir Putin przestanie wspierać powstańców, jeśli uda mu się zachować przy tym „wizerunek”: „jeśli zostaną wdrożone wszystkie postanowienia porozumień mińskich, jeśli te republiki otrzymają przywileje, specjalny status, specjalny system zarządzania itp.”. 

 

*Zwierzchnik amerykańskiego dowództwa strategicznego generał John Hyten ogłosił, że Rosja i Chiny tworzą broń do niszczenia amerykańskich obiektów wojskowych w kosmosie, np. satelitów - poinformowano na stronie Pentagonu. „Widzieli, że stworzyliśmy potężną broń, która pod wieloma względami powstała dzięki kosmosowi. Chiny i Rosja od 20 lat śledzą za tym, co robimy, rozwijają potencjał i nie kryją się z tym. Projektują broń, testują broń. Projektują broń, która bazuje na ziemi i działa w kosmosie. Broń zakłócająca, broń laserowa. Nie kryją się z tym" — powiedział Hyten, przemawiając na Reagan National Defense Forum w Kalifornii. Generał poparł pomysł wyposażania satelitów w środki obrony i przyznał, że obecnie nie ma zasad użycia broni, jeśli dojdzie do konfliktu w kosmosie. Mówił też o konieczności tworzenia w tej sferze norm międzynarodowych. Rosja i Chiny po szczycie BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, RPA) przedstawiły zaktualizowany projekt traktatu o przeciwdziałaniu rozmieszczania broni w kosmosie. Strony oświadczyły, że „przestrzeń kosmiczna powinna być swobodną przestrzenią do badań i eksploatacji dla wszystkich państw w celach pokojowych na zasadzie równości w zgodzie z normami prawa międzynarodowego". Potwierdzono też niedopuszczalność rozmieszczania w kosmosie wszelkiego rodzaju broni oraz użycia siły.

 

*Węgierski portal należący do think tanku Political Capital Institute opublikował raport, w którym wymienia z nazwiska wszystkich Polaków znajdujących się rzekomo pod wpływem Rosji.W raporcie „The Weaponization of Culture: Kremlin's traditional agenda and the export of values to Central Europe" organizacja, jedna z wielu, mieniących się „obiektywnymi", de facto szukająca jednak rosyjskich agentów i trolli służących Kremlowi, opublikowała ciekawe zestawienie: to lista Polaków znajdujących się pod rzekomym wpływem Moskwy. Na liście znaleźli się ci, którzy uczestniczyli w ubiegłym roku w wydarzeniach i eventach organizowanych przez rosyjskie podmioty, a także ci, „z których ust można usłyszeć prorosyjską propagandę" — czyli de facto przyjaźni Rosji.Podzielono ich na kategorie: pod „bezpośrednim wpływem" znajdują się niżej wymienieni:  Mateusz Piskorski,  Konrad Rękas, Jacek Kamiński, Jan Engelgard, Bartosz Bekier, Zbigniew Bereza, Józef Bryll, Jerzy Smoliński, Aldona Michalak, Janusz Korwin-Mikke i Sylwester Chruszcz. Zaś „wpływ pośredni" Moskwa wywierać ma na: Witolda Tumanowicza, Artura Zawiszę, Adama Andruszkiewicza, Adama Małeckiego, Bartosza Berka, Krzysztofa Bosaka i Roberta Winnickiego.O pojawieniu się w internecie raportu poinformował na Twitterze Adam Kądziela, przewodniczący młodzieżówki partii Nowoczesna. Zwrócił uwagę,  że wśród wymienionych znajdują się „patrioci z prawem strony".Najwyraźniej Adam Kądziela wziął ów dokument na poważnie.Uzasadnienia szczegółowe były równie ciekawe, co ogólne: na przykład Janusz Korwin-Mikke miał znaleźć się na liście, ponieważ:w swoich wypowiedziach gloryfikuje Putina i jego imperialistyczną politykę w kontekście bezpieczeństwa Polski. Sugerował też, by Polska nie włączała się w wojnę z Ukrainą. Mimo tego, że jest "pobocznym politykiem (jest członkiem Parlamentu Europejskiego), z powodu swoich prorosyjskich przekonań, często pojawia się w rosyjskich mediach". Najwyraźniej wśród mainstreamowych mediów dopuszczalna jest jedynie wroga postawa wobec Rosji.

