Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3719 postów 1776 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Szczyt G7 czy G1?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

CO PISZĄ INNI: Geworg Mirzajan, ormiański analityk z Rosji komentuje wyniki spotkania przywódców G7 na Sycylii.

 

Geworg Mirzajan, docent Uniwersytetu Finansowego przy rządzie Federacji Rosyjskiej  uważa, że szczyt G7 zakończył się klęską. Jego uczestnikom nie udało się znaleźć wspólnego języka z „pierwszym wśród równych" — amerykańskim prezydentem.

Donald Trump jeszcze w trakcie kampanii wyborczej mówił, że nie posiada żadnych globalistycznych zapędów, nie ma zamiaru prowadzić zakrojonej na szeroką skalę polityki zagranicznej, a tak w ogóle chce się skupić na rozwiązywaniu wewnątrzamerykańskich spraw.

I jeśli ktoś miał jeszcze nadzieję, że w trakcie posiedzenia G7 członkom „siódemki" uda się przekonać Trumpa, zmienić go w „normalnego" prezydenta, to te nadzieje się nie spełniły — pisze Geworg Mirzajan. Można było odnieść wrażenie, że gospodarz Białego Domu przyjechał nie na szczyt do przyjaciół, a na spotkanie z wrogami, którym trzeba było udowadniać swoje bycie „cool". Właśnie dlatego szczytowi towarzyszył cały szereg skandali z uczestnictwem Trumpa.

Na przykład według dziennikarza Jamesa Landale'a prezydent USA demonstracyjnie nie słuchał wystąpienia formalnego gospodarza spotkania — premiera Włoch. Podczas, gdy wszyscy mieli na uszach słuchawki,  Trump siedział bez nich, wpatrując się w stół. Niektórzy odnieśli wrażenie, że Trump był o wiele bardziej uprzejmy na spotkaniu z królem Arabii Saudyjskiej. Ale można to oczywiście zrozumieć — Rijad przypochlebił się 200 miliardami dolarów!

Pokazówkę urządziła również pierwsza dama Stanów Zjednoczonych Melania Trump. Prasie bardzo nie przypadło do gustu otaczanie się luksusem na pokaz, np. żakiet od Dolce&Gabbana, który kosztował 50 tys. dolarów. Na szczyt G7, którego jednym z tematów jest walka z ubóstwem, zakładanie na siebie takich rzeczy nie jest przyjęte.

Wartość merytoryczna szczytu również nie była udana. W całym szeregu kwestii, jak słusznie napisała gazeta The Guardian, „G7 zmieniała się dla Trumpa w G1". Ciężko było mu znaleźć wspólny język z kolegami w kwestiach protekcjonizmu, uchodźców, migracji. Tak naprawdę jedynym sukcesem szczytu było to, że „Szóstce" udało się przekonać amerykańskiego przywódcę, by wniósł do końcowego komunikatu punkt o „wspólnej walce z protekcjonizmem" jednak nie ma wcale pewności, czy Trump będzie go przestrzegać.

Jeśli chodzi o zmiany klimatu, to bezpośrednio w komunikacie podkreślono, że „USA przechodzą proces rewizji swojej polityki odnośnie zmian klimatu i w stosunku do traktatu paryskiego ws. klimatu i w związku z tym nie mogą przyłączyć się do konsensusu w tych kwestiach".

Jedynym poważnymi sprawami, co do których siódemce udało się porozumieć, były kwestie walki z terroryzmem, a także przedłużenie antyrosyjskich sankcji. Z terroryzmem wszystko jest jasne, natomiast punkt rosyjski jest ciekawy z tego względu, że zgoda na niego nosi tylko taktyczny charakter. Donald Trump jest na etapie opracowania umowy z Putinem i nie ma zamiaru odsłaniać asa w rękawie, jakim byłoby uchylenie sancji przed zawarciem tej umowy.

Jeśli zaś chodzi o stanowisko Europy, to oprócz osobistych urazów do Putina we Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii zbliżają się wybory parlamentarne. Nie potrzebne są im żadne gwałtowne perturbacje w polityce zagranicznej, które mogłyby wywołać wewnątrzpolityczny kryzys. Konsensusu strategicznego ws. Rosji między Europą i Trumpem nie ma, o czym wcześniej mówił sam Donald Tusk.

Najwyraźniej rozbieżności na szczycie były tak duże, że europejskie kraje postanowiły zagrozić Trumpowi buntem. „W ciągu ostatnich kilku dni zrozumiałam, ze czasy, kiedy mogliśmy liczyć na innych, minęły — powiedziała Merkel praktycznie od razu po szczycie. I dlatego mówię, że my, Europejczycy, musimy wziąć swoje losy we własne ręce". Pani kanclerz nakreśliła już kontury polityki zagranicznej Europy. Według niej Europa będzie się rozwijać, „utrzymując przyjazne stosunki z USA, Wielką Brytanią, a także w miarę możliwości dobrosąsiedzkie relacje z innymi krajami. Nawet z Rosją.

Wygląda na to, że epoka, kiedy Ameryka prowadziła Europę za sobą, chyli się ku końcowi. Pytanie polega tylko na tym, kto teraz poprowadzi Zachód, kto w przypadku obalenia Trumpa ze stanowiska przywódcy „postępowego świata" zajmie jego miejsce? Nie jest wykluczone, że Merkel. Jednak czy poradzi sobie z takim zadaniem? Raczej nie, przecież nie jest w stanie kierować nawet Europą: nie poradziła sobie z ani jednym z europejskich kryzysów — oprócz po części greckiego. Wesołe będzie zatem to przywództwo.

Co prawda ze smutnym końcem zarówno dla Zachodu jak i „Wielkiej Siódemki". I dlatego należy zadać sobie pytanie, czy Moskwa powinna w ogóle do niej wrócić — podsumował Geworg Mirzajan.

 

 

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031