 

* Ukraiński polityk Anton Heraszczenko oskarżył Rosję o „zorganizowanie" kryzysu migracyjnego  w Europie w odwecie za wprowadzenia przez UE sankcji wobec Moskwy. Bzdura  to najbardziej delikatne określenie, jakie przychodzi do głowy w związku z „odkryciami" pana Heraszczenki. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło: trudno znaleźć bardziej wyraźne potwierdzenie tego, że rusofobia jest niezwykle niebezpieczna dla zdrowia psychicznego polityka. Mam nadzieję, że przykład ukraińskiego deputowanego powstrzyma tych na Zachodzie, u których ta choroba dopiero zaczyna się rozwijać — ocenił Klincewicz.Jak dodał, właśnie Rosja na różnych szczeblach wielokrotnie przypominała krajom UE, że „tzw. tolerancyjna polityka migracyjna nie przyniesie nic dobrego".  Osobiście po ataku w Brukseli w sierpniu tego roku mówiłem, że środki bezpieczeństwa powinny zostać wzmocnione, ale przyniosą rezultaty, jeśli zostaną wpisane w kontekst nowej polityki migracyjnej, wspólnej dla całej Europy — podkreślił rosyjski polityk.  Niestety, znowu nie zostaliśmy usłyszani — podsumował Klincewicz.   

 

*Grupa nieznanych sprawców w mundurach wojskowych zablokowała biuro ukraińskiej telewizji NewsOne w Kijowie.„W pobliżu przygotowywane są prowokacje, których celu nie znamy. Pod  telewizję podjechały ciężarówki z workami, których zawartość nie jest znana" — podano w komunikacie na stronie internetowej stacji. Wejścia i wyjścia do budynku zablokowali nieznani sprawcy ubrani w mundury wojskowe. „Ludzie, którzy nazywają siebie aktywistami, odmawiają komentarza i nie mówią, w jakim celu wejścia i wyjścia do telewizji zostały zablokowane. Wjazd zagrodzono drutem kolczastym" — podkreślono. Redakcja kanału powiązała to zdarzenie z tym, że jest jedyną telewizją relacjonującą marsz Saakaszwilego na rzecz przyjęcia ustaw o impeachmencie prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki. Zdaniem aktywisty Aleksieja Sierdiuka stacja telewizyjna NewsOne powinna zrewidować swoją politykę. Jak dodał, deputowany ludowy Jewgienij Murajew musi przeprosić za wypowiedź w programie „Ukraiński Format", w którym nazwał Euromajdan zamachem stanu. Sierdiuk podkreślił, że „podobne akcje blokowania prac stacji telewizyjnej  będą prowadzone na wszystkich kanałach telewizyjnych w kraju". Aktywista przypomniał, ze po podobnej blokadzie ukraińska telewizja Inter zmieniła swoją politykę i zaczęła „filtrować paplaninę".

 

*Michaił Saakaszwili wezwał Ukraińców do zebrania się za tydzień w niedzielę na Placu Niezależności w Kijowie, jeśli władze kraju nie podejmą do tej pory decyzji o impeachmencie prezydenta Ukrainy Petro Poroszenko i utworzeniu Sądu Antykorupcyjnego. W tym tygodniu mają możliwość przyjęcia tych ustaw, ale wątpię, że to zrobią. Stworzyliśmy teraz komitety ds. impeachmentu, centralny i regionalne, a w przyszłą niedzielę proponuję zgromadzić się już na Majdanie — poinformował Saakaszwili, występując w niedzielę na mitingu, który odbywał się na Placu Europejskim w Kijowie po zakończeniu marszu ws. impeachmentu.Podkreślił, że nie wzywa do rozstawienia namiotów i paraliżowania ruchu drogowego w centrum Kijowa, ale jednocześnie proponuje dać władzom do zrozumienia, że protestujący nie rozejdą się, dopóki ich postulaty nie zostaną wypełnione, oraz wkroczyć do administracji prezydenta i zablokować ją. Saakaszwili wezwał także Ukraińców do „kontynuowania walki i wypłoszenia władz ze swoich gabinetów" w przypadku gdy on zostanie wydalony z kraju.

 

*W Kijowie trwa marsz zorganizowany przy byłego prezydenta Gruzji i gubernatora obwodu odeskiego Michaiła Saakaszwili na rzecz przyjęcia ustaw o impeachmencie prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki - informuje RIA Novosti.Uczestnicy marszu zebrali się w parku Tarasa Szewczenki w ukraińskiej stolicy. Następnie sformowali kolumnę i skierowali się w stronę budynku administracji prezydenta. Wśród demonstrantów, którzy niosą ze sobą flagi Ukrainy i Gruzji oraz organizacji OUN-UPA, jest sam Michaił Saakaszwili. Protestujący przynieśli też ze sobą plakaty wzywające do impeachmentu prezydenta Petra Poroszenki. Niektórzy trzymają tabliczki z nazwami obwodów, z których przyjechali: odeskiego, mikołajowskiego, charkowskiego, winnickiego, zaporowskiego, dniepropietrowskiego i innych. Organizatorzy akcji podkreślają, że ma ona charakter pokojowy. Apelują też, aby powstrzymać się od prowokacji. Ruch pojazdów w kierunku centrum został wstrzymany. Porządku publicznego pilnują policjanci i żołnierze Gwardii Narodowej Ukrainy. Według policji w akcji uczestniczy około 1,5 tys. osób. Przebiega ona spokojnie. W połowie października ukraińscy opozycjoniści rozpoczęli bezterminowy protest przed Radą Najwyższą. Demonstranci rozbili miasteczko namiotowe, otoczyli je barykadą i zorganizowali kuchnię polową. Jednym z inicjatorów protestu jest były gubernator obwodu odeskiego Michaił Saakaszwili. Opozycjoniści domagają się zniesienia immunitetu poselskiego, utworzenia sądu antykorupcyjnego i  wprowadzenia proporcjonalnego systemu wyborczego z list otwartych.

 

*Ukraina w tym roku wpłaciła do MFW więcej pieniędzy niż otrzymała – informują Ukraińskie Novosti, powołując się na służbę prasową ukraińskiego Banku Narodowego.W piątek MFW przelał Kijowowi ostatnią transzę w 2017 roku w wysokości 169 mln dolarów. Kwota, która Ukraina wpłaciła  do tej organizacji w roku bieżącym, wyniosła 1,268 mld dolarów. W tym samym czasie w 2017 roku Kijów dostał od MFW jedynie jedną transzę na kwotę miliarda dolarów, która wpłynęła w kwietniu. Czteroletni program pomocy finansowej MFW przewiduje wyplecenie Ukrainie 17,5 mld dolarów. W marcu 2015 roku przelano pierwszą ratę w wysokości 5 mld dolarów, a w sierpniu — drugą transzę na kwotę 1,7 mld. Z kolei we wrześniu 2016 roku fundusz przelał trzecią transzę kredytu Ukrainie w wysokości miliarda dolarów.    

 

*Premier Ukrainy twierdzi, że tylko równouprawnienie płci może zapewnić zmiany jakościowe w kraju, powiedział na Ukraińskim Kongresie Kobiet.„Struktura ukraińskiego parlamentu w temacie równości płci nieco się zmieniła, ale to nie wystarczy. Musiałem pracować z grupami kobiet: to jest zupełnie inny poziom odpowiedzialności, kompetencji, wytrwałości. Jestem przekonany, że tylko w ten sposób możemy zapewnić zmiany jakościowe w kraju… Nawet taki niewielki odsetek — 12% reprezentacji kobiet w ukraińskim parlamencie — jest zrównoważony ich energią”- powiedział Wołodymyr Hrojsman. Według niego ukraiński rząd już wdraża instrumenty prawne w celu osiągnięcia równości płci w ukraińskiej polityce. Dzisiaj rozpoczął pracę Pierwszy Ukraiński Kongres Kobiet zorganizowany z inicjatywy Międzyfrakcyjnego Stowarzyszenia Poselskiego w Radzie Najwyższej Ukrainy „Równe Możliwości”. W wydarzeniu bierze udział około 300 kobiet i mężczyzn, którzy odnieśli sukces w polityce i biznesie, a także przedstawicieli organizacji pozarządowych i mediów. W dyskusjach tematycznych wezmą udział członkowie Gabinetu Ministrów, ukraińscy i zagraniczni parlamentarzyści, przedstawiciele rządu, samorządów, organizacji międzynarodowych, krajowi i zagraniczni eksperci. Na Kongresie zaprezentowano dwie wystawy fotograficzne — „Niekobieca sprawa”, przygotowana w ramach kampanii przeciwko seksizmowi w polityce i mediach „Szacunek” i „Kobieta, pokój i bezpieczeństwo na Ukrainie”, zainicjowana przez „Ukraiński Kobiecy Fundusz” przy wsparciu ONZ Kobiety. Niektórzy deputowani, wręcz przeciwnie, sprzeciwiają się kobietom  w rządzie. Pierwszy zastępca przewodniczącego Rady Najwyższej Iryna Heraszczenko wcześniej oskarżyła deputowanego Ołeha Laszko o seksizmu i zażądał od niego przeprosin. Sprzeczka zaczęła się po tym, jak deputowana Jelena Szkrum wezwała parlament do głosowania za wcześniej odrzuconą poprawką do projektu ustawy o służbie w organach samorządowych.

 

*Stany Zjednoczone będą w dalszym ciągu realizować dostawy broni nieśmiercionośnej dla ukraińskiej armii - poinformował doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego generał Herbert Raymond McMaster. „Ukraińcy podejmują istotne działania odnośnie realizacji reformy rządowej i wojskowej. Pomoc pod postacią dostaw nieśmiercionośnej broni zwiększa możliwości obronne Kijowa" — powiedział McMaster, którego cytuje stacja Fox News. Polityk wypowiedział się również na temat stosunków Waszyngtonu i Moskwy, oświadczając, że Stany Zjednoczone powinny przeciwstawiać się „destabilizującym działaniom Rosji". Jednocześnie Biały Dom powinien unikać globalnego konfliktu z Moskwą — podkreślił McMaster. Od trzech ostatnich lat władze Ukrainy bezskutecznie starają się o dostawy broni śmiercionośnej od Waszyngtonu. Obecnie Stany Zjednoczone udzielają pomocy wojskowej Ukrainie, jednak oficjalnie tylko w postaci umundurowania, wyposażenia i szkolenia żołnierzy Gwardii Narodowej. Media, powołując się na źródła w Departamencie Stanu poinformowały w listopadzie, że Rada Bezpieczeństwa Narodowego Stanów Zjednoczonych zamierza rekomendować prezydentowi  Trumpowi  przeznaczenie 47 mln dolarów dla Ukrainy na zakup amerykańskich kompleksów przeciwczołgowych Javelin. Moskwa niejednokrotnie przestrzegała przed planami dostaw broni na Ukrainę, ponieważ taki krok prowadzi tylko do eskalacji konfliktu na Donbasie. Przeciwko zaopatrywaniu Kijowa w broń opowiada się również większość europejskich polityków.

 

*Pjongjang uważa, że amerykańsko-południowokoreańskie ćwiczenia wojskowe „Vigilant ACE”, które odbędą się 4-8 grudnia, są prowokacją, obarczoną ryzykiem wojny jądrowej – poinformowały w sobotę zachodnie media, powołując się na „Rodong Sinmun”, północnokoreańską gazetę, oficjalny organ prasowy Komitetu Centralnego Partii Pracy Korei. „To otwarta, totalna prowokacja skierowana przeciwko Korei Północnej, która w każdej chwili może doprowadzić do wojny jądrowej” – pisze gazeta. „Rodong Sinmun” podkreśla, że „skierowane przeciwko KRLD manewry są tak samo głupie, jak prowokowanie własnego samobójstwa”. Z kolei południowokoreańska stacja telewizyjna YTN poinformowała, że w odbywających się co roku manewrach „Vigilant ACE” weźmie udział ponad 230 samolotów USA i Korei Południowej, w tym F-22 i F-35. Ćwiczenia zostaną przeprowadzone według scenariusza punktowych nalotów na obiekty jądrowe i rakietowe KRLD, w tym na platformy, którymi przemieszczane są północnokoreańskie pociski. W tym tygodniu pojawiła się wiadomość, że  Pjongjang przeprowadził  udany test międzykontynentalnego pocisku balistycznego Hwasong-15, który prawdopodobnie jest w stanie dosięgnąć dowolnego miejsca na terenie USA. Doradca amerykańskiego prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego Herbert McMaster powiedział, że rośnie prawdopodobieństwo wojny między Stanami Zjednoczonymi a Koreą Północną.

 

*Pierwszymi ofiarami gorącej fazy konfliktu na Półwyspie Koreańskim będą Korea Południowa i Japonia - powiedział na antenie białoruskiej stacji telewizyjnej STV minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow.Moskwa potępia politykę Pjongjangu, jednak „nie może jednocześnie nie potępiać prowokacyjnych działań naszych amerykańskich partnerów, którzy próbują pociągnąć w tę samą stronę Japonię i Koreę Południową. W przypadku wybuchu wojny to właśnie one będą jej pierwszymi ofiarami" — powiedział Ławrow. Szef rosyjskiej dyplomacji podkreślił także, że Waszyngton swoimi nieplanowymi manewrami w pobliżu granic KRLD zachouje się, jakby „specjalnie prowokował Kim Dzong Una, aby nie robił przerwy, a dał się sprowokować (i przeprowadził kolejny test rakietowy )".Wcześniej telewizja KRLD pokazała wideo wystrzału najnowszej rakiety balistycznej Hwasong-15. Pjongjang podkreśla, że obecnie w zasiegu rakiet KRLD  znajduje się prawie całe terytorium Stanów Zjednoczonych. Zdaniem analityka czasopisma „The National Interest" Daniela di Petrisa, w przypadku ataku nukleranego KRLD na Waszyngton zginie około milion osób.    

 

*W USA Senator Lindsay Graham wystąpił z ostrym oświadczeniem w związku z kolejnym wystrzałem rakietowym w Korei Północnej.Stany Zjednoczone są gotowe rozpocząć wojnę z KRLD, aby zatrzymać regularne wystrzeliwanie pocisków Pjongjangu. Z takim oświadczeniem wystąpił senator Lindsay Graham na antenie stacji telewizyjnej CNN, komentując kolejną prowokacje KRLD, która we wtorek wieczorem wystrzeliła pocisk balistyczny — według wstępnej oceny Pentagonu, międzykontynentalny. Według Grahama, jeśli rozpocznie się wojna z KRLD, nastąpi to z winy samej Korei Północnej, w przypadku „jeśli nic się nie zmieni”. Jednocześnie uważa, że wojna nie jest najlepszym sposobem na rozwiązanie kryzysu na Półwyspie Koreańskim, ale Waszyngton nie pozwoli, aby „szaleniec” Kim Dzong Un uderzył w amerykański kontynent, powiedział senator.

 

* Argentyńska marynarka wojenna potwierdziła, że na pokładzie poszukiwanego okrętu podwodnego doszło najprawdopodobniej do wybuchu. Otrzymaliśmy informacje o wyjątkowym, krótkotrwałym, dynamicznym incydencie podobnym do eksplozji – przekazał mediom Enrique Balbi, rzecznik argentyńskiej marynarki wojennej. Eksplozję zarejestrowało już ponad tydzień temu urządzenie nasłuchowe amerykańskiego wywiadu oraz agencji tropiącej próby jądrowe. Wybuch zarejestrowano mniej więcej w tym samym czasie, w którym stracono łączność z załogą argentyńskiego okrętu. Nie mamy już świętych, do których możemy się modlić. Każdy ma swoje przeznaczenie. Wielu jeszcze  w to nie wierzy, ale ja wiem, że oni już nie wrócą – mówiła Jessica Gopar, żona jednego z marynarzy.  Załoga zaginionego okrętu liczyła 44 członków

 

*W okresie od stycznia do listopada tego roku Gazprom zwiększył eksport gazu o 8,3% - do 175 miliardów metrów sześciennych.W okresie styczeń-listopad Gazprom zwiększył eksport gazu do państw tzw. dalekiej zagranicy o 8,3% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku — do 175 miliardów metrów sześciennych — głosi komunikat Gazpromu. Eksport Gazpromu do państwa dalekiej zagranicy wyniósł w tym okresie 175 miliardów metrów sześciennych. Oznacza on wzrost o 13,4 mld m3 (8,3%)" — czytamy w komunikacie. Eksport do Niemiec wzrósł o 3,48 mld m3 (7,8%), do Austrii — o 2,1 mld m3(37,6%), do Czech — o 1,2 mld m4(28,8%), do Słowacji — o 753 mln m3(22,3%), do Francji — o 566 mln m3(5,4%). O 4,7% zwiększyły się także dostawy rosyjskiego gazu do Holandii, i o 2,4% — do Danii. W 2016 roku Gazprom pobił swój rekord eksportowy, zwiększając dostawy gazu do krajów tzw. dalekiej zagranicy o 12,5%. Wyniosły one wówczas ponad 179,3 mld m3. Pod koniec listopada przewodniczący zarządu „Gazpromu" Aleksiej Miller poinformował, że w 2017 roku spółka spodziewa się kolejnego rekordu w eksporcie gazu do państw dalekiej zagranicy — 192 mld m3.

 

*W tym roku Gazprom eksportuje rekordową ilość gazu. Głównym odbiorcą błękitnego paliwa nadal pozostają państwa Unii Europejskiej. Wychodzi na to, że nic nie zakłóca współpracy Europy z Rosją: ani presja USA, ani plany Brukseli dotyczące ograniczenia udziału rosyjskiej spółki w unijnym rynku.Władimir Putin przyjął raport o tegorocznych wynikach spółki. „Odnośnie eksportu. Jeśli utrzyma się tendencja, którą obserwujemy od ostatnich 11 miesięcy, to pod koniec 2017 roku «Gazprom» ustanowi swój nowy rekord eksportu gazu: 192 mld m3" — oświadczył szef Gazpromu Aleksiej Miller. Jak powiedział, w tym roku wydobycie wyniesie 470 mld m3. To o 50 mld więcej niż w ubiegłym roku. W ten sposób wzrost przekroczy 13%. Co więcej, w grudniu moce wydobywcze spółki wyniosą ponad 550 mld m3. Gazprom zwiększył eksport na rynki państw UE wbrew woli Brukseli. W ostatnich latach Komisja Europejska usiłuje powołać do życia tzw. energetyczny sojusz, który miałby zmniejszyć zależność od importu surowców. To zadanie powinno zostać rozwiązane do 2019 roku. Unijni urzędnicy nie ukrywają: proponują „przyjaźń" przeciwko Rosji, którą oskarżają o monopol. Szef Rady Europejskiej Donald Tusk uważa, że rosyjski gaz lepiej zakupywać hurtem — dla wszystkich odbiorców UE. Tusk wychodzi z założenia, że w taki sposób łatwiej będzie uzyskać od Gazpromu korzystniejsze ceny. Na dany moment, według danych KE, udział rosyjskiego gazu w rynku Unii Europejskiej sięga 39 procent. Przy czym niektóre kraje, na przykład Bułgaria i Słowacja, całkowicie zależą od dostaw błękitnego paliwa z Rosji. W swoim corocznym raporcie World Energy Outlook Międzynarodowa Agencja Energetyczna (MAE) negatywnie oceniła długoterminową prognozę rozwoju współpracy Gazpromu z Unią Europejską. W ocenie MAE udział rosyjskiego gazu na europejskim rynku osiągnął punkt kulminacyjny i teraz zacznie spadać. Eksperci szacują, że w ciągu 20 lat eksport zmniejszy się o jedną czwartą — do poziomu 150 miliardów metrów sześciennych. Natomiast wydatnie — bo aż o 160 razy — mają zwiększyć się dostawy amerykańskiego gazu ciekłego do Europy. Wzrost ma nastąpić do 2040 roku. MAE wychodzi z założenia, że do tego czasu państwa UE będą kupować 84 mld m3 LNG, co stanowi 22% łącznego importu błękitnego paliwa. Rosyjscy eksperci nie zgadzają się ze wszystkimi wnioskami ekspertów z MAE. „Jak na razie nie ma zagrożenia ze strony LNG, bo przecież koszt przesyłu gaz rurociągiem jest mniejszy, tak więc przy tych samych okolicznościach (polityczne różnice zdań, sankcje itd.) będzie on dla odbiorcy korzystniejszy i zawsze tańszy" — przekonuje kierownik naukowy programu magistratury rosyjskiej Wyższej Szkoły Zarządzania Korporacyjnego Iwan Kapitonow. Taki sam punkt widzenia wyznaje starszy analityk Sbierbanku CIB Walerij Niestierow. Gaz przesyłany rurociągiem pozostanie znacznie tańszy niż LNG — potwierdził Niestierow w rozmowie z Ria Novosi. Obecnie tysiąc metrów sześciennych gazu Gazpromu kosztuje unijnego odbiorcę około 190 dolarów. Za taką samą ilość amerykańskiego gazu ciekłego Europejczycy płacą 250 dolarów — przypomina analityk. Zdaniem Kapitonowa rekord dostaw Gazpromu do państw UE jest uzasadniony gospodarczo. Generowanie energii i ciepła z gazu okazało się w tym roku znacznie tańsze niż generowanie jej z węgla. „Dlatego część stacji węglowych została przekierowana na gaz. Co więcej, zmniejsza się wydobycie surowców przez kraje UE. Dlatego są one zmuszone do zakupywania dużych partii paliwa za granicą, w tym także w Rosji" — mówi ekspert. Szereg czynników pozwolił Gazpromowi wydatnie zwiększyć w 2017 roku eksport do państw UE i Turcji — uważa Niestierow. Ekspert wymienia między innymi ponowny popyt na gaz w Europie. W szczególności elektrownie, które z wielu przyczyn zrezygnowały z węgla, zwiększyły odbiór błękitnego paliwa o 17 procent. Niestierow przypomniał o srogiej zimie i późnej wiośnie w tym roku: państwa europejskie musiały zużyć ponadnormową ilość gazu na ogrzewanie, co wyczerpało podziemne magazyny państw europejskich. Dlatego teraz aktywnie uzupełniają zapasy, kupując dodatkowe ilości paliwa, w tym również od Rosji. Zdaniem eksperta zwiększenie popytu przyczyniło się do spadku światowych cen gazu z poziomu 350-500 dolarów za tysiąc metrów sześciennych do poziomu 170-180 dolarów.

 

*Najważniejszy niemiecko-rosyjski projekt gospodarczy Nord Stream-2 znalazł się w centrum 10. Niemiecko-Rosyjskiego Forum Surowcowego. Były premier rządu Bawarii Edmund Stoiber pozytywnie odezwał się na temat stosunków dwustronnych i ministrze spraw zagranicznych RFN Gabrielu. W wywiadzie dla Sputnika zwrócił się do UE i USA z niedwuznacznym apelem.Minister spraw zagranicznych Sigmar Gabriel (SPD) i Edmund Stoiber znają się od lat 90. Jak mówi sam Stoiber, od tego czasu bardzo dobrze się rozumieją pomimo rozbieżnych poglądów w kwestiach politycznych. Dotyczy to również projektu Gazociągu Północnego-2, gdzie obydwaj politycy wyrażają opinię inną niż Komisja Europejska, która chce, żeby gazociąg między Rosją i Niemcami biegnący dnem Morza Bałtyckiego był regulowany przez Trzeci pakiet energetyczny. Ten ostatni przewiduje rozgraniczenie między produkcją a transportem energii. Gabriel wystąpił już przeciwko takiemu podejściu, a teraz poparł go Stoiber. „W czasie kongresu poświęconego surowcom energetycznym Gabriel powiedział wyraźnie: Gazociąg Północny-2 to projekt gospodarczy realizowany zgodnie z obowiązującymi regułami, i takim pozostanie". Jeśli teraz zaczniemy zmieniać reguły tak, żeby Komisja Europejska mogła się wmieszać, to powstanie problem" — wyjaśnił Stoiber. Polityka, uważa Stoiber, nie ma prawa zmieniać obowiązujących porozumień gospodarczych. „Nie można z powodu Krymu zmieniać reguł, uważam, że to niewłaściwe. Wiemy, że nawet w najmroczniejszych momentach Zimnej Wojny zobowiązania wynikające z porozumień o dostawach ropy i gazu z ZSRR zawsze były respektowane". Wzajemne zaufanie to drogocenny skarb — mówi Stoiber. Sputnik zapytał co się stanie, jeśli USA wezwą niemiecki rząd do zerwania porozumienia o Nord Stream-2. Stoiber rozwija scenariusz: Wówczas Rosja przywoła następujące dowody: Znów dopuszczacie się politycznej ingerencji, ułatwiając dostęp do amerykańskiego gazu łupkowego i utrudniając dostęp do rosyjskiego gazu. „Mamy dobre stosunki sąsiedzkie z Rosją, i należy zachować ostrożność przy zmianie regulacji prawnych" — mówi Stoiber i odwołuje się do przykładu z piłką nożną:„Nie mogę raptem w drugiej połowie meczu odwołać ofsajdu tylko dlatego, że nie spodobała mi się gra. Podług zasady „jeśli już strzeliłem dwa gole z pozycji spalonej to teraz spróbuję zrobić tak, żeby je zaliczono".Zapytany o kongres surowcowy Stoiber mówi, że chciałby, aby wszyscy trzymali się obowiązujących reguł. „Atmosfera w Petersburgu jest  bardzo dobra" — zauważa niemiecki polityk. Forum surowcowe stało się potrójnym ogniwem: w sferach naukowej, gospodarczej i politycznej" — uważa Stoiber.

 

*Aktywiści francuskiego związku zawodowego SUD szykują na grudzień specjalne szkolenia edukacyjne. Biali nie będą mieli na nie wstępu.Za zamkniętymi drzwiami wychodźcy z Azji i Afryki zamierzają omówić to, co nazywają „rasizmem państwowym" we Francji: brak „rasowych" kadr profesjonalnych w różnych sferach działalności. To nie pierwsza impreza w V Republice, na którą przedstawiciele białej rasy nie mają prawa wstępu. Wiosną 2017 roku podobny skandal rozpętał się wokół festiwalu afrofeministek z grupy Mwasi, a w 2016 roku — wokół zajęć dydaktycznych na uniwersytecie Paris-VIII. Do tej pory francuskie społeczeństwo podzielone jest w kwestii tego, czy uznawać za dopuszczalne ograniczenia związane z kolorem skóry, jeśli nie dotyczą byłych ofiar dyskryminacji, a etniczną większość. Kwestia narodowościowa należy do najbardziej bolesnych zagadnień we Francji. Nie bez powodu w kraju obowiązuje zakaz publikacji statystyki etnicznej i rasowej. Jest rzeczą prawnie niemożliwą zdobycie danych na temat ilości osób konkretnej rasy zamieszkujących terytorium Francji. Jednak potomkowie migrantów, którzy przywędrowali do Francji z innych kontynentów są przekonani: ich udział w wyższych warstwach społecznych jest niewielki. Ta kwestia także będzie przedmiotem dyskusji w czasie seminariów zaplanowanych na 18 i 19 grudnia w Saint-Denis. Biali nie będą mieli na nie wstępu, bo o najbardziej drażliwych aspektach dyskryminacji rasowej wolą dyskutować w swoim kręgu. Deputowany do Zgromadzenia Narodowego Francji Danièle Obono rozumie potrzebę ciemnoskórych do zebrania się w wąskim kręgu i porównuje „nie-białych" do ofiar molestowania. „Znów powrócę do przykładu z feministkami. Kobiety, które padły ofiarą przemocy, muszą omawiać pewne kwestie w poufnej atmosferze. Jest potrzeba kontaktu z tymi, z którymi można się zidentyfikować, z tymi, którzy mają takie same problemy. Dlatego chodzi tutaj o środek pedagogiczny, który daje ludziom większą swobodę wyrażania myśli" — wyjaśnia deputowana z ramienia lewicowej partii La France insoumise (Niepokorna Francja). Stanowisko francuskiej polityk rozumie i popiera historyk François Durpaire. „Należy unikać emocjonalnego spojrzenia na to zjawisko, analizować raczej motywację uczestników" — mówi badacz. Bez głośnego skandalu raczej się nie obejdzie. W programie „seminariów nie dla białych" znalazły miejsce analiza i potępienie „rasizmu państwowego", który ma przeszkadzać wychodźcom z byłych francuskich kolonii w zajęciu godnego miejsca w społeczeństwie. Kontrowersyjne sformułowanie zauważyło francuskie ministerstwo oświaty. Szef resortu Jean-Michel Blanquer oświadczył, że pozwie do sądu antyrasistów za szerzenie obraźliwych informacji. Perspektywy pozwu są raczej mgliste, bowiem francuskie ustawodawstwo nie przewiduje wnoszenia sprawy o zniesławienie przeciwko organizacjom społecznym. Czy dopuszczalne jest choćby tymczasowe wywieszania tabliczki „białym wstęp wzbroniony"? Francuscy działacze prawicowi źle przyjęli nowy obrót, jaki przyjęła walka z dyskryminacją. „U podstaw praktyki seminariów organizowanych według zasady niemieszania ras leży forma rasizmu, i nie ważne, że chodzi o rasizm odwrotny. To co się dzieje poraża mnie jako obywatela republiki. Przecież nasz model rządzenia wyklucza dokonywania różnic według cechy rasowej!" — powiedział Ria Novosti Alain Avello, szef związku pracowników oświaty wspierających „Front Narodowy". Avello i jego współpracownicy-wykładowcy „podzielają oburzenie ministra edukacji". Te „seminaria" są sprzeczne z konstytucją, tak jest, panie ministrze! Ale stanowczość, o której Pan mówi, wymaga czegoś więcej: oddzielenia związku zawodowego SUD, który odpowiada za imprezę i nie respektuje zasad naszej republiki, SUD musi być wyprowadzony poza granice naszych szkół" — czytamy we wspólnym oświadczeniu grupy wykładowców na czele z Avello, znanej jako związek „Racines" (Korzenie). Liderka Frontu Narodowego Marine Le Pen  proponuje natomiast rozwiązanie w takim duchu: podjąć działania wobec tych, którzy opracowali zajęcia dydaktyczne „nie dla wszystkich". „Reakcja ministra jest zbawcza, jednak musi jej towarzyszyć należyta kara" — napisała polityk w sieci społecznościowej. Do nacjonalistów nieoczekiwanie dołączyli aktywiści Ligii Walki z Rasizmem i Antysemityzmem (LICRA). W opublikowanym oświadczeniu napisali, że „seminaria nie dla białych" wnosi do francuskiego społeczeństwa „ducha podziału i odrzucenia innego". Choć segregacja rasowa, dokonywana niegdyś przez białych, jest jednomyślnie potępiana przez francuskie społeczeństwo, owe podejście wywrócone do góry nogami, wywołuje nie opór lecz spory. W odpowiedzi na oświadczenie Ligii i ministra Blanquier grupa lewicowych intelektualistów napisała pismo w obronie SUD. „Przede wszystkim należy przypomnieć to, co powinno być oczywiste — te antyrasistowskie seminaria mają na celu walkę z dyskryminacją rasową. Z praktykami tego rodzaju wiele razy eksperymentowały feministki. Celem metody „niemieszania" jest dążenie do ustanowienia równości, tej samej, o której czytamy na drzwiach merostwa" — głosi pismo.

 

* Wulkan Agung ciągle paraliżuje indonezyjską wyspę Bali. We wtorek potrzymano decyzję o zamknięciu lotniska z powodu chmury pyłu wulkanicznego unoszącej się w powietrzu.  Wśród zatrzymanych na przymusowych wakacjach turystów rośnie frustracja. Prawie dwa tysiące osób ubiega się o odszkodowania od władz lotniska. Obecnie okolice wulkanu pokrywa warstwa popiołów wulkanicznych, a poziom magmy, czyli stopionej skały, jest bliski krawędzi krateru. Jeśli dojdzie do erupcji, w ciągu trzech minut skały wielkości pięści mogą pokonać dystans 8 km, a gazy wulkaniczne – dystans 10 km.

 

*Odeski astrolog Wład Ross przepowiedział, że w 2018 roku kryzysy i konflikty międzyetniczne już niedługo zejdą na drugi plan. Rok Żółtego Psa Ziemskiego będzie znacznie bardziej spokojny niż 2017. Jednak istnieje spora szansa, że wybuchnie III wojna światowa – informuje god-2018s.com.W Rosji w przyszłości dojdzie do gwałtownej zmiany władzy. Ross zapowiada nadejście silnego i pewnego siebie przywódcy. Nie wyklucza też przewrotu państwowego. Astrolog podkreśla, że pierwsze 2-3 lata mogą być kryzysowe. Jednocześnie dodaje, że jak tylko miną, mocarstwo znowu znajdzie się na drodze do wielkości, rozwoju ekonomicznego i dobrobytu. Wysoki poziom dobrobytu pozwoli Federacji Rosyjskiej na zajęcie pozycji lidera na arenie międzynarodowej. W 2018 roku będzie można obserwować ukryty konflikt gospodarczy między Chinami a USA, w trakcie którego ludzkość stanie się świadkiem wielu innowacji technologicznych. Zdaniem Włada Rossa Ukraina zacznie się rozwijać dopiero po 2021 roku – po zmianie władz. Wojna na wschodzie Ukrainy będzie trwać, dopóki nie zmienią się władze w Rosji. W 2018 roku Mińsk przestanie być miejscem pokojowych negocjacji między Ukrainą a Rosją. Astrolog nie wyklucza, że Białoruś zastąpi inne państwo, w którym zostanie zorganizowana nowa runda rozmów w zupełnie innym formacje. Jego zdaniem Donbas nie opuści Ukrainy. Jeśli chodzi o Półwysep Krymski, to Ross wypowiada się jednoznacznie: nigdy już nie powróci do Ukrainy.

 

 

KOMENTARZE

  • @Autor
    Pozdrawiam .http://zmianynaziemi.pl/wideo/polska-znalazla-sie-w-niebezpiecznym-momencie-historii-wojna-rosja-wisi-w-powietrzu

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031